I. PRZYKAZANIE: NIE BĘDZIESZ MIAŁ BOGÓW CUDZYCH PRZEDE MNĄ

Homilia podczas Mszy św. odprawionej przy kościele Świętego Ducha, l czerwca 1991 r.

1. «Jam jest Pan, Bóg twój, który cię wywiódł z ziemi egipskiej

(...). Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną!» (Dekalog,por. Wj 20,2-3).

Wybrał Bóg miejsce na pustyni: górę Synaj - i wybrał lud, któremu objawił siebie jako wybawcę z niewoli egipskiej - i wy­brał człowieka, któremu powierzył swe przykazania: Mojżesza.

Dziesięć prostych słów. Dekalog. Pierwsze wśród nich brzmi właśnie tak: «Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną».

2. Drodzy Synowie i Córki tej ziemi nad Bałtykiem. Nieraz we­spół z waszym Biskupem patrzycie w stronę Góry Chełmskiej, którajest niewielkim nadmorskim wzniesieniem, ale uwydatnia się na

tle rozległej pomorskiej równiny.

Czy słowa Boga wypowiedziane na Synaju nie odezwały się dalekim echem również tu, na tej górze? Kiedyś dalecy przodko­wie, którzy tutaj żyli nad Bałtykiem, nie znali Boga żywego i praw­dziwego. Szukali Go niejako «po omacku» (por. Dz 17,27) w pier­wotnych kultach i ofiarach. A kiedy przyszedł czas, że Słowo Bo­że znalazło tutaj miejsce, w Kołobrzegu za czasów Bolesława Chrobrego, po niewielu latach pierwszy biskup Reinbern został wygnany — i stare wróciło na kilka jeszcze pokoleń.

Dopiero misjonarz — biskup Otto z Bambergu utrwalił chrześ­cijaństwo nad Bałtykiem i na całym zachodnim Pomorzu.

Wiele stuleci dzieli nas od tamtych czasów. Przecież wy sa­mi jesteście tutaj od kilkudziesięciu dopiero lat — a wasz Biskup Ignacy jest od roku 1972 zaledwie drugim z kolei po Reinbernie biskupem w Kołobrzegu.

3. «Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną». To pierwszesłowo Dekalogu, pierwsze przykazanie, od którego zależą wszyst­kie dalsze przykazania. Całe prawo Boże — wypisane niegdyś na kamiennych tablicach, a równocześnie wypisane odwiecznie w ser­cach ludzkich. Tak, że i ci, co nie znają Dekalogu, znają jego istot­ną treść. Bóg głosi prawo moralne nie tylko słowami Przymierza — Starego Przymierza z góry Synaj i Chrystusowej Ewangelii — głosi je samą wewnętrzną Prawdą tego rozumnego stworzenia, ja­kim jest człowiek.

To Boże prawo moralne jest dane człowiekowi i dane równo­cześnie dla człowieka: dla jego dobra. Czyż nie tak jest? Czyż nie dla człowieka jest każde z tych przykazań z góry Synaj: «nie zabi­jaj — nie cudzołóż — nie mów fałszywego świadectwa — czcij oj­ca i matkę» (por. Wj 20,13-14.16.12). Chrystus ogarnia to wszyst­ko jednym przykazaniem miłości, które jest dwoiste: «będziesz mi­łował Pana Boga swego ponad wszystko — będziesz miłował człowieka — bliźniego twego jak siebie samego» (por. Mt 22,31).

W ten sposób Dekalog — dziedzictwo Starego Przymierza Boga z Izraelem — został potwierdzony w Ewangelii jako moral­ny fundament Przymierza Nowego we Krwi Chrystusa.

Ten moralny fundament jest od Boga, zakorzenia się w Jego stwórczej, ojcowskiej mądrości i opatrzności. Równocześnie ten moralny fundament Przymierza z Bogiem jest dla człowieka, dla jego dobra prawdziwego. Jeśli człowiek burzy ten fundament, szko­dzi sobie: burzy ład życia i współżycia ludzkiego w każdym wy­miarze. Zaczynając od wspólnoty najmniejszej, jaką jest rodzina, i idąc poprzez naród aż do tej ogólnoludzkiej społeczności, na którą, składają się miliardy ludzkich istnień.

Jak bardzo prawo moralne, przykazania Boże, jest dla czło­wieka, na to wskazuje w sposób szczególnie wymowny sam Jezus Chrystus (w dzisiejszej perykopie ewangelicznej), kiedy mówi do zdumionych, a nawet zgorszonych stróżów litery Prawa: «To sza­bat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu » (Mk 2,27).

4. Tak. «Syn Człowieczy jest panem szabatu» (Mk 2,28). Onteż jest Panem i Gwarantem tego Przymierza Boga z człowiekiem,które jest stare, nowe i wieczne.

Syn Człowieczy. Jezus Chrystus. W Nim dopełniło się nowe stworzenie. «Bóg, który rozkazał ciemnościom, by zajaśniały świat -łem» (tak mówi Księga Rodzaju o dziele stworzenia, por. 1,3) — «zabłysnął w naszych sercach (...) na obliczu Chrystusa» (2 Kor 4,6). Bóg jedyny, prawdziwy i nieobjęty dał nam poznać siebie, swoją niezgłębioną tajemnicę, w Jezusie Chrystusie. On — Chrystus — jest widzialnym obrazem niewidzialnego Boga. Jest Synem współistotnym, który stał się człowiekiem — Synem Czło­wieczym — rodząc się z Dziewicy Maryi za sprawą Ducha Świę­tego. On — «Bóg z Boga, Światłość ze Światłości» (Credo), za­błysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwa­ły Bożej» (2 Kor 4,6).

Niegdyś tu, nad Bałtykiem ta sama jasność zabłysła w sercach ludzi u początku naszego tysiąclecia. Dziś błyszczy w waszych sercach.

My wszyscy, ochrzczeni w imię Trójcy Przenajświętszej, w mocy Chrystusowego Odkupienia przez krzyż, «jesteśmy wy­dawani na śmierć», tak jak Chrystus przyjął śmierć na krzyżu — «aby życie Jego stało się widoczne w naszym śmiertelnym ciele» (2 Kor 4,11). Tak. Życie Chrystusa. Jego zmartwychwstanie. Po­czynając od sakramentu chrztu, uczestniczymy w odkupieńczej śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa.

Nosimy więc w sobie skarb, niewypowiedziany skarb życia Bożego. Jest to «przeogromna moc, która jest z Boga, nie z nas» (por. 2 Kor 4,7). Taką mocą jest łaska chrztu, która czyni nas w Chrystusie synami Bożego przybrania.

Jako synowie Bożego przybrania podążamy na naszą Górę Chełmską nad Bałtykiem, tam, gdzie niegdyś dalecy nasi przodko­wie na tej ziemi« szukali Boga po omacku», przychodzimy ze świat­łem wiary. Przychodzimy, «nosząc w naszym ciele konanie Chrys­tusa, aby Jego życie objawiło się w naszym ciele» (por. 2 Kor 4,10).

5. Jednakże, drodzy Bracia i Siostry — «ten skarb przechowuje­my w naczyniach glinianych» (por. 2 Kor 4,7). Czasy, w których żyjemy, ludzkość współczesna, europejska cywilizacja i postęp, mają już za sobą owo szukanie Boga po omacku — które jednak było szukaniem i do Niego jakoś prowadziło. Wszyscy odziedziczyli skarb. W Chrystusie otrzymali więcej jeszcze niż dekalog. Któż jednak bardziej niż Chrystus — ukrzyżowany i zmartwychwstały — potwierdza moc tamtego pierwszego słowa Dekalogu: «Nie bę­dziesz miał bogów cudzych przede Mną»?

Tylko też w mocy tego pierwszego przykazania można my­śleć o prawdziwym i dogłębnym humanizmie. Tylko wówczas «sza­bat może być dla człowieka»i cała humanistyczna moralność spraw­dza się i urzeczywistnia.

«Stworzenie (...) bez Stworzyciela zanika» — głosi Sobór (Gaudium et spes, 36). Bez Boga pozostają ruiny ludzkiej moral­ności. Każde prawdziwe dobro dla człowieka — a to jest sam rdzeń moralności — jest tylko wówczas możliwe, kiedy czuwa nad nim Ten Jeden, który «sam jest Dobry» jak kiedyś powiedział Chrys­tus do młodzieńca (por. Mk 10,18).

6. Stąd, znad Bałtyku, proszę was, wszyscy moi Rodacy, Syno­wie i Córki wspólnej Ojczyzny, abyście nie pozwolili rozbić tego naczynia, które zawiera Bożą Prawdę i Boże Prawo. Proszę, abyś­cie nie pozwolili go zniszczyć. Abyście sklejali je z powrotem, jeśli popękało.

Abyście nigdy nie zapominali:

«Jam jest Pan, Bóg twój, którym cię wywiódł z ziemi egip­skiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną!».

— Nie będziesz brał Imienia Pana, Boga twego nadaremno.

— Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.

— Czcij ojca twego i twoją matkę.

— Nie zabijaj.

— Nie cudzołóż.

— Nie kradnij.

— Nie mów fałszywego świadectwa.

— Nie pożądaj żony bliźniego twego.

— Nie pożądaj żadnej rzeczy, która jego jest.

Oto Dekalog: dziesięć słów. Od tych dziesięciu prostych słów zależy przyszłość człowieka i społeczeństw. Przyszłość narodu, pań­stwa, Europy, świata.

Słowa Twoje, Panie, są prawdą. Panie, uświęć nas w praw­dzie (por. J 17,17).

«Kłaniam się Tobie, przedwieczny Boże».

Pragnę wyrazić moją radość, dziękczynienie za tę wspólnotę modlitwy w języku ojczystym, za to, że mogliśmy wspólnie kła­niać się Bogu przedwiecznemu, żywemu i prawdziwemu. Składa­jąc Najświętszą Ofiarę Jego Syna, Pana naszego Jezusa Chrystu­sa, która raz złożona na ołtarzu krzyża, trwa wiecznie, a równo­cześnie stale się odnawia na ołtarzach kościołów.

Wyrażam wdzięczność za przygotowanie do tego eucharys­tycznego spotkania diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej nad Bałty­kiem. Dziękujemy za ten wiatr od morza, który nas tutaj dosięg-nął zaraz po przybyciu na lotnisko i pokazał, jaki bywa. Wyrażam radość z tego, że mogłem modlić się wspólnie z moimi rodakami, ale także i z wielu gośćmi, przede wszystkim wśród biskupów kon­celebrujących z zagranicy. Dziękuję przedstawicielom władz pań­stwowych tu obecnym, przedstawicielom władz wojewódzkich i miejskich. Dziękuję również różnym wspólnotom, zrzeszeniom i reprezentacjom. Dziękuję w szczególności szkołom, uczelniom, zakładom pracy, Związkowi Rolników, kolejarzom z całej Polski. Dziękuję Związkowi Głuchoniemych, przedstawicielom Zakładów Cegielskiego z Poznania, Związkowi Kaszubów, Klubowi Inteli­gencji Katolickiej. Dziękuję wszystkim obecnym również i spoza diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, a zwłaszcza z tej nadmorskiej, północnej części Polski.

W naszej modlitwie dzisiejszej w pamięci i sercu zgromadzo­nych szczególnie były obecne dzieci, ponieważ jest to Międzyna­rodowy Dzień Dziecka. Były obecne tą bliskością, jaką zawsze miał dla nich Chrystus Pan. «Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie». Oby ten Dzień Międzynarodowy odnowił świadomość wielkości dziecka, odpowiedzialności za dziecko, rodzicielskiej i społecznej, aby odnowił w nas wszystkich tę miłość do dziecka, jaką objawił nam Jezus Chrystus.

Pragnę jeszcze podziękować pogodzie, pogodzie nadbałtyckiej. Już mówiłem o wietrze. Jeszcze trzeba dodać stare polskie porze­kadło: « Słońce świeci, a deszcz pada». Bo tak mniej więcej się to zaczęło układać, więc poszliśmy razem z księdzem Biskupem Ignacym na Górę Chełmską i tam bardzo podziękowałem temu deszczowi, że padał, ale poprosiłem o pewne odroczenie. I trzeba przyznać, że okazał się bardzo słowny. Tak dalece, że w tej chwili możemy już powiedzieć: deszcz padał, ale teraz słońce świeci. Jest to dobra uwertura do mojego pielgrzymowania po Polsce. Dobra uwertura — tym bardziej, że wśród napisów, jakie widzę, na szczęś­cie nie ma ich za dużo, jest także jeden zapraszający do Moskwy. Pojawił się tutaj ks. abp Tadeusz Kondrusiewicz, który wiecie, gdzie teraz stale rezyduje, administruje. I zaraz za nim przychodzi na­pis. To tyle tych dodatków na zakończenie. A teraz «kłaniam się Tobie, przedwieczny Boże», a kłaniając się Tobie, który jesteś, który JESTEŚ, Tobie, który jesteś Ojcem, Synem, Duchem Świę­tym, razem z wszystkimi zgromadzonymi proszę Ciebie o błogos­ławieństwo na dalsze drogi tego Kościoła na ziemi koszalińskiej i na całej ziemi polskiej, na dalsze drogi tego narodu, a także tego pielgrzyma, który przybył, ażeby odwiedzić swoich rodaków jeszcze raz.

 

II. PRZYKAZANIE: NIE BĘDZIESZ BRAŁ IMIENIA PANA BOGA SWEGO NADAREMNIE

ODNAWIAĆ ŚWIADOMOŚĆ PRAWA BOŻEGO I ODKUPIENIA W CHRYSTUSIE

Homilia w czasie Mszy św. beatyfikacyjnej Biskupa Józefa Sebastiana Pelczara przy kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa, 2 czerwca 1991 r.

1. «Nie każdy, który Mi mówi: 'Panie, Panie!', wejdzie do kró­lestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca»(Mt 7,21).

W dzisiejszym uroczystym dniu Kościół rzymski, a w szcze­gólności miasto Rzeszów staje wobec tajemnicy królestwa niebie­skiego — tego królestwa, jakie Syn Boży, Jezus Chrystus, przeka­zał swoim apostołom i uczniom. Kościół, który pielgrzymuje po­przez tę podkarpacką ziemię, żyje nadzieją królestwa niebieskiego. W dniu dzisiejszym zaś raduje się w sposób szczególny, gdy wy­niesienie na ołtarze błogosławionego Józefa Sebastiana odnawia i umacnia we wszystkich tę nadzieję.

Oto człowiek, który «spełniał wolę Boga» — nie tylko mó­wił: «Panie, Panie», ale spełniał wolę Ojca, tak jak tę wolę obja­wił nam Jezus Chrystus. Jak ukazał ją swoim własnym życiem i swą Ewangelią.

2. Ten człowiek — błogosławiony Józef Sebastian Pelczar — byłwaszym Biskupem. A wcześniej jeszcze był synem tej ziemi. Tusię urodził. Tu, w korczyńskiej rodzinie i parafii usłyszał głos po­wołania do kapłaństwa. Jako kapłan przeszedł przez studiaw Rzymie, a potem przez Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, był także rektorem tej czcigodnej uczelni — aby wrócić do was.Był waszym przemyskim biskupem w okresie przed I wojną świa­tową i podczas tej wojny, która tutaj pozostawiła także swe ślady.I po wojnie w Polsce znów niepodległej od 1918 r. aż do śmierciw 1924.

3. Jednakże pielgrzymowanie człowieka, który nie tylko mówi:«Panie, Panie», ale który czyni wolę Ojca, prowadzi dalej niż na katedrę profesorską, dalej niż na tron biskupi — prowadzi do te­go «królestwa niebieskiego», które Chrystus, Syn Ojca, ukazał namjako cel ziemskiego pielgrzymowania. Cel ostateczny, w którymwypełnia się do końca powołanie ludzkiej osoby, stworzonej na ob­raz i podobieństwo Boga samego.

Jakże wielka jest moja radość, że mogę w dniu dzisiejszym, odwiedzając diecezję przemyską, ogłosić Sługę Bożego Józefa Se­bastiana Pelczara, Syna tej ziemi i Biskupa w Przemyślu — bło­gosławionym.

4. Ten uroczysty akt ma doniosłą wymowę dla nas wszystkich.Święci i błogosławieni stanowią żywy argument na rzecz tej drogi, która wiedzie do królestwa niebieskiego. Są to ludzie — tacy jak każdy z nas — którzy tą drogą szli w ciągu swego ziem­skiego życia i którzy doszli. Ludzie, którzy życie swoje budowali na skale, na opoce, jak to głosi Psalm dziesiejszej liturgii: na skale, a nie na lotnym piasku (por. Ps 31 [30], 3-4). Co jest tą skałą? Jest nią wola Ojca, która wyraża się w Starym i Nowym Przymierzu. Wyraża się w przykazaniach Dekalogu. Wyraża się w całej Ewan­gelii, zwłaszcza w Kazaniu na górze, w ośmiu błogosławieństwach.

Święci i błogosławieni to chrześcijanie w najpełniejszym tego słowa znaczeniu. Chrześcijanami nazywamy się my wszyscy, któ­rzy jesteśmy ochrzczeni i wierzymy w Chrystusa Pana. Już w sa­mej tej nazwie zawarte jest wzywanie Imienia Pańskiego. Drugie przykazanie Boże powiada: «Nie będziesz brał Imienia Pana Bo­ga twego nadaremno». Zatem jeśli jesteś chrześcijaninem, niech to nie będzie wzywanie Imienia Pańskiego nadaremno. Bądź chrześ­cijaninem naprawdę, nie tylko z nazwy, nie bądź chrześcijaninem byle jakim. «Nie każdy, który Mi mówi: 'Panie, Panie!' (...) lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca».

Spójrzmy na drugie przykazanie Boże od strony jeszcze bar­dziej pozytywnej: «Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi — mówi do nas Chrystus Pan — aby widzieli wasze dobre czyny i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie» (Mt 5,16).

Oto mocny zrąb, na którym człowiek roztropny wznosi do całego swego życia. O takim domu mówi Chrystus: « Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jed­nak nie runął, bo na skale był utwierdzony» (Mt 7,25).

Jednakże «skała», opoka — to nie tylko słowo Boże, nie tyl­ko Dekalog czy Kazanie na górze, przykazania czy błogosławień­stwa. « Skała» — to nade wszystko Chrystus sam. Józef Sebastian Pelczar budował dom swego ziemskiego życia i powołania nade wszystko na Chrystusie. Na Nim samym, w Nim bowiem objawi­ła się do końca sprawiedliwość Boża, o której Apostoł mówi, że chociaż jest «poświadczona przez Prawo i Proroków» (Rz 3,21), to jednak od tego Prawa jest «niezależna» (tamże).

Tą Bożą sprawiedliwością, która usprawiedliwia człowieka przed Bogiem, która w oczach Boga czyni człowieka ostatecznie «sprawiedliwym» — jest Chrystus sam. Człowiek buduje dom swe­go życia ziemskiego na Nim: buduje na Odkupieniu, które jest w Chrystusie, buduje na Krzyżu, w którym przez swoją śmierć od­kupieńczą Chrystus zgładził grzechy całego świata własną Krwią: śmierć grzechu zniszczył swoją własną śmiercią. Buduje więc czło­wiek ów «dom królestwa niebieskiego» w swym ziemskim byto­waniu przez wiarę.

Tak właśnie budował Józef Sebastian. I dlatego dom jego ży­cia ziemskiego ostał się wśród wszystkich burz i doświadczeń. Doj­rzał do tej chwały, jaką człowiek-stworzenie może odnaleźć tylko w żywym Bogu. To właśnie jest owa pełnia, do której wszyscy zo­staliśmy wezwani w Jezusie Chrystusie.

5. Diecezja przemyska ma swoją długą historię. Z górą sześć wie­ków. Dzisiejsze święto jest jakby zwieńczeniem tej długiej historii. Jest zwieńczeniem, ponieważ Kościół, jako lud Boga Żywego od­kupiony za cenę Krwi Chrystusa — jest cały wezwany do świętoś­ci. Uczestnictwo w świętości Boga samego jest powołaniem wszyst­kich, każdego i każdej! To powołanie stało się udziałem biskupa Józefa Sebastiana, ale są obok niego także i inni Słudzy Boży z ostatnich czasów, którzy wyróżnili się szczególną świętością ży­cia. Wymieńmy choćby błogosławionego Rafała Kalinowskiego, który będzie wnet kanonizowany w Rzymie, a także zakonnicę Bolesławę Lament czy franciszkanina Rafała Chylińskiego, których będę miał szczęście wynieść do chwały ołtarzy w czasie obecnej pielgrzymki do Ojczyzny.

Wymieńmy też Synów i Córki związanych z ziemią rzeszow­ską: ks. Jana Balickiego, ks. Bronisława Markiewicza, siostry Leonię Nastałównę i Kolumbę Białecką, ojca Wenantego Katarzyńca, ks. Augusta Czartoryskiego. Wymieńmy jeszcze siostrę Faustynę Kowalską, Anielę Salawę, Stanisławę Leszczyńską z Łodzi, ojca Jana Beyzyma, Jerzego Ciesielskiego, Arcybiskupa Antoniego No­wowiejskiego, Arcybiskupa Szczęsnego Felińskiego, Arcybiskupa Józefa Bilczewskiego, Biskupa Zygmunta Lozińskiego, ks. Wła­dysława Korniłowicza, ks. Wincentego Frelichowskiego. To tyl­ko niektórzy spośród tych, którzy czekają na uroczyste potwier­dzenie ich świętości przez Kościół, a przecież każdy znał i myśli teraz o kimś bliskim, który heroicznie realizował swoje chrześci­jańskie powołanie. A w wiekach minionych — w owych sześciu stuleciach dziejów — z pewnością niemało było wśród ludu Boże­go waszej diecezji osób, które szły tą samą drogą i budowały swój dom na skale wiary, spełniając wolę Bożą, którą jest uświęcenie człowieka.

Tych wszystkich synów i córki prastarego Kościoła przemy­skiego mamy dzisiaj w żywej pamięci — na zachód i na wschód od Sanu, wzdłuż górskich łańcuchów Bieszczad ku południowi, wzdłuż rzecznych dolin w stronę Wisły ku północy. Za nich wszyst­kich dziękujemy Bogu.

6. Czcigodny, drogi Biskupie Ignacy, drogi Bracie w apostolskim posługiwaniu! Wiem dobrze, i wszyscy to wiedzą w Polsce (a tak­że poza jej granicami), że odkąd objąłeś pasterzowanie tego Koś­cioła, cała Twoja żarliwa działalność skupiła się na owym «domu», który uczeń Chrystusa ma budować na skale. Prawdziwie «gorli­wość domu Bożego» Cię pożerała. Nie szczędziłeś żadnych tru­dów, nie znałeś przeszkód, gdy chodziło o mnożenie miejsc kultu i ognisk życia Bożego na rozległym terenie Twej diecezji. Wiedzia­łeś, że «Kościół widzialny» — dom parafialnej rodziny — jest świa­dectwem i zarazem wezwaniem do budowania życia ludzkiego na tej skale, którą jest Chrystus.

Sam miałem sposobność podziwiać z bliska Twą biskupią działalność. Nieraz zresztą byłem tu zapraszany z Krakowa, jak choć­by przy poświęceniu monumentalnej świątyni w Stalowej Woli. Pragnę dzisiaj, przy sposobności tych odwiedzin i beatyfikacji twego poprzednika na przemyskiej stolicy biskupiej, odnowić te więzy szczególne, jakie łączyły mnie z tą ziemią, z jej bogatą przyrodą, z jej gorliwym prezbiterium i społeczeństwem.

Wiele jest miejsc na waszej ziemi, które stale noszę w pamię­ci i w sercu, do których powracam w modlitwie. Pragnę, aby to wszystko znalazło nowy jeszcze wyraz w dzisiejszych papieskich odwiedzinach.

Drogi Biskupie Ignacy! Na przestrzeni lat Twego posługiwa­nia stałeś się wobec Kościoła i społeczeństwa walczącego o swe su­werenne prawa rzecznikiem, świadkiem i autorytetem.

Ufam, że i teraz — w nowej sytuacji — to Twoje świadectwo jest nieodzowne. Dziś trzeba nowej wiary i nowej nadziei, i nowej miłości. Trzeba odnawiać świadomość prawa Bożego i odkupie­nia w Chrystusie.

Pragnę równocześnie pozdrowić wszystkich księży Biskupów pomocniczych z Przemyśla: poczynając od wspomnienia śp. Bisku­pa Stanisława, którego dobrze pamiętam, pozdrawiam dwóch Bi­skupów, którzy jeszcze byli moimi kolegami w Episkopacie Pol­ski, i tych nowych, którzy potem przybyli, bo diecezja wielka i potrzebuje też wielkiej pracy biskupiej. Szczęść Boże wszystkim

Tak, drodzy Bracia i Siostry, trzeba odnawiać świadomość prawa Bożego i odkupienia w Chrystusie, trzeba wołać tak, jak dzisiejsza liturgia: «Naucz nas, Boże, chodzić Twoimi ścieżkami. Prowadź nas w prawdzie» (por. Ps 25 [24], 4-5).

Aby dom naszego życia — osób, rodzin, narodu i społeczeń­stwa — pozostawał «utwierdzony na skale» (por. Mt 7,25).

Aby nie wznosić go na lotnym piasku — lecz na skale. Na skale Bożych przykazań, na skale Ewangelii. Na skale, którą jest Chrystus.

«Wczoraj i dzisiaj, ten sam także i na wieki» (Hbr 13,8).

 

III. PRZYKAZANIE: PAMIĘTAJ, ABYŚ DZIEŃ ŚWIĘTY ŚWIĘCIŁ

WIELKI JEST PAN I GODZIEN WIELKIEJ CHWAŁY. PAMIĘTAJ, ABYŚ DZIEŃ ŚWIĘTY ŚWIĘCIŁ

Homilia podczas Mszy św. w Lubaczowie, 3 czerwca 1991 r.

1. «Tyś wielką chlubą naszego narodu» (por. Jdt 15,9).

Słowa te odzywają się z jasnogórskiego szczytu w dniu patro­nalnego święta Królowej Polski.

«Tyś jest otuchą naszego narodu». Tak śpiewaliśmy dzisiaj. Słowa te idą w parze z modlitwą wypowiadaną przez tyle pokoleń w ojczystym języku: Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami, Bogarodzico.

W naszych dziejach doznawaliśmy wielokrotnie szczególnej macierzyńskiej opieki Matki Chrystusa. Kazimierz Odnowiciel wzywa Bogarodzicę i odzyskuje utracone dziedzictwo piastowskie. Łokietek w Wiślicy słyszy słowa: «wstań, ufaj, zwyciężysz» — ty­mi słowy Matka Boża umacnia króla, który wyprowadził kraj z dzielnicowego rozbicia. Przełomowe w dziejach zwycięstwa, od Legnicy po Chocim i Wiedeń — a w naszym stuleciu rok 1920 — wszystkie wiązaliśmy ze wstawiennictwem Bogarodzicy. W szczególności zaś to zdumiewające zwycięstwo jasnogórskiego klasztoru-warowni w 1655 r.

Stamtąd też, z jasnogórskiego szczytu, płyną w patronalne święto Królowej Polski słowa tego biblijnego wezwania: «Tyś wielką chlubą naszego narodu».

2. Kiedy — w kilka miesięcy po obronie Jasnej Góry — król JanKazimierz oddawał całe swe wielonarodowe dziedzictwo Bogaro­dzicy jako Królowej — wówczas dokonywały się szczególne za­ślubiny.

Były to zaślubiny Bożej Mądrości, która w sposób proroczy mówi o sobie słowami Księgi Syracydesa: «Wyszłam z ust Naj­wyższego i niby mgła okryłam ziemię» (24,3): oto wymiar przedwieczny a zarazem kosmiczny odwiecznej Mądrości. A potem ten wymiar znajduje sobie mieszkanie w dziejach człowieka: «W Ja­kubie rozbij namiot (...), w Izraelu obejmij dziedzictwo » (Syr 24,5). I oto Mądrość «zapuszcza korzenie w sławnym narodzie, w po­siadłości Pana, w Jego dziedzictwie » (por. Syr 24,13), aby stać się pokarmem i napojem ludzi: «którzy mnie spożywają, dalej łaknąć będą, a którzy mnie piją, nadal będą pragnąć» (Syr 24,21).

Król Jan Kazimierz, klęcząc w katedrze lwowskiej przed ob­razem Matki Bożej Łaskawej, przyłącza się do wielu pokoleń tych, którzy łakną i pragną Bożej Mądrości — dla siebie, dla swego kró­lestwa, dla ludów, wśród których z Bożej Opatrzności przyszło mu sprawować władzę królewską w czasach szczególnie trudnych.

3. Zaślubiny Bożej Mądrości, która jest Słowem przedwiecznym,znajdują swój ewangeliczny wyraz w Kanie Galilejskiej. Słowo stałosię Ciałem, rodząc się z Maryi Dziewicy za sprawą Ducha Święte­go. Tajemnica Wcielenia Słowa jest tajemnicą zaślubin Bóstwaz człowieczeństwem. Jako człowiek, Syn Boży —Jezus z Nazare­tu zostaje zaproszony na gody weselne wraz ze swą Matkąi uczniami.

To, co w ciągu dziejów miało znaleźć wyraz na naszych zie­miach, pozwala nam się rozpoznać już tam, już w Kanie Galilejskiej. Maryja, która tyle razy w ciągu dziejów mówiła Chrystusowi o różnych potrzebach ludzi i ludów, powiedziała o tym po razpierwszy w Kanie, gdy gospodarzom wesela zabrakło wina: «niemają już wina» (J 2,3).

Jakże błaha może wydać się ta potrzeba w porównaniu z in­nymi. Przyjmijmy ją jednak jako pierwowzór dla wszystkich po­trzeb człowieka, narodów, ludzkości. Matka Chrystusa staje po­środku między każdą z tych potrzeb a Chrystusem, Synem Bo­żym, Słowem Przedwiecznym i Mądrością, która zaślubiła dzieje człowieka. I pragnie w nich działać.

4. U stóp Bogarodzicy we lwowskiej katedrze król Jan Kazimierz myślał o potrzebach swego królestwa, o niebezpieczeństwach, któremu groziły. Nosił je wszystkie w swym królewskim sercu. Doświad­ czył ich, gdy podczas szwedzkiego najazdu musiał opuszczać kraj i szukać schronienia na Śląsku.

Czuł jednak, że miara potrzeb jest większa jeszcze, że sięga głębiej, że zagrożenie płynie nie od zewnątrz tylko, ale od wew­nątrz. Dał temu wyraz ślubując, gdy mówił: «Przyrzekam (...) i ślubuję, że po nastaniu pokoju wraz ze wszystkimi stanami wszel­kich będę używał środków, aby lud królestwa mego od niespra­wiedliwych ciężarów i ucisków wyzwolić».

Oto pierwszy zarys programu społecznej odnowy, który bę­dzie narastał z pokolenia na pokolenie — aż do naszego stulecia.

Dobrze się przeto stało, że te śluby królewskie z katedry lwow­skiej w różnych momentach dziejów były odnawiane i aktualizo­wane. Z nich zrodziło się w naszym stuleciu ślubowanie milenij­ne, związane z Tysiącleciem Chrztu Polski.

5. Tutaj wchodzimy już w dzieje naszego pokolenia. Co jest tą potrzebą największą, którą ośmielilibyśmy się niepokoić matczy­ne Serce Bogarodzicy? Jest zapewne wiele tych potrzeb, ale dotknijmy tej, która wśród nich wydaje się najistotniejsza. Łączy się ona z podstawową hierarchią wartości: dla człowieka, dla ludz­kich wspólnot, narodów i społeczeństw ważniejszym jest «być» niż «mieć». Ważniejszym jest, kim się jest, niż to, ile się posiada.

Bóg tak nas stworzył, że potrzebujemy różnych rzeczy.

Są nam one niezbędne do zaspokojenia naszych potrzeb ele­mentarnych, ale również do tego, żebyśmy umieli dzielić się nimi wzajemnie, oraz żebyśmy z ich pomocą budowali przestrzeń na­szego ludzkiego «być». Ojciec nasz niebieski dobrze wie o tym, że potrzebujemy różnych rzeczy materialnych. Ale umiejmy ich szukać i używać zgodnie z Jego wolą. Wartości, które można «mieć», nigdy nie powinny stać się naszym celem ostatecznym.

Po to Ojciec nasz niebieski obdarza nas nimi, aby nam po­magały coraz pełniej «być».

Dlatego przed błędem postaw konsumpcjonistycznych nale­ży przestrzegać również społeczeństwa biedne. Nigdy nie trzeba w taki sposób dążyć do dóbr materialnych ani w taki sposób ich używać, jak gdyby były one celem same w sobie. Toteż reformie gospodarczej, jaka się dokonuje w naszej Ojczyźnie, powinien to­warzyszyć wzrost zmysłu społecznego, coraz bardziej powszechna troska o dobro wspólne, zauważanie ludzi najbiedniejszych i naj­bardziej potrzebujących, a również życzliwość dla cudzoziemców, którzy przyjeżdżają tutaj w poszukiwaniu chleba. Zwłaszcza dzi­siaj, w okresie reformy gospodarczej, wsłuchujmy się uważnie w słowa Chrystusa Pana: «Nie troszczcie się zbytnio i nie mów­cie: w co będziemy się przyodziewać? (...) Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się na­przód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko bę­dzie wam dodane» (Mt 6,31-33).

Czy jednak nie zostaliśmy zdominowani przez to, co jest — mimo wszystko mniej ważne? Czy to nie dawało i nie daje nadal znać o sobie? Jakiego potrzebujemy wysiłku, ażeby odnaleźć w tej dziedzinie właściwe proporcje?

6. W Kanie Galilejskiej Matka Chrystusa mówi do sług wesel­nych: «Zróbcie wszystko, cokolwiek (On) wam powie» (J 2,5).

Wielką potrzebą naszych czasów jest przypominanie tego, co mówi Bóg: przypominanie na nowo tego, czego uczy Chrystus: «Zróbcie wszystko, cokolwiek (On, Chrystus) wam powie».Dlatego podczas tej pielgrzymki wracamy stale do Dekalogu. Kiedy Bóg mówi: «pamiętaj, abyś dzień święty święcił», słowo Je­go nie tylko dotyczy jednego dnia w tygodniu. Dotyczy ono całe­go charakteru naszego życia. W tym naszym ludzkim życiu nie­odzowny jest wymiar świętości. Jest on nieodzowny dla człowie­ka, ażeby bardziej «był» — ażeby pełniej realizował swe człowieczeństwo. I nieodzowny jest dla narodów i społeczeństw.

Wiara i szukanie świętości jest sprawą prywatną tylko w tym sensie, że nikt nie zastąpi człowieka w jego osobistym spotkaniu z Bogiem, że nie da się szukać i znajdować Boga inaczej niż w praw­dziwej wewnętrznej wolności. Ale Bóg nam powiada: «Bądźcie świętymi, ponieważ Ja sam jestem święty!» (Kpł 11,44). On chce swoją świętością ogarnąć nie tylko poszczególnego człowieka w jego wymiarze prywatnym, ale również całe rodziny i inne ludzkie wspól­noty, również całe narody i społeczeństwa.

Dlatego postulat neutralności światopoglądowej jest słuszny głównie w tym zakresie, że państwo powinno chronić wolność su­mienia i wyznania wszystkich swoich obywateli, niezależnie od te­go, jaką religię lub światopogląd oni wyznają. Ale postulat, ażeby do życia społecznego i państwowego w żaden sposób nie dopusz­czać wymiaru świętości, jest postulatem ateizowania państwa i życia społecznego i niewiele ma wspólnego ze światopoglądową neutralnością.

Potrzeba wiele wzajemnej życzliwości i dobrej woli, ażeby się dopracować takich form obecności tego, co święte w życiu spo­łecznym i państwowym, które nikogo nie będą raniły i nikogo nie uczynią obcym we własnej ojczyźnie, a tego niestety doświadcza­liśmy przez kilkadziesiąt ostatnich lat. Doświadczyliśmy tego wiel­kiego, katolickiego getta, getta na miarę narodu. Zarazem więc my, katolicy, prosimy o wzięcie pod uwagę naszego punktu wi­dzenia: że bardzo wielu spośród nas czułoby się nieswojo w pań­stwie, z którego struktur wyrzucono by Boga, a to pod pozorem światopoglądowej neutralności.

Ksiądz Prymas tak oto mówił na ten temat w uroczystość św. Stanisława tego roku: "w okresie przemian ustrojowych staje­my przed zadaniem nowego i poważnego ułożenia stosunków mię­dzy Kościołem a państwem. Zakłada to szereg sformułowań no­wych i postanowień oryginalnych, takich, które odpowiadają sta­nowi liczbowemu wierzących i poziomowi życia religijnego. Wymaga to obustronnego wysiłku i pokornego szukania prawdy. Niekiedy zauważa się jakby chęć do łatwego i mechanicznego na­śladowania, z jednej strony — wzorów Zachodu, a z drugiej stro­ny — do przyjmowania pewnych form, które były stosowane w epoce totalitaryzmu" (Kraków, 12 maja 1991 r.).

Trzecie przykazanie Boże domaga się jeszcze przypomnień zu­pełnie elementarnych. Spodobało się przedwiecznemu Ojcu uczy­nić Pośrednikiem naszego zbawienia swojego Jednorodzonego Syna, który dla nas stał się człowiekiem. Dlatego niedziela, dzień Jego zmartwychwstania, jest dla nas, którzy uwierzyliśmy w Chrystu­sa, dniem szczególnie świętym. W dniu tym gromadzimy się wszys­cy wokół ołtarza, ażeby zaczerpnąć ze świętości Chrystusa i ażeby cały nasz tydzień uczynić świętym. Tutaj, podczas Mszy św., realnie uobecnia się ta niepojęta miłość, jaka została nam okazana przez Krzyż Chrystusa. «Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jed­norodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne» (J 3,16). «Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje» (l J 3,16).

Dzisiaj, kiedy część katolików zaczyna zaniedbywać coniedzielną Mszę św., trzeba nam sobie przypomnieć szczególnie o tajemnicy tej Bożej miłości, jaką zostaliśmy obdarzeni w Chrys­tusie. To ona się uobecnia na Jego ołtarzu. Nie łudźmy się: od­chodząc od źródeł miłości i świętości, odchodzi się od samego Chrystusa.

7. Zatrzymaliśmy się dziś przy słowach królewskich ślubowań Jana Kazimierza, od których dzielą nas z górą trzy stulecia.

Odchodząc z tej stacji papieskiego pielgrzymowania w kie­runku naszych zadań i przeznaczeń, nie zapominajmy przedwiecz­nej Bożej Mądrości, która stanowi o prawdzie i o znaczeniu ludz­kiego bytowania w każdym czasie i na każdym miejscu.

Nie pozwólmy sobie wyrywać tych korzeni, jakie Boża Mą­drość zapuściła w naszych dziejach i w naszych duszach.

Nie pozwólmy zagubić dziedzictwa, na którym spoczął znak wiecznego zbawienia.

«Wielki jest Pan i godzien wielkiej chwały w mieście Boga naszego. Jego Góra święta, wspaniałe wzgórze, radością jest całej ziemi (...) (niech) Bóg je umacnia na wieki» (Ps 48 [47], 2.9).

Drodzy Bracia i Siostry,

Zanim odejdę z tego miejsca, do którego codziennie pielgrzy­muję w modlitwie, zanim odejdę w dalszą pielgrzymkę po Polsce, pozwólcie, że raz jeszcze pozdrowię was wszystkich tutaj zgroma­dzonych, was wszystkich z tego skrawka dawnej archidiecezji lwow­skiej, który przez dziesiątki lat nosił tytuł archidiecezji w Luba­czowie i miał swoich Pasterzy, wikariuszów kapitulnych i admi­nistratorów apostolskich, którzy nosili w sobie dziedzictwo, sukcesję apostolską tego prastarego Kościoła metropolitalnego we Lwowie, założonego w XIV w. — sześć stuleci. Was wszystkich z tej archidiecezji w Lubaczowie szczególnie tutaj serdecznie pozdrawiam wraz z przedstawicielami władz i przemyskich, i lu-baczowskich. Pozdrawiam wszystkie parafie, pozdrawiam wasze­go nowego administratora, który przejął jurysdykcję z rąk obecnego arcybiskupa lwowskiego. Pozdrawiam również wszystkich i dzię­kuję wszystkim, którzy tutaj są z całej Polski, przede wszystkim z bliskiego sąsiedztwa: z Przemyśla, z Lublina — z pasterzami tych Kościołów.

Pozdrawiam cały Episkopat z Księdzem Prymasem na czele, cały Episkopat Polski, który tutaj dzisiaj ze mną koncelebruje i pielgrzymuje przez Polskę, pielgrzymuje idąc za tym hasłem: « Bo­gu dziękujcie, Ducha nie gaście»; ale — drodzy Bracia i Siostry — jakżeż nie ogarnąć stąd szczególną miłością, nie przyjąć szcze­gólną otwartością serca tych wszystkich, którzy przybyli stamtąd, spoza granicy politycznej: wszystkich naszych Braci i Siostry obu obrządków. Wędrowali oni czasem piechotą, z trudnościami, aże­by być na tym miejscu i uczestniczyć w tym historycznym spotka­niu. Wśród nas, którzy ich przyjmujemy i pozdrawiamy, są też re­prezentacje uczelni i akademii katolickich i kościelnych z Lubli­na, Krakowa i Warszawy. Bardzo im dziękujemy za ich obecność, zwłaszcza skoro gospodarz tego spotkania, obecny Arcybiskup lwowski, przez tak długie lata był rektorem Akademii Teologicz­nej w Krakowie. Więc tych braci naszych i siostry szczególnie tu­taj serdecznie witamy, jeśli tak można powiedzieć, przygarniamy do tej naszej kościelnej wspólnoty, prastarej, a równocześnie na nowo ukształtowanej.

W szczególny sposób witamy wszystkich kapłanów i witamy wszystkie siostry zakonne i braci zakonnych, którzy już tam roz­poczynają od podstaw pracę ewangelizacyjną, katechetyczną, dusz­pasterską. Niech im Bóg w tej pracy, pionierskiej doprawdy, bło­gosławi. Wreszcie droga jest nam obecność tutaj biskupów z tam­tej strony, którzy także dzisiaj koncelebrują. Jaką wymowę ma dla nas fakt, że od niedawna dzięki nowej sytuacji prawnej i międzynarodowej na nowo mamy biskupstwo w Kamieńcu Podolskim, na nowo w Żytomierzu, a z arcybiskupem Lwowa jest tutaj dwóch jego współpracowników biskupiego urzędu. Pragnę powitać naj­pierw seniora, któż go nie zna — ojciec Rafał! Przez tyle lat, dzie­sięcioleci, przez tyle cierpień i upokorzeń wierny stróż tego skar­bu, tego znaku tożsamości Kościoła, jakim jest prastara lwowska katedra łacińska. A drugi — młody. Cieszymy się z tego, że jest. Wszyscy go nazywają « księdzem Markiem », a więc i ja też go tak nazwę chociaż podobno imię jego prawdziwe brzmi nieco inaczej.

Nie wiem, kiedy będzie mi dane odwiedzić Lwów i tamte zie­mie, i tamten Kościół, ale wiem na pewno, że wy, drodzy bracia, z waszym nowym Arcybiskupem, nowym i dawnym, macie przed sobą ogromną pracę. Jednak jest to «żniwo wielkie a pracowników mało», ale radujmy się, że jest to żniwo, że nie wszystko dało się wykorzenić do końca, że to wszystko na nowo kiełkuje, rośnie, owocuje i czeka na tych pracowników żniwa. Niech wam Bóg bło­gosławi, niech wam Bóg błogosławi w tej całej pracy w prastarej Pańskiej winnicy, która się odnawia i którą trzeba na nowo upra­wiać. My będziemy z wami i jesteśmy z wami. Tu po tej stronie, bo królestwo Boże przechodzi przez wszystkie granice, jest uni­wersalne.

Dziękujmy Panu Najwyższemu za to, że ta uniwersalność Koś­cioła, w którym królestwo Boże się przygotowuje tu na tym świe­cie, że ta uniwersalność mogła się przejawić za naszą wschodnią granicą nie tylko tu, na południu, ale także i bardziej na północ, na Białorusi i w Rosji samej: europejskiej i azjatyckiej, i w Kazach­stanie. Ze zdumieniem dowiadujemy się że są tam owczarnie, że są tam wspólnoty, że czekają na biskupów, czekają na kapłanów. Są to wielkie dzieła Boże! Wielkie dzieła Boże!

Z pewnością przy tym wielkim dziele Bożym, tak jak i przy tym małym, w Kanie Galilejskiej, gdzie wina zabrakło, jest też obecna Pani Łaskawa, Matka Boża Łaskawa, z katedry lwowskiej. Ty, Matko z tylu sanktuariów na prastarych ziemiach ruskich i głęboko w Rosji, wśród tych swoich ikon jesteś obecna i czuwasz, nie pozwalasz, żeby zginęły, i odradzasz, i torujesz po macierzyń­sku drogi Twojemu Synowi, powtarzając wciąż: «co On wam ka­że to czyńcie». Zaczyna się jakaś epoka, w której Wschód, bliski i daleki Wschód zacznie słyszeć to słowo z Kany Galilejskiej, któ­re tak stale powtarzamy, zwłaszcza na Jasnej Górze: «Co On wam rzecze, to czyńcie», zacznie wsłuchiwać się w to słowo, zacznie przyjmować, zacznie za nim iść: «Do kogóż pójdziemy, Panie, do kogóż pójdziemy, Ty jeden masz słowa życia wiecznego»! (Por. J 6,68) A człowiek wszędzie jest do życia wiecznego stwo­rzony i czeka na posłannictwo życia wiecznego. Im bardziej mu horyzonty tego życia zacieśnili, ograniczyli do doczesności, do wy­miaru materializmu, obowiązującego materializmu, administracyj­nego materializmu, tym bardziej się otwiera na potrzebę życia wiecznego: «Ty jeden masz słowa życia wiecznego». Jesteśmy wdzięczni Bogu i ludziom za to, że prawda o człowieku, taka wielka, taka zarazem podstawowa, a tak długo przeoczona, znalazła zrozumienie. A Kościół jest uniwersalny.

Od wczoraj przeżywamy tu wielką radość spotkania z naszy­mi braćmi katolikami obrządku wschodniego, dawniej się mówiło «grekokatolicy», obecnie obrządek bizantyńsko-ukraiński. Cieszy­my się, że od wczoraj mogliśmy razem z nimi być w Przemyślu, gdzie od sześciu stuleci mają swoją stolicę biskupią, i że dziś mo­żemy z nimi być, że jest tutaj ich przedstawiciel, drogi nam bi­skup Sof roń Dmyterko ze Stanisławowa, a wczoraj było więcej, z samym arcybiskupem większym, kard. Lubacziwskim na czele, zarówno w Przemyślu, jak i tutaj w Lubaczowie. Radujemy się z tego, drodzy Bracia, nasi Bracia w jedności Kościoła, nie tylko w jedności wiary Chrystusowej, ale w jedności Kościoła, w jed­ności, której znakiem jest Piotr i jego sukcesja rzymska, że wy, drodzy Bracia, także wyszliście z katakumb i że odbudowujecie wasze życie kościelne. Życzymy wam w tym błogosławieństwa Bo­żego i wszystkiego tego samego, czego życzymy Kościołowi łaciń­skiemu za Sanem, za Zbruczem i wszędzie, gdzie ten Kościół z powrotem wraca do życia, gdzie odnajduje swe posłannictwo, gdzie odnajduje tych, którzy są posłani, tych, którzy służą Ewan­gelii Chrystusowej, gdzie odnajduje także serca otwarte na słuchanie słowa Bożej prawdy. Cieszymy się. Wszystkim dziękujemy.

Tu wyrażam tę moją radość i wdzięczność — bo to miejsce szczególnie się tego domaga; ale jesteśmy również wdzięczni, że zechciał tutaj z nami być także jako najwyższy przedstawiciel Epi­skopatu austriackiego kard. arcybiskup Wiednia ze swoim bisku­pem pomocniczym. Vergelt's Gott, Hen Kardinal!

Nie mówię już o Rzymie, o współpracownikach przy Stolicy Apostolskiej, poczynając od Sekretarza Stanu, bo oni są wszędzie ze mną, nie opuszczają mnie ani w Rzymie, ani też w czasie moich podróży po świecie.

Bóg zapłać wszystkim. Chwała tej przedwiecznej Bożej Mą­drości, która jest równocześnie Opatrznością, Opatrznością obej­mującą wszystko, od krańca do krańca. Tu na tym krańcu doko­nały się dzieła i objawiły znaki tej Bożej Opatrzności. Niech bę­dzie chwała Tobie, Ojcze, Synu i Duchu Święty! Niech tę naszą chwałę wyrazi najpełniej Ta, która się stała przybytkiem Bożej Mą­drości, nasza Pani i Matka Łaskawa — łaskawa dla nas.

 

IV. PRZYKAZANIE CZCIJ OJCA SWEGO I MATKĘ SWOJĄ

IV PRZYKAZANIE ZABEZPIECZA PODSTAWOWE DOBRO LUDZKIEJ WSPÓLNOTY

Homilia wygłoszona podczas Mszy św. na lotnisku w Masłowie, 3 czerwca 1991 r.

1. «Oto Twoja Matka i Twoi bracia» (Mt 12,47).

Słowa, które wypowiada ktoś z rzeszy słuchającej nauczania Chrystusa, przypominają Mu o rodzinie. Przyszedł na świat jak każdy człowiek — On, Syn Człowieczy — poczęła Go Matka i Ona też wydała Go na świat .Jej dziewicze macierzyństwo było osłonione zstąpieniem Ducha Świętego — dla ludzi pozostawało nieznane. Wiedział o nim tylko Józef, który w oczach wszystkich uchodził za ojca Jezusa z Nazaretu.

Krewni Maryi i Józefa, pochodzący również z rodu Dawida, byli zgodnie z obyczajem nazywani braćmi i siostrami Jezusa.

Tak więc Odkupienie świata dokonuje się naprzód poprzez rodzinę. Nowe Przymierze łączy się ze Starym na gruncie tego przy­kazania, które uwydatnia świętość rodziny oraz odpowiadającej jej powinności: «Czcij ojca twego i matkę twoją». W Prawie Bożym, w Dekalogu, przykazanie to następuje bezpośrednio po trzech pierwszych, które określają stosunek człowieka do Boga. Jest ono pierwszym wśród przykazań, które łączą stosunek do Boga ze sto­sunkiem do człowieka, przykazania pierwszej tablicy i przykaza­nia tablicy drugiej — od czwartego do dziesiątego.

2. Już to samo wskazuje na kluczowe znaczenie rodziny. Przy­kazanie zobowiązujące człowieka do czci rodziców, ojca i matki,zabezpiecza podstawowe dobro ludzkiej wspólnoty. Rodzina bo­wiem znajduje się u podstaw wszystkich ludzkich wspólnot, wszyst­kich społeczności i społeczeństw. Bóg jako Najwyższy Prawodaw­ca daje temu wyraz w Przymierzu synajskim, a Ewangelia potwier­dza i pogłębia prawdę moralną Dekalogu o rodzinie.

Rodzina jest bowiem wspólnotą najpełniejszą z punktu widze­nia więzi międzyludzkiej. Nie ma więzi, która by ściślej wiązała osoby, niż więź małżeńska i rodzinna. Nie ma innej, którą można by z tak pełnym pokryciem określić jako «komunię». Nie ma też innej, w której wzajemne zobowiązania byłyby równie głębokie i całościowe, a ich naruszenie godziłoby bardziej boleśnie w ludz­ką wrażliwość: kobiety, mężczyzny, dzieci, rodziców.

Słowa czwartego przykazania skierowane są do dzieci, do sy­nów i córek. Mówią: «czcij ojca i matkę». Z równą siłą jednak od­noszą się do rodziców: «pamiętaj, abyś prawdziwie zasługiwał na tę czes'ć». Bądź godny imienia ojca! Bądź godna imienia matki!

3. Znamienna jest odpowiedź Chrystusa na to wołanie z tłumu,przypominające Mu o Jego Matce, o rodzinie. Oto Jezus stawiapytanie: «Któż jest moja matką i którzy są moimi braćmi?»(Mt 12,48). Pytanie to mogło nawet zaskoczyć słuchających. Chrys­tus jednak stawia to pytanie, aby z tym większą siłą zabrzmiałaodpowiedź, jaką zamierza sarn dać. Odpowiedź ta brzmi: «kto pełniwolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrąi matką» (Mt 12,50).

Przedziwna odpowiedź, a równocześnie z gruntu jednoznacz­na. Tak jak przedziwne i jednoznaczne zarazem jest wskazanie na otaczających Go uczniów ze słowami: «Oto moja matka i moi bracia ».

4. Znajdujemy się w samym centrum Ewangelii. Jezus z Naza­retu, Syn Człowieczy, narodzony z Maryi Dziewicy, przyszedł ob­jawić ludzkości Ojcostwo Boga. Przyszedł objawić Ojcostwo, któ­

re On sam jeden zna, jako współistotny Ojcu Syn. Przyszedł więc,aby wprowadzić ludzkość w sam przedwieczny i Boski wymiarwszelkiego w świecie stworzonym ojcostwa i rodzicielstwa. Wszel­kiego też porządku i lądu, który ma wymiar rodziny jako pod­stawowy.

Czy objawić to znaczy tylko przypomnieć? Więcej. Objawić to znaczy przywrócić. Chrystus przyszedł, aby przywrócić ludz­kości, ogromnej ludzkiej rodzinie, Ojcostwo Boga. Tylko On je­den mógł tego dokonać w sposób pełny. Aby zaś przywrócić lu­dziom Ojcostwo Boga, musiał Chrystus przywrócić ludzi Bogu jako Ojcu. I to było Jego istotną misją. Misji tej nie spełnił przez samo nauczanie. Misję tę spełnił do końca dopiero przez Krzyż: wstając się posłuszny aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej (por. Flp2,8).

5. Czy trzeba było ludzkos'ci przywracać Ojcostwo Boga?Przejmującej odpowiedzi na to pytanie udziela Paweł Apos­toł w Liście do Rzymian: «jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo Jed­nego wszyscy staną się sprawiedliwymi» (5,19).

Apostoł tłumaczy tajemnicę grzechu pierworodnego, tego od­rzucenia Ojcostwa Boga, które zaciążyło na całych dziejach czło­wieka od początku. Wystarczy z uwagą odczytać i rozważyć zapis Księgi Rodzaju, ażeby zrozumieć, że owo Pawiowe pierworodne «nieposłuszeństwo» jest właśnie odrzuceniem Ojcostwa Boga. To zaś, czego dokonał Chrystus, Jego odkupieńczy czyn na górze ukrzyżowania, Jego «posłuszeństwo aż do śmierci» sięga do same­go korzenia grzechu i zła w dziejach ludzkości.

Ten czyn mesjański, odkupieńczy czyn Syna współistotnego Ojcu przywraca Iudzkosci Boże Ojcostwo. Przywraca też ludzkość Ojcostwu Boga w Jednorodzonym Jego Synu: Odkupicielu świata.

Uczy Sobór: «człowiek, stworzony przez Boga w stanie spra­wiedliwości, za poduszczeniem Złego już na początku historii nad­użył swej wolności, przeciwstawiając się Bogu i pragnąc osiągnąć swój cel poza Nim. 'Poznawszy Boga, nie oddali Mu czci jako Bo­gu, lecz zaćmione zostało ich bezrozumne serce i służyli raczej stwo­rzeniu niż Stworzycielowi'»(Gaudium et spes, 13).

6. Kiedy Chrystus mówi do rzeszy: «kto pełni wolę Ojca moje­go (...), ten Mi jest bratem, siostrą i matką», potwierdza najgłę­biej kluczowe znaczenie tego przykazania Dekalogu, które każe czcić ziemskich rodziców, ojca i matkę.

Potwierdza najgłębiej kluczowe znaczenie rodziny dla całego porządku moralnego — w wymiarach międzyosobowych i w wy­miarach społecznych.

Wiemy z rodzimego doświadczenia, zwłaszcza z doświadcze­nia minionego okresu, że to zło pierworodne, które drzemie w du­szy każdego człowieka, a które u podstaw łączy się z odrzuceniem Bożego Ojcostwa — szczególnie często, szczególnie łatwo daje o sobie znać poprzez naruszenie ładu moralnego małżeństwa i ro­dziny. Są to dziedziny jakby szczególnie zagrożone, szczególnienarażone. Szczególnie łatwo w tych dziedzinach, gdzie tak wielezależy od miłości, od prawdziwej miłości, człowiek ulega egoizmowi i drugich — najbliższych! — czyni ofiarą tego egoizmu.

7. Ten kryzys nie ominął rodziny, nie ominął on, niestety, pol­skiej rodziny! Powoduje tyle obrazy Boga, jest przyczyną wielu nie­szczęść i zła. Dlatego jest przedmiotem szczególnej wrażliwości i szczególnej troski Kościoła. Za cyframi wszak, za analizami i opi­sami stoi tu zawsze żywy człowiek, tragedia jego serca, jego życia, tragedia jego powołania. Rozwody... wysoka liczba rozwodów. Trwałe skłócenia i konflikty w wielu rodzinach, a także długotrwałe rozstania na skutek wyjazdu jednego z małżonków za granicę. Prócz tego coraz częściej dochodzi też do zamykania się rodziny wyłącz­nie wokół własnych spraw, do jakiejś niezdolności otwarcia się na innych, na sprawy drugiego człowieka czy innej rodziny. Co wię­cej, zanika czasem prawdziwa więź wewnątrz samej rodziny: bra­kuje niekiedy głębszej miłości nawet między rodzicami i dziećmi czy też wśród rodzeństwa. A ileż rodzin choruje i cierpi na skutek nadużywania alkoholu przez niektórych swoich członków!

W Adhortacji Familiańs consortio przytoczyłem słowa Orę­dzia VI Synodu Biskupów do rodzin chrześcijańskich. «Do was — mówią Biskupi Kościoła — należy kształtowanie ludzi w mi­łości i praktykowanie miłości we wszystkich odniesieniach do bliź­nich, tak aby miłość ogarniała całą wspólnotę, aby była przepojo­na poczuciem sprawiedliwości i szacunku dla innych, świadoma swej odpowiedzialności wobec całej społeczności» (n. 64).

Starsi przypomną sobie, jak ogromnego wysiłku dokonał Koś­ciół w czasie przygotowania do wielkiego Milenium Chrztu naszej Ojczyzny, jak bardzo modliliśmy się wtedy, by rodzina, by polska rodzina, była silna Bogiem.

« Umiłowani, (...) miłość jest z Boga», pisze św. Jan (l J 4,7). Nie odbuduje się zachwianej więzi rodzinnej, nie uleczy się ran powstających z ludzkich słabości i grzechu bez powrotu do Chrys­tusa, do sakramentu. «Przypominam ci — pisze św. Paweł do wyświęconego przez siebie biskupa Tymoteusza — abyś rozpalił na nowo charyzmat Boży, który jest w tobie przez nałożenie moich rąk» (2 Tm 1,6).

I ja wołam do was, Bracia i Siostry, byście rozpalili na nowo Boży charyzmat małżonków i rodziców, jaki jest w was przez sa­krament małżeństwa. Tylko w oparciu o łaskę tego sakramentu możliwe jest pełne przebaczenie, pojednanie i podjęcie na nowo wspólnej drogi. Przez nią odnawia się i ożywia ludzka miłość oraz tożsamość i prawdziwość ludzkich przyrzeczeń. Sakrament Mał­żeństwa to również charyzmat, łaska i dar życia.

«Czcij ojca i matkę» — powiada czwarte przykazanie Boże. Ale żeby dzieci mogły czcić swoich rodziców, muszą być uważane i przyjmowane jako dar Boga. Tak, każde dziecko jest darem Bo­ga. Dar to trudny niekiedy do przyjęcia, ale zawsze dar bezcenny. Trzeba najpierw zmienić stosunek do dziecka poczętego. Na­wet jeśli pojawiło się ono nieoczekiwanie — mówi się tak: «nieo­czekiwanie» — nigdy nie jest intruzem ani agresorem. Jest ludzką osobą, zatem ma prawo do tego, aby rodzice nie skąpili mu daru z samych siebie, choćby wymagało to od nich szczególnego po­święcenia.

Świat zmieniłby się w koszmar, gdyby małżonkowie znajdu­jący się w trudnościach materialnych widzieli w swoim poczętym dziecku tylko ciężar i zagrożenie dla swojej stabilizacji; gdyby z kolei małżonkowie dobrze sytuowani widzieli w dziecku niepo­trzebny, a kosztowny dodatek życiowy. Znaczyłoby to bowiem, że miłość już się nie liczy w ludzkim życiu.

Znaczyłoby to, że zupełnie zapomniana została wielka god­ność człowieka, jego prawdziwe powołanie i jego ostateczne prze­znaczenie.

Podstawą prawdziwej miłości do dziecka jest autentyczna mi­łość między małżonkami, zaś podstawą miłości zarówno małżeń­skiej, jak rodzicielskiej jest oparcie w Bogu, właśnie to Boże Oj­costwo.

Kiedy małżonkowie starają się o to, ażeby samych siebie skła­dać sobie wzajemnie w darze, kształtują w sobie w ten sposób pra­widłowe postawy rodzicielskie. Przecież w wychowaniu dziecka chodzi nie tylko o to, żeby się dla niego poświęcać. Chodzi o to żeby się poświęcać w sposób mądry — tak aby je wychować, aby wychować do prawdziwej miłości. Do prawdziwej miłości wycho­wuje się także wymagając, ale tylko miłując można wymagać. Można wymagać, wymagając od siebie. Dlatego też ze względu na dobro przyszłego pokolenia ważne jest, aby małżonkowie utrwalali, uszla­chetniali i pogłębiali swoją wzajemną miłość. Wtedy również ich dzieci będą w stanie założyć kiedyś prawdziwie chrześcijańskie ro­dziny i będą umiały kochać swoich rodziców.

8. Ta moja pielgrzymka do Ojczyzny — czwarta z kolei — idzie po śladach Dekalogu. I oto rozważanie Bożych słów, stanowiących nienaruszalny ład ludzkiej moralności, prowadzi nas na każdym etapie do głębszego zrozumienia tajemnicy Jezusa Chrystusa — czyli istotnej rzeczywistości chrześcijaństwa, naszej wiary i życia z wiary, czyli naszej moralności. Chciałbym tu zapytać tych wszyst­kich, którzy za tę moralność małżeńską, rodzinną mają odpowie­dzialność, tych wszystkich: czy wolno lekkomyślnie narażać pol­skie rodziny na dalsze zniszczenie?

Nie można tutaj mówić o wolności człowieka, bo to jest wol­ność, która zniewala. Tak, trzeba wychowania do wolności, trze­ba dojrzałej wolności. Tylko na takiej może się opierać społeczeń­stwo, naród, wszystkie dziedziny jego życia, ale nie można stwa­rzać fikcji wolności, która rzekomo człowieka wyzwala, a właściwie go zniewala i znieprawia. Z tego trzeba zrobić rachunek sumienia u progu III Rzeczypospolitej!

«Oto matka moja i moi bracia».

Może dlatego mówię tak, jak mówię, ponieważ to jest moja Matka, ta ziemia! To jest moja Matka, ta Ojczyzna! To są moi bracia i siostry! I zrozumcie, wy wszyscy, którzy lekkomyślnie pod­chodzicie do tych spraw, zrozumcie, że te sprawy nie mogą mnie nie obchodzić, nie mogą mnie nie boleć. Was też powinny boleć! Łatwo jest zniszczyć, trudniej odbudować. Zbyt długo niszczono! Trzeba intensywnie odbudowywać. Nie można dalej lekkomyśl­nie niszczyć!

«Oto matka moja i moi bracia».

Tak. Ziemia polska naznaczona jest w sposób szczególny obecnością Matki Chrystusa. Ona jest pierwszą wśród pełniących wo­lę Ojca — właśnie jako Matka Syna Bożego.

Niech zatem przez jej macierzyńską obecność odnowi się po­śród nas świadomość Boskiego Ojcostwa. Niech się odrodzi po­kolenie braci i sióstr Syna Bożego — Syna Maryi.

«Błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je wiernie» (Śpiew przed ewangelią).

Niech się odrodzi w Bogu ludzkie ojcostwo i ludzkie macie­rzyństwo, niech się odrodzi rodzina, polska rodzina, szczególne miejsce Przymierza Boga z ludźmi. Imię jego: kościół domowy.

Niech się odrodzi! Niech stale się odradza! Co mamy uczy­nić wszyscy, co ma uczynić społeczeństwo i Kościół, co ma uczy­nić każdy — aby przezwyciężyć zło, jakie się rozpleniło w życiu polskiej rodziny. Co mamy uczynić, aby »zło dobrem zwycięży ć »? (por. Rz 12,21).

Drodzy Bracia i Siostry,

Dziękuję Bożej Opatrzności, że mogłem sprawować Eucha­rystię tu w Kielcach, na ziemi Świętego Krzyża. Na tę ziemię chrześcijaństwo przyszło bardzo wcześnie. W prastarej Wiślicy ksią­żę Wiślan przyjął chrzest już w IX w. Ta ziemia została zaszczy­cona relikwią krzyża Chrystusowego już za czasów Bolesława Chrobrego.

Krzyż jest wam drogi. O ten krzyż walczyliście przez lata. Czyniliście wszystko, aby był on obecny w waszych domach, szko­łach i zakładach pracy, aby był obecny przede wszystkim w wa­szych sercach.

Jako hasło spotkania z Papieżem wybraliście słowa: «W krzyżu miłości nauka». Patrząc na krzyż i kontemplując go, uczmy się mi­łości — tej społecznej, tej rodzinnej i tej małżeńskiej.

W tym kontekście nie sposób nie wspomnieć o tragicznych wydarzeniach, jakich świadkiem było miasto Kielce w lipcu 1946 r. Zginęło wtedy ze zbrodniczych rąk wielu braci Żydów. Polecamy ich dusze Bogu. Modlimy się, by miłość łączyła w naszej Ojczyźnie i na świecie ludzi wszystkich narodów, ras, religii i prze­konań. « W krzyżu miłości nauka».

W katedrze mówiłem o drodze krzyżowej waszych biskupów w minionych latach. Teraz oddajemy cześć także tym kapłanom i ludziom świeckim, którzy dali budujące świadectwo jedności z biskupami. Dziękujemy Bogu, że Kościół kielecki z tej wielkiej próby rozbicia jego jedności wyszedł zwycięsko.

Dokonałem koronacji od wieków czczonego obrazu Matki Bo­żej Łaskawej w katedrze kieleckiej. Owa koronacja przypada do­kładnie w 820 rocznicę konsekracji waszej katedry. W macierzyń­skie dłonie Matki Bożej Łaskawej oddaję tę ziemię i jej miesz­kańców.

Otrzymałem dzisiaj honorowy tytuł przewodnika po Górach Świętokrzyskich. Dobrze, że jest to tytuł honorowy. Góry Świę­tokrzyskie są nam wszystkim drogie. Także przez pamięć o tych, którzy w czasie ostatniej wojny nie składali broni, walcząc z oku­pantem. Wielu z nich oddało w tej walce życie za Ojczyznę. Góry Świętokrzyskie są dla mnie drogie dlatego, że są ziemią Świętego Krzyża. Dobrze, że dostałem ten tytuł przewodnika, czym bowiem ma być Papież, jeżeli nie przewodnikiem po tajemnicy świętego krzyża? Tylko krzyż jest mocą Bożą i mądrością Bożą, jak powie­dział św. Paweł. Więc dziękuję, będę się starał dalej być we wszyst­kim pokornym sługą tej tajemnicy, a także, na ile mi pozwolą siły ducha, także przewodnikiem po tej tajemnicy dla moich braci i sióstr wszędzie, dokądkolwiek skieruje mnie moje posłannictwo.

Zaczęło się od strasznej burzy i deszczu. Przetrzymaliśmy! Bogu dzięki! Teraz na zakończenie tej wspólnej Eucharystii prag­nę wszystkim ofiarować błogosławieństwo.

 

V. PRZYKAZANIE - NIE ZABIJAJ

«NIE ZABIJAJ»

Homilia wygłoszona podczas Mszy św. na Lotnisku wojskowym w Radomiu, 4 czerwca 1991 r.

1. «Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości»(Mt 5,6).

Ewangelią ośmiu Chrystusowych błogosławieństw z Kazania na górze pozdrawiam miasto Radom. Pozdrawiam również diecez­jalny Kościół sandomiersko-radomski. Pozdrawiam serdecznie wszystkich tutaj zgromadzonych.

Ze czcią szczególną zwracam się w kierunku prastarego San­domierza — grodu, w który dzieje Polski są wpisane od najdaw­niejszych czasów: dzieje narodu i Kościoła.

Pozdrawiam całą tę ziemię z wdzięcznością wspominając jej dawną i bliższą przeszłość. Ziemia świętych — poczynając od mę­czenników sandomierskich, bł. Wincentego Kadłubka, Ładysława z Gielniowa, Salomei — aż po św. Kazimierza, który jako syn królewski rządził koroną polską w zastępstwie swego ojca Kazi­mierza Jagiellończyka właśnie z Radomia. Urodzony na Wawelu, powrócił jako święty do Wilna, by patronować ludowi Bożemu Litwy.

Pozdrawiam ojczyznę Jana Kochanowskiego, Jana Długosza i tylu innych ludzi zasłużonych dla polskiej kultury i nauki. Wspo­minam bohaterów powstań narodowych, pozdrawiając zarazem do­wódców i żołnierzy ostatniej wojny, zwłaszcza armii podziemnej, którym zawdzięczamy miejsce Polski na mapie Europy.

2. Podczas dzisiejszych odwiedzin zatrzymam się przy kamieniu-pomniku z napisem: «Pamięci ludzi skrzywdzonych w związkuz robotniczym protestem roku 1976 ». To czasy bliskie, które Ra­

dom i cała Polska głęboko zapisały w swej pamięci. Można powie­dzieć, że rok 1976 stał się wstępem do dalszych wydarzeń lat osiemdziesiątych. Kosztowały one wiele ofiar, aresztowań, upokorzeń, tortur (zwłaszcza praktykowanych pod nazwą « ścieżki zdrowia »), śmierci (między innymi jednego z sandomierskich duszpasterzy)

— poprzez to wszystko torowały drogę ludzkiemu pragnieniu spra­wiedliwości.

«Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości albo­wiem oni będą nasyceni» (Mt 5,6).

Czy łaknienie sprawiedliwości wyraża się także protestem? Robotniczym protestem, jak w roku 1976? Łaknienie i pragnienie sprawiedliwości z pewnością oznacza dążenie do przezwyciężenia wszystkiego, co jest niesprawiedliwością i krzywdą, co jest pogwał­ceniem praw człowieka.

3. Na szlaku mojej pielgrzymki po Polsce towarzyszy mi Deka­log: dziesięć Bożych słów wypowiedzianych z mocą na Synaju, po­twierdzonych przez Chrystusa w Kazaniu na górze w kontekścieośmiu błogosławieństw. Zrąb ludzkiej moralności zadany człowie­kowi przez Stwórcę. Stwórca jest zarazem Najwyższym Prawodaw­cą stwarzając bowiem człowieka na swój obraz i podobieństwo,wpisał w jego « serce » cały porządek prawdy, który warunkuje do­bro i ład moralny, a przez to jest też podstawą godności człowieka - obrazu Boga.

W samym centrum tego porządku leży przykazanie nie za­bijaj — zakaz stanowczy i absolutny, który równocześnie afirnuje prawo każdego człowieka do życia: od pierwszej chwili po­częcia aż do naturalnej śmierci. Prawo to w sposób szczególny bie­rze w obronę ludzi niewinnych i bezbronnych.

Laknąć i pragnąć sprawiedliwości — to znaczy czynić wszystko, aby to prawo było przestrzegane, aby żaden człowiek nie stawał się ofiarą agresji na jego życie czy zdrowie: aby nie był niewinnie zabijany, torturowany, dręczony, zagrożony.

Chrystus w Kazaniu na górze rozszerzy jeszcze zasięg piąte­go przykazania Dekalogu na wszystkie działania przeciw bliźnie­mu, zrodzone z nienawiści czy mściwości (nawet jeśli nie posuwa­ją się aż do zabójstwa: «kto się gniewa na brata swego» — tak mówi Chrystus w Kazaniu na górze).

4. Ludzkie kodeksy prawa bronią życia i karzą zabójców

Równocześnie jednak trudno nie stwierdzić, iż nasze stule­cie jest wiekiem obciążonym śmiercią milionów ludzi niewinnych. Przyczynił się do tego nowy sposób prowadzenia wojen, który po­lega na masowym zwalczaniu i wyniszczaniu ludności nie biorącej w wojnie czynnego udziału. Wystarczy przypomnieć bombardo­wania (aż do użycia bomby atomowej), z kolei obozy koncentra­cyjne, masowe deportacje ludności, kończące się śmiercią milio­nów niewinnych ofiar. Wśród narodów Europy nasz naród ma szczególny udział w tej hekatombie. Na naszych ziemiach przyka­zanie: «nie zabijaj» pogwałcone zostało milionami zbrodni i prze­stępstw.

Wśród tych zbrodni szczególnie wstrząsające pozostają sys­tematyczne zabójstwa całych narodów — przede wszystkim Ży­dów czy też grup ludnościowych, jak Cyganie — tylko z moty­wów przynależności do tego narodu czy też rasy.

5. Czy był to tylko fakt szczególnego okrucieństwa, doraźnego okrucieństwa? Trzeba stwierdzić, że ludobójcze skutki ostatniej wojny zostały przygotowane całymi programami nienawiści raso­wej oraz etnicznej! Programy te odrzucały moralną zasadę przy­kazania: nie zabijaj jako absolutną i powszechnie obowiązują­cą. Nawiązując do obłędnych ideologii, pozostawiały one uprzy­wilejowanym instancjom ludzkim prawo decydowania o życiu i śmierci poszczególnych osób, a także całych grup i narodów. Na miejsce Bożego: nie zabijaj postawiono ludzkie: «wolno zabijać», a nawet: «trzeba zabijać».

I oto ogromne połacie naszego kontynentu stały się grobem ludzi niewinnych, ofiar zbrodni. Korzeń zbrodni tkwi w uzurpacji przez człowieka Bożej władzy nad życiem i śmiercią człowieka. Odzywa się w tym jakieś dalekie, a przecież uporczywe echo tam­tych słów, które człowiek zaakceptował od «początku» wbrew swe­mu Stwórcy i Ojcu. Słowa te brzmiały: «tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło» (Rdz 3,5), to znaczy: będziecie stanowili autonomicz­nie o tym, co dobre, a co złe, wy ludzie, tak jak Bóg, tak jak Bóg i wbrew Bogu.

6. Darujcie, drodzy Bracia i Siostry, że pójdę jeszcze dalej. Do tego cmentarzyska ofiar ludzkiego okrucieństwa w naszym stuleciu dołącza się inny jeszcze wielki cmentarz: cmentarz nienaro­dzonych, cmentarz bezbronnych, których twarzy nie poznafa na­wet własna matka, godząc się lub ulegając presji, aby zabrano irn życie, zanim jeszcze się narodzą. A przecież już miały to życie, już były poczęte, rozwijały się pod sercem swych matek, nie prze­czuwając śmiertelnego zagrożenia. A kiedy już to zagrożenie stało się faktem, te bezbronne istoty ludzkie usiłowały się bronić. Apa­rat filmowy utrwalił tę rozpaczliwą obronę nienarodzonego dziec­ka w łonie matki wobec agresji. Kiedyś oglądałem taki film — i do dziś dnia nie mogę się od niego uwolnić, nie mogę uwolnić się od jego pamięci. Trudno wyobrazić sobie dramat straszliwszy w swej moralnej, ludzkiej wymowie.

Korzeń dramatu — jakże bywa on rozległy i zróżnicowany. Jednakże pozostaje i tutaj ta ludzka instancja, te grupy, czasem grupy nacisku, te ciała ustawodawcze, które «legalizują» pozba­wienie życia człowieka nie — narodzonego. Czy jest taka ludzka instancja, czy jest taki parlament, który ma prawo zalegalizować zabójstwo niewinnej i bezbronnej ludzkiej istoty? Kto ma prawo powiedzieć: «wolno zabijać», nawet: «trzeba zabijać», tam, gdzie trzeba najbardziej chronić i pomagać życiu?

7. Zauważmy jeszcze, że przykazanie: «nie zabijajw zawiera w sobie nie tylko zakaz. Ono wzywa nas do określonych postaw i zachowań pozytwnych. Nie zabijaj, ale raczej chroń życie, chroń zdrowie i szanuj godność ludzką każdego człowieka, niezależnie od jego rasy czy religii, od poziomu inteligencji, stopnia świado­mości czy wieku, zdrowia czy choroby.

Nie zabijaj, ale raczej przyjmij drugiego człowieka jako dar Boży — zwłaszcza jeśli jest to twoje własne dziecko.

Nie zabijaj, ale raczej staraj się pomóc twoim bliźnim, aby z radością przyjęli swoje dziecko, które — po ludzku biorąc — uważają, że pojawiło się nie w porę.

Musimy zwiększyć równocześnie naszą społeczną troskę nie tylko o dziecko poczęte, ale również o jego rodziców, zwłaszcza o jego matkę — jeśli pojawienie się dziecka stawia ich wobec kło­potów i trudności ponad ich siły, przynajmniej tak myślą. Troska ta winna znaleźć wyraz zarówno w spontanicznych ludzkich postawach i działaniach, jak też w tworzeniu instytucjonalnych form pomocy dla tych rodziców poczętego dziecka, których sytuacja jest szczególnie trudna. Niech również parafie i klasztory włączają się w ten ruch solidarności społecznej z dzieckiem poczętym i jego ro­dzicami.

8. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości.

Te słowa powiedział Chrystus i te słowa poniósł z sobą na krzyż. Na krzyżu On także został skazany na śmierć — i śmierć tę poniósł, a była to śmierć najświętszego wśród synów człowie­czych. Jemu także odebrali życie...

Poniósł śmierć na krzyżu Syn Boży aby w sposób najbardziej radykalny została potwierdzona moc przykazania: «nie zabijaj».

U stóp krzyża stała Jego Matka — tak jak stoi w tylu sanktuariach całej ziemi. Pamiętam sanktuarium w Błotnky koło Radomia i koronację Matki Bożej — właśnie w roku 1977.

Nie zabijaj!

Na krzyżu zadano śmierć Jej Synowi. W znaku krzyża szu­kamy dróg odkupienia i odpuszczenia wszystkich grzechów.

Oto ginie na drzewie hańby Ten, który ogłosił ludzkości orę­dzie ośmiu błogosławieństw. Syn Boży, który jest Pierwszym i Ostatnim (por. Ap 22, 13) pośród łaknących i pragnących spra­wiedliwości. Ten, który to łaknienie i pragnienie łączy z zapew­nieniem: będą nasyceni. Tak: «albowiem oni będą nasyceni».

Bracia i Siostry z Radomia i całej tej ziemi! Budujmy wspól­ną przyszłość naszej Ojczyzny wedle prawa Bożego, wedle tej od­wiecznej Mądrości, która się nie przedawnia w żadnej epoce, wedle Chrystusowej Ewangelii.

Budujmy... Raczej: odbudowujmy, bo wiele zostało zrujno­wane..., zrujnowane w ludziach, w ludzkich sumieniach, w oby­czajach, w opinii zbiorowej, w środkach przekazu.

Prosimy Cię, Odkupicielu świata, Chryste ukrzyżowany i zmartwychwstały, prosimy Cię przez Twoją i naszą Matkę, przez wszystkich świętych i sprawiedliwych synów i córki tej ziemi, ażeby przyszłość należała do takich, którzy prawdziwie i niezłomnie lakną i pragną sprawiedliwości.

Drodzy Bracia i Siostry,

Kiedy dobiega końca Najświętsza Ofiara na tym rozległym radomskim lotnisku, pragnę wyrazić wdzięczność Bożej Opatrz­ności, że mogfem być pośród was i wespół z wami się modlić.

Dziękuję Bożej Opatrzności, że pozwoliła mi odwiedzić Koś­ciół i wiernych ziemi sandomiersko-radomskiej. Ziemi oddanej Bo­gu i Ojczyźnie. Pragnę objąć sercem tych wszystkich, którzy kładli już od zarania dziejów fundamenty duchowej wielkości tej diece­zji, tych, którzy zmagali się przez wieki o sprawiedliwość, o pra­wa Polski do niepodległego bytu. Przebiegam myślą czas zaborów, upokarzającą przemoc carską, czas powstań narodowych i okres II wojny światowej czy też lata powojenne. Pragnę wspomnieć tu w sposób szczególny bpa Piotra Golębiowskiego i jego niezłomną postawę w sprawie wierzbickiej, inicjatywy, które podejmował dla ratowania jedności Kościoła.

Kiedyś przed laty jako metropolita krakowski dziękowałem mu osobiście za tę prawdziwie pasterską troskę i dziś to podzię­kowanie ponawiam. Jest pochowany w podziemiach bazyliki ka­tedralnej w Sandomierzu i otaczany wdzięczną pamięcią oraz czcią kapłanów i wiernych.

Wciąż żywe jest we mnie wspomnienie peregrynacji obrazu Matki Bożej. To przecież tutaj, w Radomiu obraz nawiedzenia wró­cił na szlak pielgrzymowania po Polsce. Nie zapominamy także pe­regrynacji Drzewa Krzyża Świętego w latach nasilonej ateizacji. Mamy dzisiaj podstawy do tego, by ufać w mądrość narodu, któ­ry buduje na Ewangelii, na mądrości Krzyża i zaufaniu do Bogarodzicy.

Sercem ogarniam mieszkańców prastarego Sandomierza i przy tej okazji pragnę wspomnieć zmarłych biskupów: Walentego Woj­aka i Stanisława Sygneta, związanych z tym miastem.

Szczególne pozdrowienia i podziękowania składam na ręce wa­szego Pasterza obecnym tutaj gościom, kardynałom z Prymasem Polski, biskupom diecezjalnym i pomocniczym. Pozdrawiam kap­łanów, zgromadzenia zakonne męskie i żeńskie, wszystkich wier­nych diecezji sandomiersko-radomskiej i tych, którzy jako pielgrzymi dołączyli się do naszych modlitw z diecezji sąsiednich, przede wszystkim z lubelskiej, łódzkiej i podlaskiej.

Gorące pozdrowienia kieruję do wielotysięcznej rzeszy obec­nych tu przedstawicieli ruchów trzeźwościowych. Niech Bóg bło­gosławi waszą błogosławioną dla Ojczyzny działalność. Jest tu także pielgrzymka Polaków z Wilna pod przewodnictwem bpa Aleksan­dra Kaszkiewicza; pielgrzymka Polonii z Anglii, z Bristolu — pa­rafia Matki Bożej Ostrobramskiej; pielgrzymka z Italii, diecezja Vicenza — prowadzi ją bp Pietro Giacomo Nonis; młodzież Ka­tolickiego Uniwersytetu Lubelskiego z pracownikami naukowymi i z Senatem na czele; młodzież i Senat Wyższej Szkoły Inżynie­ryjnej w Radomiu; pielgrzymka Polaków z Kanady i USA; przed­stawiciele wszystkich Regionów « Solidarności» z przewodniczą­cym Komisji Krajowej na czele — jest nim obecnie następca Le­cha Wałęsy, Marian Krzaklewski, którego miałem okazję już poznać osobiście w Rzymie na stulecie Rerum novarum; prócz tego grupy żołnierzy Armii Krajowej, więźniowie obozów koncentracyjnych, więźniowie polityczni; jest też grupa ponad ośmiuset żofnierzy; są hutnicy Ostrowca Świętokrzyskiego, pielgrzymki kolejarzy i leśni­ków — to oni zbudowali ten wspaniały ołtarz; są ogrodnicy, ener­getycy, robotnicy wszystkich gałęzi przemysłu; prócz tego ogólno­polska pielgrzymka przewodników turystycznych; jest wreszcie wie­lu, wielu żywicieli narodu — rolników, chociaż specjalne spotkanie z nimi i słowo do nich jest przewidziane na dzisiaj po południu w Łomży.

Słowa pefne miłości kieruję do ludzi chorych i cierpiących, do ludzi pozbawionych wzroku czy słuchu, którzy są tu licznie obec­ni, a także do uczestników ogólnopolskiej pielgrzymki chorych na cukrzycę. Jakże bardzo wam jestem wdzięczny, drodzy Bracia i Siostry, że w tej Najświętszej Ofierze chcieliście być wspólnie z nami, że chcieliście być wspólnie z papieżem, waszym rodakiem. Bóg wam zapłać!

A oprócz nas wszystkich, tych których wymieniłem, a rnoże i nie potrafiłem wymienić, jest tu jeszcze potężny wiatr. Muszę powiedzieć, że tym razem wiatr towarzyszy rni od pierwszego mo­mentu przybycia na ziemię polską nad Bałtykiem w Koszalinie. Wiatr od rnorza. I ten wiatr powraca na różnych etapach. Można by nawiązać do starego powiedzenia: papież rzuca słowa na wiatr. Istotnie, rzuca słowa na wiatr! Bo wierzy w wiatr. Wierzy w taki potężny wiatr, który kiedyś wstrząsnął ścianami wieczernika w Je­rozolimie. W tym wietrze wyraziło się przez siłę natury tchnienie Ducha Świętego. Papież wierzy w wiatr, w ten z wieczernika, w ten z Pięćdziesiątnicy. Wierzy, że słowa rzucane na ten polski wiatr nie zostaną poniesione w niewiadomym kierunku, tylko pójdą tak, jak to słowo Boże, które z wieczernika na wszystkie krańce ziemi pchnął potężny wiatr Ducha Świętego. Przecież Słowo wcie­lone, Chrystus, odszedł z tego świata i wszystko, co nam przyniósł w swym nauczaniu i w swym mesjańskim czynie, to wszystko rzu­cił na wiatr, rzucił na ten wiatr Pięćdziesiątnicy i mocą tego wia­tru trwa Słowo wcielone, Słowo Ewangelii i przynosi owoce.

I dlatego kończąc to moje z wami spotkanie, drodzy Bracia i Siostry, pragnę wznieść wspólnie z wami modlitwę do Trójcy Prze­najświętszej, ażeby wiatr Ducha Świętego poniósł słowo Papieża i słowo całej naszej wspólnoty, bo przecież my wszyscy wypowia­damy to słowo prawdy, poniósł i osadził na nowo w naszej pol­skiej, nowej rzeczywistości, żeby ukształtował nową naszą niepod­ległość, żeby ukształtował nowe nasze życie we wszystkich jego wymiarach i żeby była mocna ta III Rzeczpospolita tym Bożym tchnieniem, tym wiatrem, wiatrem Ducha Świętego, który odna­wia oblicze ziemi.

Przed laty dane mi było nałożyć korony na skronie Matki Bo­żej Pocieszenia. Jej kult od podsandomierskich Sulisławic po opo­czyńską Studziannę, od nadwiślańskiego Koła po Błotnicę niech będzie ustawicznym oparciem dla dalszych trudów umacniania daru prawdziwej wolności, dla budowania lepszej przyszłości opartej na miłości Boga i człowieka.

Teraz udzielę wszystkim błogosławieństwa, a jest to ostatnia, końcowa modlitwa, przez którą zwracamy się do Trójcy Świętej o owocność Najświętszej Ofiary w naszych sercach i sumieniach.

 

VI. PRZYKAZANIE: NIE CUDZOŁÓŻ

CO SIĘ STAŁO Z PRZYKAZANIEM «NIE CUDZOŁÓŻ» W POLSKIM ŻYCIU?

Homilia wygłoszona podczas Mszy św. przy kościele Bożego Miłosierdzia, 4 czerwca 1991 r.

1. «Ziarnem jest słowo Boże, a siewcą jest Chrystus»(por. Łk 8,11).

Drodzy Bracia i Siostry,

Dzięki składam Trójcy Przenajświętszej za pośrednictwem Matki Chrystusa, czczonej w łomżyńskim kościele katedralnym, za to, że dane mi jest dzisiaj być tutaj, w Łomży. W tej wielkiej społeczności ludu Bożego, w której przeważają rolnicy uprawiają­cy ziemię, słyszymy Chrystusową przypowieść o siewcy i o ziarnie padającym na pole uprawiane przez człowieka.

Spotkanie dzisiejsze przypomina mi — cztery lata temu, pod­czas poprzedniej pielgrzymki do Ojczyny — wielkie zgromadze­nie na łęgach tarnowskich związane z beatyfikacją Karoliny Kózkówny, córki polskiej wsi, przedtem jeszcze spotkanie w Niepokalanowie.

Ale ponadto odtwarza się w mojej pamięci łomżyńska stacja Tysiąclecia Chrztu Polski w Łomży w roku 1966. Wciąż mam przed oczyma postać kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski — wciąż jakbym słyszał słowa prymasowskiej homilii, w której na­wiązywał do « Chłopów » Reymonta, aby dotknąć wielkiego sekretu chłopskiej duszy: umiłowania ziemi.

2. Wy, drodzy uczestnicy papieskich dzisiejszych odwiedzin, Bra­cia i Siostry, jesteście spadkobiercami tamtych pokoleń, do jakich odwoływał się zmarły Prymas Tysiąclecia — sam zresztą syn wa­szej ziemi, urodzony w Zuzeli nad Bugiem. A chociaż praca naroli zmieniła nieco swój dawny charakter w związku z postępem techniki, to jednak nadal zachowuje swe tradycyjne, istotne znamiona. Warsztatem pracy jest ziemia, którą człowiek uprawia, a uprawiając pozwala się objawić tej ziemi w jej urodzaju, w jej naturalnej płodności. Staje się więc ta ziemia — warsztat pracy rolnika — ziemia, która rodzi i karmi, jakimś podobieństwem mat­ki: matka-ziemia. O żadnym innym warsztacie pracy nie podobna tak się wyrazić.

A człowiek, który tę ziemię uprawia, czuje się słusznie bez­pośrednim adresatem i mandatariuszem tych najstarszych słów sa­mego Stwórcy, wypowiedzianych do prarodziców: «czyńcie sobie ziemię poddaną» (por. Rdz 1,28).

Znałem, drodzy Bracia i Siostry, wczorajsze trudności pol­skiej wsi, mówiłem kilka razy na ten temat. Znam też, przynaj­mniej częściowo, dzisiejsze, nowe problemy rolnictwa. Wiem, że chłop polski zaczyna znowu jakby tracić pewność siebie i nadzieję na przyszłość. Wzruszony byłem waszym listem z dnia 8 maja te­go roku, który przesłaliście do Watykanu. Piszecie w nim o pew­nym jakby wyczerpaniu życiowych sił naszego narodu oraz o bo­lączkach waszego życia, do których należy rozszerzające się ubós­two, szybkie bogacenie się jednych, a brak perspektyw dla drugich. Ale macie też świadomość, że w Polsce dokonuje się wielkie przej­ście i trzeba ocalić dotychczasowe reformy, nadając im nowy wy­miar w nadchodzących latach. «W suwerennej Rzeczypospolitej — tak piszecie — przebudowujemy ustrój społeczny na normal­nych demokratycznych zasadach. Staramy się wypracować właś­ciwe rozwiązanie gospodarcze ».

Niech wam Bóg w tym szlachetnym wysiłku błogosławi.

Staram się być z wami i polecać wasze sprawy Bogu w mod­litwie.

Spraw rolnictwa nie można odrywać oczywiście od reform ca­łego systemu gospodarczego, ale też wszyscy czują, że ta dziedzi­na, nie tylko zresztą w naszej Ojczyźnie, wymaga szczególnej och­rony, współpracy wielu sektorów i solidarności wszystkich środo­wisk, a nade wszystko wymaga zabezpieczenia wolnej inicjatywy samych rolników. Wszyscy wiemy, jak wiele jest trudnych spraw do rozwiązania. Trzeba, by był słyszany w państwie i respektowa­ny gospodarski głos rolnika.

3. Przypowieść o siewcy, tak jak każda inna przypowieść w Chrystusowej Ewangelii, ma jednakże swój sens przenośny, analogicz­ny: mówi o królestwie Bożym. Tak jak poprzez dzieje tej ziemi idzie praca ludzi-siewców i oraczy, tak przez dzieje człowieka — ludzi zamieszkujących całą ziemię — idzie praca słowa Bożego i jego Siewcy. Siewcą jest Chrystus. Już przed Nim wielu było siew­ców Bożej prawdy: «wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał Bóg (...) przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemó­wił (...) przez Syna» (Hbr 1,1). On sam — Syn Przedwieczny — jest Słowem współistotnym Ojcu.

Ewangelia nowego i wiecznego Przymierza jest słowem tego Słowa. Ziemia w ciągu dwu tysięcy lat została już szeroko obsiana tym słowem. A nade wszystko sam Chrystus jako Słowo użyźnił tę ziemię ludzkich dziejów odkupieniem przez Krew swego krzy­ża. I w słowie krzyża trwa Jego siew, dając początek «nowemu nie­bu i ziemi no we j» (por. Ap 21,1).

Wszyscy siewcy słowa Chrystusowego czerpią moc swej po­sługi z tej niewypowiedzianej tajemnicy, jaką stało się — raz na zawsze — zjednoczenie Boga-Słowa z ludzką naturą, z każdym poniekąd człowiekiem, jak uczy ostatni Sobór (por. Gaudium et spes, 22). Upadają słowa Ewangelii na glebę ludzkich dusz, ale nade wszystko samo Słowo Przedwieczne, narodzone za sprawą Ducha Świętego z Dziewicy-Matki, stało się źródłem życia dla ludzkich dusz.

4. W przypowieści ewangelicznej Chrystus zwraca uwagę nade wszystko na glebę dusz ludzkich i sumień ludzkich i ukazuje, co dzieje się ze słowem Bożym w zależności od rodzaju owej szcze­gólnej gleby. Słyszymy więc o ziarnie, które zostało porwane i nie przyjęło się w ludzkim sercu, bo człowiek uległ Złemu i nie zrozu­miał słowa. Słyszymy o ziarnie, które padło na ziemię skalistą, na glebę oporną — i nie potrafiło zapuścić korzeni, nie wytrzymało więc pierwszej próby. Słyszymy o ziarnie, które padło między osty i ciernie — i zostało przez nie zagłuszone; te osty i ciernie to ułuda doczesności, dobrobytu, który przemija. Jedynie to ziarno, które padło na ziemię żyzną, urodzajną wydaje plon. Kto jest tą ziemią żyzną? Ten, kto słucha słowa i rozumie je. Słucha i rozu­mie. Nie wystarczy usłyszeć, trzeba przyjąć rozumem i sercem.

«Kto ma uszy (ku słuchaniu), niechaj słucha» (Mt 13,9) — mówi Boski Siewca.

Usłyszeliśmy wszyscy. Niech każdy z nas zapyta siebie: jaką jestem glebą? Co dzieje się z ziarnem Bożej prawdy w moim życiu?

5. «Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne? » — pyta w Ewangelii młodzieniec, słuchacz słów Jezusa (Mt 19,16). «Zachowaj przykazania» (Mt 19,17) — i Chrystus przypomina Dekalog Starego Przymierza, który jest prawem Bo­żym i drogowskazem ludzkiej moralności w każdym czasie i miej­scu. Moje tegoroczne pielgrzymowanie po Polsce jest tym razem związane z Dekalogiem.

Drodzy Bracia i Siostry! Od stuleci trwa Boży siew na naszej ziemi, przez pokolenia prawda ludzkiej i chrześcijańskiej moral­ności pada na glebę dusz. Jaka jest ta gleba? Co stało się z ziarnem Ewangelii na przestrzeni ostatnich pokoleń? Czy ziarno przyka­zań trafia na glebę urodzajną? Czy też jest to może gleba oporna, która nie przyjmuje słowa prawdy? Nie przyjmuje wymagań mo­ralności, jakie stawia człowiekowi Bóg, a zarazem ludzkie sumie­nie, które — jeśli jest zdrowe — staje się samo Bożym głosem prze­mawiającym wewnątrz człowieka.

Czy podstawowe zasady moralności nie zostały «wyrwane» z naszej gleby przez Złego, który pod różnymi ukrywa się posta­ciami? Czy nie zostały «wydziobane» przez rozkrzyczane drapieżne ptactwo wielorakiej propagandy, publikacji, widowisk, programów, które igrają z naszą ludzką słabością?

Co stało się z przykazaniem: «nie cudzołóż» w naszym pol­skim życiu? Czy małżonkom naprawdę zależy na tym, ażeby ich dzieci rodziły się z czystych rodziców? Czy nosimy w sobie po­czucie, że ciało ludzkie jest wezwane do zmartwychwstania i że winniśmy troszczyć się o zachowanie jego godności? Czy potrafi­my sobie uświadomić, że ludzka płciowość jest dowodem niesły­chanego wręcz zaufania, jakie Bóg okazuje człowiekowi, mężczyźnie i kobiecie, i czy staramy się tego Bożego zaufania nie zawieść? Czy pamiętamy o tym, że każdy człowiek jest osobą i że nie wolno dru­giego człowieka sprowadzać do roli przedmiotu, który z pożądli­wością można oglądać lub którego się po prostu używa? Czy narzeczeni budują swoją przyszłą jedność małżeńską tak, jak się to robić powinno, to znaczy zaczynając od budowania jedności du­cha? Czy małżonkowie pracują nad pogłębieniem swojej małżeń­skiej jedności — pomimo całego trudu, a także obiektywnych trud­ności, jakie niesie z sobą życie, pomimo różnych ułomności, jaki­mi oboje są obciążeni? Czy pamiętają o tym, że w momencie ich ślubu przed ołtarzem sam Chrystus zobowiązał się być z nimi za­wsze, być ich światłem i mocą? Czy małżonkom naprawdę zależy na tym, aby ta Boska obecność Chrystusa napełniała ich życie mał­żeńskie i rodzinne? Pytania te stawiam przed Bogiem, stawiam je wszystkim rodzinom katolickim, wszystkim małżonkom, wszyst­kim rodzicom w całej Polsce!

6. Siewca z Ewangelii jest zarazem pasterzem. Jest Dobrym Pas­terzem. W swojej pasterskiej trosce o człowieka Kościół szczegól­nie skupia się na sprawach pracy rolników. Znajdujemy wyraz tej troski na przykład w encyklice Mater et Magistra Jana XXIII, któ­ry sam był chłopskim synem z licznej rodziny. Kościół liczy zara­zem na zdrowe tradycje moralne ludzi pracujących na roli, zwią­zanych z ziemią — i przez to bliższych Stwórcy. Wrażliwych na Jego prawo, na Dekalog i na Ewangelię Chrystusa.

Chrystus Dobry Pasterz staje pomiędzy mężczyzną a kobietą w tym wielkim sakramencie, przez który stają się oni mężem i żo­ną a z kolei rodzicami swych dzieci: ojcem i matką.

Ten, który uczy: «nie cudzołóż », jest Dobrym Pasterzem, Pas­terzem ludzkiej miłości, którą chce uczynić piękną, trwałą, wier­ną, nierozerwalną. Jeśli ślubujecie sobie wzajemnie, «iż cię nie opuszczę aż do śmierci», to On, Dobry Pasterz, staje się w sakra­mencie najwyższym Poręczycielem tych waszych ślubów. Sakra­ment jest źródłem moralnej mocy dla człowieka, dla mężczyzny i kobiety, aby oboje sprostali swym ślubom; aby przezwyciężyli słabości i pokusy; aby nie dali się uwieść żadnej modzie. Trzeba tylko wytrwale współpracować z łaską sakramentu małżeństwa. Trzeba tę łaską stale odnawiać!

Oby całe nasze społeczeństwo uwolniło się od tego złudzenia wolności, wolnej miłości, którą usiłuje się przesłonić rzeczywistość cudzołóstwa i rozwiązłości. Zbyt dużo kosztuje ta ułuda. Zbyt wiele dzieci, które muszą tracić zaufanie do rodziców, a tak obsuwa się ten nieodzowny grunt, na którym sami mają budować swą przy­szłość i przyszłość społeczeństwa. I niszczeje owa zdrowa tkanka obcowań i układów międzyludzkich.

Dobry Pasterzu! Co mamy czynić, aby ten proces narastają­cy poprzez całe lata zatrzymał się i odwrócił? Co mamy czynić, aby słowo Bożego przykazania i głos chrześcijańskiego sumienia nie był dalej zagłuszany, wyrywany, wydziobywany przez drapieżne ptaki? Co mamy czynić, aby ten głos trafiał na glebę podatną?

Co mamy czynić? Matko z Kany Galilejskiej, Ty, którą dziś wypada nam ukoronować w Twoim wizerunku z łomżyńskiej ka­tedry, Ty powiedziałaś: «cokolwiek wam rzecze On, mój Syn, Siew­ca i Pasterz, to czyńcie» (por. J 2,5).

Matko Chrystusowa! Matko nasza! Matko nasza! Niestrudze­nie powtarzaj nam Twe słowa z Kany: «To czyńcie».

Tak. On jeden "ma słowa życia wiecznego" (por. J 6,68).

 

Drodzy Bracia i Siostry,

Przed udzieleniem błogosławieństwa zwracam się raz jeszcze do was wszystkich z serdecznym pozdrowieniem.

Serdeczną myślą ogarniam wszystkie regiony waszej pięknej diecezji. Bogactwo natury, siła życia przyrody zawsze mnie tutaj pociągała.

Sercem ogarniam wierny lud kurpiowski, bogaty w tradycje ojczyste i w rodzimą kulturę!

Trwa w mojej pamięci urocza ziemia augustowska ze swym sanktuarium maryjnym w Studzienicznej i Krasnymborze; rozleg­ła i piękna Suwalszczyzna, Suwałki i bliskie im Wigry, ongiś stoli­ca diecezji wigierskiej, a potem Sejny, również dawna siedziba die­cezji sejneńskiej, ze swą bazyliką i maryjnym sanktuarium. To tu przed piętnastu laty nałożyłem złote korony na skronie Matki Bo­żej Sejneńskiej — obok niezapomnianego Prymasa Tysiąclecia. Z tej ziemi wyszedł. Wspominamy go tu też w sposób szczególny.

Słowa pełne miłości kieruję do was, ukochani Litwini z ziemi sejneńskiej i suwalskiej, i do tych, którzy na tę Eucharystię i ju­trzejsze spotkanie przybyli z kard. Sladkevićiusem i biskupami z Litwy do Łomży.

Cieszę się z obecności wielu czcigodnych i drogich gości, po­zdrawiam podczas tej celebry poświęconej rolnikom w sposób szcze­gólny obecnych tutaj przedstawicieli «Solidarności» chłopskiej.

Na tej ziemi nie mogę nie wspomnieć was, drodzy Bracia i Siostry Sybiracy, którzy uosabiacie wspaniałą i męczeńską zara­zem historię tej ziemi. Pozdrawiamy żyjących. Modlimy się za zmar­łych w Katyniu i na wielu innych miejscach.

Pozdrawiam serdecznie przedstawicieli rządu: Premiera Rze­czypospolitej pana Jana Krzysztofa Bieleckiego, Ministra Rolnic­twa Adama Pańskiego, władze miasta Łomży i województwa. Po­zdrawiam naszych gości i biskupów z Niemiec, z kard. Joachimem Meisnerem oraz przewodniczącym Konferencji Episkopatu bpem Karlem Lehmannem na czele. Biskupów z Italii i Hiszpa­nii, naszych rodaków: kard. Edmunda Szokę, biskupa Wesołego z Rzymu, biskupów Abramowicza i Jakubowskiego z Chicago, Epi­skopat Polski z Księdzem Prymasem, księżmi kardynałami i wszyst­kimi tu obecnymi arcybiskupami i biskupami polskimi; przedsta­wicieli wyższych uczelni katolickich. Sercem ogarniam wszystkich uczestników tego eucharystycznego zgromadzenia, a przez was całą diecezję łomżyńską. Zanieście moje pozdrowienie i błogosławień­stwo do waszych domów, środowisk, do waszych parafii. A nie zapomnijcie też o jeziorach, przynajmniej o Rajgrodzkim. I wreszcie niech mi będzie wolno wymienić gospodarza, który tych wszyst­kich gości ze mną włącznie pozapraszał: Biskup Juliusz oraz jego współpracownicy biskupiego posłannictwa w Łomży dziedziczą szczególną tradycję. Mam w pamięci ich poprzedników, zmarłych już, ale żyjących w naszych sercach. W czasie Mszy św. ich wspo­minałem, bo ta sama gościnność łomżyńska była także ich właści­wością, była ich cnotą, z której korzystali biskupi polscy i rodacy. Tym razem rozszerzyły się stare ściany łomżyńskiego do­mu i jest rada chata biskupia dla tylu gości z całego świata. Nie mówiąc już o tym, ilu księży młodych z Łomży gości po różnych diecezjach i seminariach całego świata.

A na końcu zwracam się do Ciebie, Matko Boża z katedry łomżyńskiej, dzisiaj ukoronowana. Bądź Matką pięknej miłości dla nas wszystkich, dla małżonków i dla młodzieży. Ty nam pomagaj znajdować odpowiedź na te pytania, które dzisiaj zostały posta­wione w homilii. Ty nam kształtuj serca, abyśmy wiedzieli, jaka miłość jest prawdziwa i jak ją odróżniać od miłości pozornych. Aże­byśmy w młodości czy w małżeństwie nie ulegali fałszywym pro­rokom, których nie brak, nie brak na całym świecie, więc trudno się dziwić, że są i w Polsce. Zresztą każdy z nas nosi w sobie tego fałszywego proroka, który się nazywa trojaką pożądliwością. Ale nie jest to potęga nieprzezwyciężona. Trzeba tylko patrzeć od mło­dości, od dziecka w oczy tej Matki Pięknej Miłości, a Ona nauczy nas właściwej odpowiedzi na pytanie czasem bardzo trudne, gdzie trzeba także podjąć zmagania się z sobą. Ale jest to zmaganie o wielką wartość, bo nie można w życiu przegrać miłości. Nie moż­na w życiu przegrać prawdziwej miłości. Kryterium niech będzie po prostu to, co każdy i każda z was ślubuje w momencie sakra­mentu: «miłość, wierność, uczciwość małżeńską i że cię nie opusz­czę aż do śmierci». To jest sprawdzian. Nie dajcie się uwieść in­nym pozorom.

Matko Boża Łomżyńska, Matko z łomżyńskiej katedry, ja Ci dzisiaj włożyłem na Twoje skronie tę złotą koronę. Ukoronowa­łem Cię koroną pięknej miłości i ja tę całą sprawę dobrej, czystej, szlachetnej, prawdziwej miłości Polaków oddaję Tobie, a Ty czu­waj nad nimi, czuwaj po macierzyńsku, nawet kiedy Ci się wymy­kają, ścigaj ich, prowadź na właściwe drogi, ucz, gdzie jest praw­da, żeby wszyscy fałszywi prorocy, których nie brak, z Tobą nie poradzili. Nie poradzili Szwedzi, nie poradzą inni. (Przepraszam, myślę, że tu może nie ma żadnego Szweda, ja myślałem o Szwe­dach z XVII w.). Tyle tego dopowiedzenia, a teraz zostaje tylko jeszcze ten ostatni liturgiczny akt, którym pragnę się z wami po­dzielić, który pragnę wam zaofiarować, drodzy Bracia i Siostry, w tak licznej wspólnocie eucharystycznej tu zgromadzeni, akt bło­gosławieństwa w imię Trójcy Przenajświętszej.

 

VII. PRZYKAZANIE: NIE KRADNIJ

"NIE KRADNIJ" ZNACZY TAKŻE NIE NADUŻYWAJ TWOJEJ WŁADZY NAD WŁASNOŚCIĄ

Homilia wygłoszona podczas Mszy św. beatyfikacyjnej Matki Bolesławy Lament na lotnisku białostockiego Aeroklubu, 5 czerwca 1991 r.

1. «Witaj Królowo, Matko Miłosierdzia»!

Miasto Białystok oddalone jest prawie 200 km od Ostrej Bra­my. Jednak lud Boży waszego Kościoła, katedra biskupia, żyje Ostrą Bramą. Żyje jej tradycją, jej tajemnicą. Tajemnica Matki Miłosier­dzia wpisała się w dzieje ludzi i ludów. W iluż to językach prze­mawiają do Ostrobramskiej Matki Miłosierdzia ludzkie usta i ludz­kie serca? W iluż językach powtarzane są słowa anielskiego po­zdrowienia przy Zwiastowaniu? «Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, 'błogosławiona jesteś między niewiastami' (...), zna­lazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któ­remu nadasz imię Jezus» (Łk 1,28. 30-31).

« Błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus» (por. Łk 1,42).

Ludzkie usta i ludzkie serca wypowiadają te słowa po polsku, po litewsku, po białorusku, po rosyjsku, po ukraińku... i w ilu in­nych jeszcze językach? Człowiek staje się świadkiem Bożego orę­dzia — tego, które otwarło nową przestrzeń przymierza Boga z ludzkością. Nową przestrzeń obcowania Boga z człowiekiem: ob­cowania w Bogu-Synu, który stał się człowiekiem i za sprawą Du­cha Świętego narodził się z Dziewicy Maryi.

Bądź pozdrowiona... Matko Miłosierdzia.

Bądź pozdrowiona... Stolico Mądrości.

2. Liturgia uroczystości ostrobramskiej łączy Zwiastowanie aniel­skie ze słowami Przedwiecznej Mądrości. Mądrość Boża opowia­da tajemnicę stworzenia. Opowiada ją inaczej niż Księga Rodza­ju. Mądrość wszakże jest starsza niż cały stworzony wszechświat.Wszechświat naprzód był w niej: w Bożej Mądrości. Był w Słowie Przedwiecznym, które jest współistotne Ojcu. O tym Słowie po­wie ostatni ewangelista: «wszystko przez Nie się stało, a bez Nie­go nic się nie stało, co się stało (...). Ono było na początku u Boga (...) i Bogiem było Słowo» (J 1,3. 2.1).

Jednakże mądrościowy autor Starego Testamentu nie zna jesz­cze tej trynitarnej tajemnicy Boga: Ojca, Syna i Ducha Świętego. Tajemnica ta po raz pierwszy zostanie wypowiedziana przy Zwias­towaniu. Księga Starego Przymierza głosi natomiast Mądrość Bo­żą jako początek i źródło bogactwa i ładu całego stworzenia i wszyst­kich stworzeń. Właśnie w tym bogactwie i ladzie pozwala się roz­poznać i odczytać Bóg — Stwórca wszystkiego.

Nie jest to prawda obca również współczesnym umysłom, skoncentrowanym swoimi metodami na tajnikach wszechświata. Wielu z nich — i to najwybitniejsi — daje wyraz tej prawdzie w języku swej naukowej specjalności. Widać, że człowiek współ­czesny wciąż na nowo może odczytywać prawdę o Przedwiecznej Mądrości, która wyraża się w dziele stworzenia.

3. Zwracając się do człowieka, Mądrość Boża mówi tak: «Więc teraz, synowie, słuchajcie mnie, szczęśliwi, co dróg moich strze­gą. Przyjmijcie naukę i stańcie się mądrzy, pouczeń mych nie od­rzucajcie! Błogosławiony ten, kto mnie słucha, kto co dzień u drzwi moich czeka, by czuwać u progu mej bramy, bo kto mnie znaj­dzie, ten znajdzie życie i zyska łaskę u Pana» (Prz 8,32-35).

Zwróćmy uwagę, że tekst liturgiczny poprzednio mówił o stworzeniach, a teraz przemawia do stworzenia: do tego stwo­rzenia, jakim jest człowiek, synowie ludzcy. Człowiek od począt­ku jest «rozmówcą» Boga — jest on stworzonym «ty», do które­go zwraca się Boże «Ja». Jest rozmówcą Boga, bo został stworzo­ny na obraz i podobieństwo Boga. Mądrość Boża, potwierdzając tę prawdę o ludzkiej istocie, równocześnie wpisała się w człowie­czeństwo jako Prawo odwieczne. Prawo to jest wyrazem Bożej tro­ski o «drogi» człowieka, o «drogi» ludzkiej moralności. «Szczęśli-wi, co dróg moich strzegą» — mówi Mądrość Przedwieczna: «kto mnie znajdzie, ten znajdzie życie i zyska łaskę u Pana». Prawo Przedwiecznej Mądrości wpisane w serce człowieka pozwala mu uczestniczyć w ładzie całego stworzenia, a nade wszystko kształtować w sposób godny, w wolności i sprawiedliwości, obcowanie wzajemne osób, wspólnot i społeczeństw na ziemi.

Moralność jest miarą właściwą człowieczeństwa. W niej i przez nią człowiek realizuje siebie, gdy czyni dobrze; gdy postępuje źle, niszczy ład mądrości w sobie samym, a także w międzyludzkim i społecznym zasięgu swego bytowania.

Podczas obecnej Mszy św. najszczególniejsze wspomnienie na­leży się jednej z tych szczęśliwych osób, które strzegły dróg Mą­drości Przedwiecznej i dlatego znalazły życie oraz zyskały łaskę u Pana. Przed 45 laty tutaj, w Białymstoku, umarła Służebnica Boża Bolesława Lament, założycielka Sióstr Misjonarek Świętej Rodzi­ny, dzisiaj została ona ogłoszona błogosławioną Kościoła. Tę Cór­kę miasta Łowicza powołał Bóg do tworzenia katolickich zakła­dów opiekuńczo-wychowawczych oraz innych ognisk opieki du­chowej w dalekim Petersburgu, Mohylewie, Żytomierzu, a po I wojnie światowej — zwłaszcza na ziemi pińskiej, białostockiej i wileńskiej. Prowadziła swoje dzieło wśród ustawicznych przeciw­ności, dwukrotnie przeżyła utratę całego dorobku założonego przez siebie zgromadzenia, nieraz przyszło jej oraz jej współsiostrom pra­cować w głodzie i bez własnego mieszkania. Miała zwyczaj umac­niać się wówczas znanym hasłem duchowości ignacjańskiej: «wszystko na większą chwałę Bożą». Ostatnie pięć lat swojego życia spędziła — sparaliżowana — z wielką cierpliwością i w roz­modleniu.

Przez całe życie odznaczała się szczególną wrażliwością na ludzką biedę, przejmował ją zwłaszcza los ludzi upośledzonych w społeczeństwie, ludzi zepchniętych na tak zwany margines ży­cia czy nawet do świata przestępczego.

W głębokim poczuciu odpowiedzialności za cały Kościół, bo­leśnie przeżywała Bolesława rozdarcie jedności Kościoła. Sama do­świadczyła wielorakich podziałów, a nawet nienawiści narodowych i wyznaniowych, pogłębionych jeszcze bardziej przez ówczesne sto­sunki polityczne. Dlatego też głównym celem jej życia oraz zało­żonego przez nią zgromadzenia stała się jedność Kościoła, ta jed­ność, o którą modlił się w Wielki Czwartek w wieczerniku Chrys­tus: «Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno» (J 17,11). Służyła Matka Lament sprawie zjednoczenia tam zwłaszcza, gdzie podział zaznaczał się ze szczególną ostrością. Nie szczędziła niczego, byle by umacniać wiarę i rozpalać miłość do Boga, byle tylko przyczynić się do wza­jemnego zbliżenia katolików i prawosławnych: «żebyśmy wszyscy — jak mówiła — miłowali się i stanowili jedno». Pracę na rzecz jedności Kościoła, zwłaszcza na terenach wschodnich, uważała za szczególną łaskę Bożej Opatrzności. Długo przed Soborem Waty­kańskim II stała się inspiratorką ekumenizmu w życiu codziennym przez miłość.

Lud Boży w Polsce i na terenach jej apostolstwa będzie mógł odtąd odwoływać się w modlitwie liturgicznej Kościoła do jej orę­downictwa oraz czerpać z jej życia wzór do naśladowania.

4. Tegoroczne moje pielgrzymowanie po ziemi ojczystej jest zwią­zane z programem Dekalogu. W tych dziesięciu słowach, jakie Bóg Starego Przymierza przekazał swemu ludowi przez Mojżesza, za­wiera się ogromne bogactwo: niezastąpiona niczym synteza zbaw­czej Mądrości. Każde przykazanie domaga się tego, aby było grun­townie przemyślane. Nie trzeba dodawać, że moment dziejowy, w którym znajduje się nasze społeczeństwo, w szczególny sposób tego się domaga. Jeśli bowiem po tak zwanym okresie minionym społeczeństwo odziedziczyło głęboki kryzys ekonomiczny, to w pa­rze z tym idzie niemniej dotliwy kryzys etyczny. Co więcej: ten drugi w znacznej mierze warunkuje pierwszy. Dotyczy to różnych dziedzin życia ludzkiego. Dotyczy w sposób szczególny tej dzie­dziny, do której odnosi się siódme przykazanie Dekalogu.

Kiedy słyszymy: «nie kradnij», to rozumiemy, że jest rzeczą moralnie złą przywłaszczać sobie cudzą własność. Ta prosta oczy­wistość Dekalogu wypisana jest zarazem w świadomości moralnej, czyli w sumieniu człowieka. Siódme przykazanie uwydatnia pra­wo osoby ludzkiej do posiadania rzeczy jako dóbr. Chodzi jednak nade wszystko o osoby, a o rzeczy ze względu na osoby. Człowiek bowiem potrzebuje rzeczy jako środków do życia. Człowiek dla­tego otrzymał od Stwórcy władzę nad rzeczami: «czyńcie sobie ziemię poddaną» (por. Rdz 1,28). Winien posługiwać się nimi w sposób ludzki. Ma zdolność ich przetwarzania wedle swoich po­trzeb. Ma więc także i prawo posiadania ich celem przetwarzania. Dobra materialne służą nie tylko używaniu, ale także wytwarza­niu nowych dóbr. Człowiek ma do tego prawo, a nawet moralny obowiązek wytwarzania nowych dóbr dla siebie i dla drugich tak, aby całe społeczeństwo stawało się zasobniejsze — aby mogło by­tować w sposób bardziej godny ludzkich istot.

5. Są to stwierdzenia zaledwie elementarne. Natomiast zagad­nienie związane mniej lub bardziej pośrednio z siódmym przyka­zaniem Dekalogu domaga się gruntownego podjęcia pod kątem wy­chodzenia z kryzysu, który jest nie tylko ekonomiczny, ale także etyczny. Jest to wielkie zadanie całego współczesnego pokolenia. Przed stu laty ukazała się pierwsza tak zwana encyklika « społecz­na » papieża Leona XIII Rerum novarum. Po stu latach stała się ona na nowo tematem, albowiem poruszone w niej zagadnienia pracy, własności, prawa posiadania środków produkcji w relacji do uniwersalnego prawa używania dóbr, którymi Stwórca obdarował wszystkich ludzi — są sprawami podstawowymi dla życia i moral­ności nie tylko poszczególnych osób i wspólnot, zwłaszcza rodzin, ale także całych społeczeństw i narodów, a ostatecznie — całej kil-kumiliardowej rodziny ludzkiej.

Jest zadaniem szczególnie doniosłym dla naszego narodu i spo­łeczeństwa, ażeby przezwyciężając następstwa ustroju, który oka­zał się ekonomicznie niewydolny, a etycznie szkodliwy, budować w ramach nowego ustroju sprawiedliwy ład, w którym ludzkie ta­lenty nie będą się marnowały, a całość życia społeczno-ekonomicznego odzyska potrzebną równowagę.

Obyśmy tylko w swoich dążeniach do ukształtowania nowej gospodarki, nowych układów ekonomicznych nie próbowali iść dro­gami na skróty, z pominięciem drogowskazów moralnych. «Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?» (Mt 16,26).

Jeżeli w realizowaniu tej reformy gospodarczej będą skrupu­latnie przestrzegane zasady sprawiedliwości; jeśli każdy będzie się liczył nie tylko z interesem własnym, ale również z interesem spo­łecznym; jeśli w działaniach gospodarczych nie zabraknie troski o najuboższych i najbardziej potrzebującyh — wówczas Pan Bóg z pewnością pobłogosławi wysiłkom i Polska nie tylko dopracuje się dobrobytu, ale i atmosfera wzajemnych stosunków międzyludz­kich stanie się zdrowsza i bardziej ludzka.

6. Do tego wzywa synów ludzkich Przedwieczna Mądrość, któ­ra przemawia też słowami dzisiejszej liturgii. My wszyscy, zgro­madzeni w eucharystycznej wspólnocie, ofiarujemy Stwórcy i Oj­cu tej Mądrości dary stworzenia, które są zarazem owocem pracy ludzkiej. Czynimy to zaś wpatrzeni w Ostrobramską Stolicę Mą­drości, wołając: «Witaj, Królowo, Matko Miłosierdzia».

Jeśli bowiem przykazania. Dekalogu uczą nas podstawowych zasad sprawiedliwości, to Mądrość Boża objawiona w Chrystusie, Synu Maryi, ukazuje głębszy jeszcze wymiar moralności. Jest to wymiar miłości, w szczególności wymiar miłości, miłosiernej. Chrys­tus uczy nas, że ponad poziomem dóbr, które można i trzeba dzielić wedle miar sprawiedliwości — człowiek jest powołany do miłości, która jest większa od wszystkich dóbr przetnijającyh. Ona jedna nie przemija. Miłość nie przemija. Ona jest miarą życia wiecznego — to znaczy życia człowieka w Bogu samym. Albowiem Bóg sam jest Miłością (por. l J 4,8).

On też chce, abyśmy miłością mierzyli nasze obcowanie z Nim i z naszymi bliźnimi. Chce, abyśmy byli nie tylko sprawiedliwi, ale też i miłosierni, jak On sam, ewangeliczny Ojciec tylu marno­trawnych synów: «Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miło­sierdzia dostąpią» (Mt 5,7).

To orędzie Bożego Miłosierdzia, orędzie Chrystusa miłosier­nego wyszło z tej ziemi, przeszło także przez wasze miasto — i poszło szeroko w świat. To orędzie przygotowywało całe pokole­nia, aby mogły sprostać największym niesprawiedliwościom orga­nizowanym w imię wielkiej niszczącej utopii, która miała urzeczy­wistnić na ziemi «raj absolutnej sprawiedliwości».

Matko z Ostrej Bramy, dzięki Ci za to, że jesteś Matką Mi­łosierdzia.

Dzięki Ci za to, że możemy dzisiaj czcić Twoją ostrobram­ską tajemnicę w Białymstoku przez beatyfikację Bolesławy Służeb­nicy Bożej, której życie było całkowicie oddane miłości przez czys­tość, posłuszeństwo i ubóstwo. Jest więc to życie szczególną ilus­tracją do sprawy, na którą wskazuje siódme przykazanie, do wielkiej, rozległej, rozbudowanej dziedziny moralności międzyludz­kiej, a zarazem dziedziny moralności społecznej w wielu wymia­rach. Mówiono nam w minionym okresie, mówiono tak milionom naszych braci ze Wschodu, że własność jest kradzieżą — prywat­na własność jest kradzieżą. Człowiek musi się uwolnić od tej kra­dzieży, musi od własności prywatnej, zwłaszcza środków produk­cji przejść do kolektywu. W tym kolektywie społeczeństwo, a właś­ciwie to państwo, a jeszcze bardziej właściwie partia — dysponując całokształtem dóbr, przydziela wszystkim sprawiedliwie. I czło­wiek się odzwyczaił od posiadania. Przede wszystkim od posiada­nia dóbr wytwórczych, od produkcji, która była napiętnowana ja­ko synonim kapitalizmu wstecznego. Przyzwyczaił się, został przy­zwyczajony, został przymuszony. Dziś się okazało, że jednak chyba własność prywatna dóbr produkcyjnych nie jest kradzieżą, że trzeba do niej wrócić. I ludzie bardzo często nie wiedzą jak. Ludzie mu­szą się na nowo uczyć jak posiadać na własność dobra produkcyj­ne, jak produkować, a nie jest to tylko sprawa techniczna, jest to zarazem sprawa głęboko etyczna. Kościół o tym pamięta. Leon XIII o tym pamiętał przed stu laty pisząc encyklikę Rerum novarum i my o tym pamiętamy po stu latach. Produkowanie dóbr! Czło­wiek jako ten, który wytwarza, który siebie bogaci, nie żyje tyl­ko dla siebie, nie produkuje dla siebie; ma on bogacić społeczeń­stwo i nad tym czuwa władza społeczna, nad tym powinno czu­wać państwo. Tak więc w strukturze społeczeństwa, w jego orga­nizacji przesuwa się ten punkt, w którym trzeba nawiązywać doprzykazania: «nie kradnij». «Nie kradnij» to nie znaczy nie po­siadaj, «nie kradnij» to nie znaczy nie wytwarzaj nowych dóbr,służąc innym, chociażby jako warsztat pracy. «Nie kradnij»to zna­czy nie nadużywaj tej twojej władzy nad własnością, nie naduży­waj tak, że inni przez to stają się nędzarzami, bo to też jest praw­da, i my tę prawdę przypominamy również za Zachodzie. I mywciąż mówimy tym bogatym społeczeństwom kapitalistycznym: ktoweźmie odpowiedzialność za Trzeci Świat? Dlaczego Trzeci Świat?Przypatrzcie się dobrze, zrewidujcie wasz system, system wolne­go rynku, system własności prywatnej, produkcji prywatnej. Dla­czego ten system własności prywatnej, posiadania dóbr na własnośći prywatnego wytwarzania tych dóbr z inicjatywy poszczególnego człowieka czy ludzkich wspólnot, nie służy temu, co jest pierwszo­rzędnym prawem Bożym, prawem natury, mianowicie powszech­nemu używaniu tych dóbr. Dlaczego tylu ludzi żyje w nędzy, gi­nie z głodu? I to w tych bogatych krajach również, nie mówiąc już o krajach Trzeciego Świata.

Tak więc wracając do naszej polskiej sprawy, przejście do no­wego ustroju po wyjściu z dawnego — do czego przyczniło się ca­łe społeczeństwo w okresie i za sprawą « Solidarności» — jest wiel­kim osiągnięciem dziejowym.

Dlatego czeka nas wielki wysiłek natury organizacyjnej, ustro­jowej, ale równocześnie moralnej, musimy się uczyć posiadać i wy­twarzać. Musimy się uczyć tworzyć sprawiedliwe społeczeństwo przy założeniu wolnego rynku. To wszystko jest powiązane z tym jednym, prostym przykazaniem: «nie kradnij». Bóg jest zwięzły. Mówi krótko, nie nadużywa słów, ale te słowa pokrywają obszary życia ludzkiego bardzo rozległe i wymiary ludzkiego bytowania bar­dzo złożone.

Z tymi wszystkimi sprawami stajemy przed Tobą, Matko z Ostrej Bramy. Dziękujemy Ci za to, że jesteś Matką Miłosier­dzia. Mówimy do Ciebie: Witaj, Królowo. Mówimy stąd, z Białe­gostoku, ale mówimy do całej Polski i do całego wielkiego obszaru środkowo — i wschodnioeuropejskiego, którego ta sama sprawa dotyczy.

Witaj, Królowo. Niech nowe pokolenia szukają tej sprawie­dliwości, która jest z Boga, ludzkiej sprawiedliwości, która w Bo­gu ma swe korzenie. Niech nowe pokolenia, to znaczy już nasze i te, co po nas przyjdą czerpią ze źródeł przedwiecznej Mądrości, ponieważ Mądrość przedwieczna «znajduje swą radość obcując z synami ludzkimi w każdym pokoleniu» (por. Prz 8,31).

 

Drodzy Bracia i Siostry!

Na zakończenie, przed błogosławieństwem pragnę wyrazić mo­ją radość z tego spotkania z wami. Przypominam sobie roku 1977, kiedy jako metropolita krakowski odwiedziłem waszą archidiecezję na 50-lecie koronacji wizerunku Ostrobramskiej Matki Miłosierdzia. Archidiecezja wasza stała się bardzo znana w Polsce, bo stąd pochodzi ks. Jerzy Popiełuszko, urodzony w niedalekich Okopach. Dziś powiemy o nim, że był to kapłan z ludzi wzięty i dla ludzi całkowicie poświęcony (por. Hbr 5,1) aż do ofiary z życia. Przed chwilą została ogłoszona błogosławioną matka Bolesława Lament. Tej jedności, dla której ona żyła i pracowała, potrzebuje dziś w szczególny sposób świat, Europa, Polska, archidiecezja w Bia­łymstoku. Mieszkają tu także nasi bracia prawosławni. Szukajmy zawsze tego, co łączy, spotykajmy się w duchu ekumenicznym, módlmy się wspólnie. Czy Duch Święty nie sprawia, nie rozrzą­dza — powiedziałem w czasie pierwszej pielgrzymki, dziś pragnę powtórzyć: czy nie rozrządza Duch Święty, byśmy się spotkali w dialogu i dążyli do jedności. Niech błogosławiona matka Boles­ława wspomaga te nasze wysiłki.

Obchodzimy też dzisiaj Światowy Dzień Ekologii. Człowiek otrzymał od Boga zadanie panowania na przyrodą. To panowanie nie oznacza samowolnego mszczenia przyrody, wykorzystywania jej zasobów bez ograniczeń. Mówię to tu, na białostockiej ziemi, która należy do jednej z najpiękniejszych w Polsce, ze wspaniałą Puszczą Białowieską Ale zwracam się do wszystkich ludzi w całej Ojczyźnie, gdyż degradacja środowiska naturalnego jest coraz wię­ksza, a zagrożenie to w Polsce zdaje się być szczególnie alarmują­ce. Przyroda cierpi z powodu człowieka. Dar panowania nad przy­rodą winniśmy wykorzystywać w poczuciu odpowiedzialności, świa­domi, że jest to wspólne dobro ludzkości. Tu także chodzi o siódme przykazanie: «nie kradnij!».

Woda, powietrze, ziemia, las, zwierzęta, rośliny zostały stwo­rzone przez Boga i zasługują na szacunek ze strony człowieka. A przy okazji proszę was, pozdrówcie przynajmniej Czarną Hań­czę; dodałbym parafię w Mikaszówce, ale to już jest diecezja łom­żyńska.

Teraz pragnę zwrócić się do tych naszych braci, których ję­zykiem jest język białoruski, a którzy są tu obecni i dają o sobie znać. Niech mi przebaczą, jeśli niedobrze coś wypowiem w ich języku.

« Serdecznie i z wielką radością witam wiernych z Białorusi».

A także w języku rosyjskim, zwłaszcza, że widzę w tym języ­ku napis.

« Wiem, że Moskwa zna papieża z Rzymu. Z całego serca wi­tam i pozdrawiam wiernych przybyłych z Rosji, która wkroczyła w drugie tysiąclecie chrześcijaństwa. Znane tradycje rosyjskiego chrześcijaństwa, zapominane i odrzucane w czasie minionych po­nad 70 lat, zaczynają się ostatnio odradzać; szczególnie wśród mło­dzieży zauważa się wzrost aktywości religijnej i powrót do war­tości duchowych, które od tysiąclecia kształtowały świadomość Ro­sjan. Szczególną moją radością jest to, że w zmienionych warunkach stało się możliwe ustanowienie struktur apostolskich w Moskwie i Nowosybirsku oraz mianowanie tam biskupów. Wielkie zadania stoją przed wami i waszymi pasterzami: praktycznie wszystko trze­ba zaczynać od zera. Chcę was zapewnić, że pamiętam o was w modlitwie i polecam was wstawiennictwu Najświętszej Bogaro-dzicy i rosyjskich świętych. Wierzę, że duchowe dobra, które przy­nosi człowiekowi Kościół zarówno katolicki, jak prawosławny, będą dostępne każdemu. Nastąpi wtedy duchowe odrodzenie Rosji, które jest nieodzownym warunkiem uzdrowienia i postępu wszystkich sfer życia społecznego. Z wiarą i nadzieją na lepsze jutro przyjmij­cie moje najlepsze życzenia i błogosławieństwo».

 

VIII. PRZYKAZANIE: NIE MÓW FAŁSZYWEGO ŚWIADECTWA PRZECIW BLIŹNIEMU SWEMU

SŁOWO LUDZKIE NARZĘDZIEM PRAWDY

Homilia wygłoszona podczas Mszy św. na stadionie «Stomilu», 6 czerwca 1991 r.

1.«Ja jestem drogą i prawdą, i życiem» (J 14,6).Chrystus wypowiada te słowa w wieczerniku w przeddzień swej męki i śmierci na krzyżu. Wypowiada je do apostołów, któ­rzy wówczas byli z Nim razem. Przez apostołów wypowiada je do wszystkich — apostołowie bowiem i Kościół mieli te słowa zanieść do wszystkich ludzi i ludów.., aż na krańce ziemi.

Chrystus więc mówi do nas tu zgromadzonych — i do wszyst­kich, którzy tu, na tej ziemi warmińskiej i mazurskiej żyli kiedy­kolwiek przed nami i którzy przyjdą po nas w następnym tysiącleciu.

«Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie» (J 14,6).

Właśnie przyszedł czas, ażeby Chrystus wypowiedział tę praw­dę: dojrzał czas. Nazajutrz ogarnie Go męka i śmierć krzyżowa — a potem nastąpi zmartwychwstanie. I On sam, Syn Przedwiecz­ny, odejdzie do Ojca.

Trzeba przeto, żeby dowiedzieli się wszyscy, iż odchodząc — otwiera nam drogę, abyśmy, idąc za Nim, doszli do Ojca. Nikt nie przychodzi do Ojca, jak tylko przez Niego. On jest naszą dro­gą. Nie ma innej drogi, nie ma innego Pośrednika między Bogiema ludźmi, tylko On: Jezus Chrystus.

2.Jest Drogą i Życiem. Gdy to mówi do apostołów, wie, że cze­ka ich śmiertelna trwoga. Trwoga ta ogarnie ich za niedługo, gdybędą świadkami Jego pojmania, kaźni, agonii na Golgocie i wreszczie samej hańbiącej śmierci. I dlatego uprzedza ich lęk: «Niechsię nie trwoży serce wasze» (J 14,1). Oto bowiem rozpoczyna się

ostateczne Przejście: odkupieńcze przejście Syna do Ojca. Przejście to — czyli Pascha — prowadzi przez ofiarę Krzyża — ale: «niech się nie trwoży serce wasze (...), gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie» (J 14,3). To Przejście — Pascha Od­kupiciela świata — prowadzi przez śmierć do nowego objawienia Życia w dniu zmartwychwstania. «Przyjdę powtórnie» — przyj­dę dając świadectwo Życia, które jest we Mnie — życia, które prze­wyższa śmierć i przezwycięża, życia, które ludzkiej śmierci zadaje śmierć. To Życie jest z Boga: tylko Bóg jest Życiem. To Życie jest we Mnie. Ja jestem tym Życiem.

To Życie we Mnie jest dla was... dla was — Dwunastu i dla wszystkich, którzy przez wasze słowo uwierzą we Mnie. To Życie jest ostatecznym darem nieśmiertelnego Boga dla śmiertelnego czło­wieka. «Przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem» (J 14,3).

Gdzie? «W domu Ojca mego jest mieszkań wiele» (J 14,2). Niech się przeto nie trwoży serce wasze. Niech nie przeraża was ziemska konieczność śmierci. «Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie!» (J 14,1).

3. «Ja jestem drogą i prawdą, i życiem». W kontekście tych słów, które są nasycone najgłębszą treścią, słów, w których wyraża się absolut Boga — w kontekście tych słów nabiera pełnej wymowy ustanowienie Eucharystii, którego zapis (najdawniejszy) znajdu­jemy w Pierwszym Liście Pawła Apostoła do Koryntian: «Pan Je­zus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: 'To jest Ciało moje za was [wydane]. Czyńcie to na moją pamiątkę!'». A potem nad kielichem wina: «Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę!» (11,23-25).

Apostoł podaje prawdę o ustanowieniu Eucharystii, tak jak była ona powszechnie znana i sprawowana w pierwszym pokole­niu uczniów Chrystusa. Z kolei dodaje: «Ilekroć bowiem spoży­wacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pana głosicie, aż przyjdzie» (l Kor 11,26).

Sakrament śmierci i Zmartwychwstania Odkupiciela. Sakra­ment Jego przejścia przez Krzyż do Ojca. Sakrament Drogi i Ży­cia dla wszystkich, którzy w nim uczestniczą. Ten sakrament jest szczytem i pełnią świętej liturgii Kościoła. Jest przypomnieniem, uobecnieniem i zapowiedzią.

W nim Chrystus jest Drogą i Prawdą, i Życiem dla wszyst­kich, którzy uczestniczą... dla wszystkich.

4.Kiedy w wieczerniku powiedział: «Ja jestem prawdą», powie­dział to jako Bóg z Boga i Światłość ze Światłości — bo tylko Bóg«jest Prawdą». Równocześnie powiedział to jako Człowiek, który - sam jeden — jest «Świadkiem Wiernym» (por. Ap 1,5) całej tajemnicy Boga: całej Prawdy, która jest w Bogu. Wszelka praw­da, do której dochodzi umysł stworzony, jest tylko cząstką i od­blaskiem tej Prawdy, jaka jest w Bogu.

Prawda ta przerasta człowieka. Pamiętamy pierwszą zapo­wiedź Eucharystii — po cudownym rozmnożeniu chleba w pobli­żu Kafarnaum. Pamiętamy, jak wówczas słuchacze gotowi byli Je­zusa obwołać ziemskim królem, ale tej prawdy przyjąć nie mogli. Tak bardzo prawda Eucharystii przerastała ich wyobrażenia, ich zakres pojmowania.

To, co się stało nazajutrz po ustanowieniu Eucharystii, także przekraczało zakres ludzkiego pojmowania: ukrzyżowanie Boga, śmierć Syna Bożego na drzewie hańby.

A przecież właśnie tę śmierć mamy głosić, właśnie tę śmierć, bo przez nią objawiło się życie niczym niepokonalne. Przez nią też wypełniła się sakramentalna prawda Eucharystii — tak niepo­jęta dla człowieka.

Ja jestem Prawdą. Jako Prawda jestem Drogą i jestem Życiem.

Wierzymy w to Życie. W dniu zmartwychwstania Chrystus ostatecznie potwierdził prawdziwość całej swej mesjańskiej misji. Całego ewangelicznego orędzia. To ostateczne świadectwo stało się miarą prawdy wszystkiego. I tylko Bóg może mierzyć taką miarą.

 

5.Moje pielgrzymowanie po ziemi ojczystej związane jest w tymroku z katechezą dziesięciu przykazań. Ósme przykazanie Deka­logu w szczególny sposób wiąże się z prawdą która obowiązuje czło­wieka w obcowaniu z innymi ludźmi i w całym życiu społecznym:«Nie mów fałszywego świadectwa».

Tym przykazaniem Bóg Przymierza szczególnie daje poznać, że człowiek jest stworzony na Jego obraz i podobieństwo. Dlatego właśnie całe ludzkie postępowanie poddane jest wymogom praw­dy. Prawda jest dobrem, a kłamstwo, fałsz, zakłamanie jest złem. Doświadczamy tego w różnych wymiarach i w różnych układach.

Przypatrzmy się znaczeniu prawdy w naszym życiu publicz­nym. W odnowionej Polsce nie ma już urzędu cenzury, różne sta­nowiska i poglądy mogą być przedstawiane publicznie. Została przywrócona — jakby powiedział Cyprian Norwid — «wolność mowy» (Rzecz o wolności słowa, I., Co znaczyłaby Ludzkość, w. 54).

Wolność publicznego wyrażenia swoich poglądów jest wiel­kim dobrem społecznym, ale nie zapewnia ona wolności słowa.

Niewiele daje wolność mówienia, jeśli słowo wypowiadane nie jest wolne. Jeśli jest spętane egocentryzmem, kłamstwem, podstę­pem, może nawet nienawiścią lub pogardą dla innych — dla tych na przykład, którzy różnią się narodowością, religią albo pogląda­mi. Niewielki więc będzie pożytek z mówienia i pisania, jeśli sło­wo będzie używane nie po to, aby szukać prawdy, wyrażać praw­dę i dzielić się nią, ale tylko po to, by zwyciężać w dyskusji i obro­nić swoje — może właśnie błędne — stanowisko.

Słowa mogą czasem wyrażać prawdę w sposób dla niej samej poniżający. Może się zdarzyć że człowiek mówi jakąś prawdę po to żeby uzasadnić kłamstwo. Wielki zamęt wprowadza człowiek w nasz ludzki świat, jeśli prawdę próbuje oddać na służbę kłam­stwa. Wielu ludziom trudniej wtedy rozpoznać, że ten świat jest Boży.

Prawda zostaje poniżona także wówczas, gdy nie ma w niej miłości do niej samej i do człowieka.

W ogóle nie da się zachować ósmego przykazania — przy­najmniej w wymiarze społecznym — jeśli brakować będzie życzli­wości, wzajemnego zaufania i szacunku wobec tych wszystkich od­mienności, które ubogacają nasze życie społeczne.

Każdy podstęp wobec drugiego człowieka, każda skłonność do używania osoby ludzkiej w charakterze narzędzia, każde uży­wanie słów po to, aby wpływać na innych swoim zagubieniem mo­ralnym, swoim wewnętrznym nieporządkiem — wprowadza w życie społeczne atmosferę kłamstwa. Przez wiele lat doświadczaliśmy w wymiarze społecznym, że publicznie nie mówiono prawdy — i nie dopuszczano do jej mówienia. Istnieje przeto wielka potrzeba odkłamania naszego życia w różnych zakresach. Trzeba przy­wrócić niezastąpione niczym miejsce cnocie prawdomówności. Trzeba, by ona kształtowała życie rodzin, środowisk, społeczeń­stwa, środków przekazu, kultury, polityki i ekonomii.

Jeszcze raz wróćmy do tego przykazania w jego brzmieniu synajskim, w jego brzmieniu ewangelicznym. «Nie będziesz mówił fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu». Wydaje się, że jest to pewna sytuacja ściśle określona. Na przykład taka, w ja­kiej znalazł się Chrystus wobec sądu, gdzie powiedział: «Jeżeli źle powiedziałem udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dla­czego Mnie bijesz?» (J 18,23). Człowiek, świadek, sądzi... «Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu». Nie mów fałszywego świadectwa przeciw temu bliźniemu twemu, którym jest Jezus z Nazaretu. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw żadnemu twemu bliźniemu, żadnemu człowiekowi. Przykazanie to stwierdza zarazem, że prawda jest dobrem dla człowieka, jest dobrem dla człowieka w odniesieniach międzyludzkich, w odnie­sieniach szerszych, społecznych. Jest dobrem. Drugi człowiek ma prawo do prawdy. Człowiek ma prawo do prawdy. Czasem czło­wiek nie ma prawa do pewnej prawdy, dlatego my patrzymy z po­dziwem na ludzi, którzy wobec przemocy — na przykład w czasie okupacji — potrafili nie wydać, nie powiedzieć prawdy, ponieważ do tej prawdy nie miał prawa ten, który jej żądał, który ją wymu­szał przemocą.

Jednakże to przykazanie ma zasięg szerszy. Nie chodzi tylko o sytuację oskarżonego wobec trybunału, nie chodzi tylko o sy­tuację świadka, który mówi nieprawdę. Chodzi o sytuacje wielo­rakie, w których słowo ludzkie daje złe świadectwo. «Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu». Wciąż w róż­nych wymiarach odbywa się ten sąd nad słowem człowieka, nad słowem, które on mówi. Całe ludzkie bytowanie jest jakimś wiel­kim trybunałem. Ludzie słuchają, ludzie słyszą i albo dociera do nich prawda, albo też nie. Zwłaszcza w naszym społeczeństwie no­wożytnym, gdzie tak bardzo spotęgowały się sposoby mówienia, metody mówienia, wszystkie tak zwane środki przekazu myśli. To przecież spotęgowana ludzka mowa. Spotęgowana mowa, która albo daje świadectwo prawdzie, albo też przeciwnie. My zresztą znamy to z naszego doświadczenia i przez wiele lat byliśmy wobec tego dość dobrze zabezpieczeni. Więc jest szczególna odpowiedzial­ność za słowa, które się wypowiada, bo one mają moc świadec­twa: albo świadczą o prawdzie, albo są dla człowieka dobrem, al­bo też nie świadczą o prawdzie, są jej zaprzeczeniem i wtedy są dla człowieka złem, chociaż mogą być tak podawane, tak preparo­wane, ażeby robić wrażenie, że są dobrem. To się nazywa mani­pulacja. Więc również i to zwięzłe przykazanie Dekalogu otwiera człowieka, otwiera ludzkie społeczeństwa na cały szereg różnych wymiarów egzystencjalnych. Bo człowiek bytuje w pewien sposób w związku ze świadectwem, jakie otrzymuje i jakie przyjmuje. Chrystus był na to bardzo wrażliwy. Bardzo nas przed tym prze­strzegał. «Nie sądźcie, byście nie byli sądzeni» (Mt 7,1). To są właśnie takie wymowne słowa, które wskazują, jak delikatny, jak odpowiedzialny jest ten rejon prawdy i nieprawdy w życiu ludz­kim, jak on wiele może kosztować.

Przecież wiemy, że istnieje chociażby taka zwyczajna, potocz­na obmowa. Niby mówi się prawdę, ale się szkodzi drugiemu czło­wiekowi. A więc przykazanie jest precyzyjne, kiedy mówi o świa­dectwie przeciw bliźniemu twemu. Istnieją różne formy zniesła­wiania człowieka, czasem robi się to po cichu, z ukrycia, a czasem bardzo jawnie.

Istnieje wreszcie oszczerstwo, to znaczy mówi się o człowie­ku drugim źle i nieprawdę. To jest szczególna postać niszczenia prawdy, szczególna postać przekraczania tego przykazania, które zobowiązuje nas do dawania świadectwa. Chrystus zobowiązał uczniów do dawania świadectwa: «Będziecie moimi świadkami» (Dz 1,8). Będziecie świadkami prawdy. To świadectwo będzie was kosztować, tak jak kosztowało mnie. Przecież pamiętamy, że na tym ostatecznym, dramatycznym także i po ludzku trybunale, Chrystus przed Piłatem zapytany czy jest królem, odpowiedział: «Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie» (J 18,37). A jeżeli czytamy Ewangelię, je­żeli ją wciąż czytamy i wciąż nad nią myślimy, to uświadamiamy sobie, że ta sprawa między prawdą a kłamstwem, między świadec­twem prawdy, świadkami prawdy a ojcem kłamstwa, jest jakąś spra­wą pierworodną i podstawową. Człowiek jest wolny, człowiek jest wolny także, ażeby mówić nieprawdę. Ale nie jest naprawdę wol­ny, jeżeli nie mówi prawdy. Chrystus daje na to jasną odpowiedź: «Prawda was wyzwoli» (J 8,32). Życie ludzkie jest więc także dą­żeniem do wolności przez prawdę. To jest bardzo ważne w epoce, którą przeżywamy. Bo zachłystujemy się wolnością, wolnością słowa i różnymi innymi wolnościami, które z tym się wiążą. Zachłystu­jemy się tą wolnością, której przedtem nam odmawiano, tak jak zresztą i wolności religijnej, choć w Polsce nie było pod tym wzglę­dem najgorzej. Ale równocześnie zapominamy o tym wymiarze pod­stawowym, że nie ma prawdziwej wolności bez prawdy. Tylko prawda czyni wolnymi.

Przed czterema laty mówiłem, że czeka nas praca nad pracą. Dziś czeka nas wielka praca nad mową, jaką się posługujemy. Ogromna praca. Nasze słowo musi być wolne, musi wyrażać na­szą wewnętrzną wolność. Nie można stosować środków przemo­cy, ażeby człowiekowi narzucać jakieś tezy. Te środki przemocy mogą być takie, jakie znamy z przeszłości, ale w dzisiejszym świe­cie także i środki przekazu mogą stać się środkami przemocy, je­żeli stoi za nimi jakaś inna przemoc, niekoniecznie przemoc fizycz­na. Jakaś inna przemoc, jakaś inna potęga. Słowo ludzkie jest i po­winno być narzędziem prawdy.

«Prawda was wyzwoli» — powiedział Chrystus. Tak — «prawda was wyzwoli». To jest dopowiedzenie do ósmego przy­kazania.

Starajmy się odnaleźć pełne znaczenie i wartość prawdy: praw­dy, która wyzwala oraz wolności przez prawdę. Poza prawdą wol­ność nie jest wolnością. Jest pozorem. Jest nawet zniewoleniem.

6. A od tej prawdy, jaką czyni człowiek, jaką stara się kształto­wać swe życie i współżycie z innymi, prowadzi droga do Prawdy, którą jest Chrystus. Prowadzi droga do wolności, do której Chrys­tus nas wyzwolił.

Taka jest perspektywa naszych czasów. Pomiędzy wolnością, do której Chrystus nas wyzwolił i stale wyzwala, a odejściem od Chrystusa w imię tak często bardzo głośno propagowanej wolnoś­ci. Wolność, do której Chrystus nas wyzwolił, to jedna droga. Dru­ga droga to wolność od Chrystusa. Bo często się tutaj stosuje słowa pozorne, mówi się «klerykalizm», «antyklerykalizm», a na dnie chodzi o to jedno: wolność, do której Chrystus nas wyzwolił, czy też wolność od Chrystusa? To są dwie drogi, którymi idzie i pój­dzie na pewno Europa. Europa ma szczególne związki z Chrystu­sem, tu się zaczęła ewangelizacja, ale tu także zrodziły się i stale się rodzą różne programy i postaci odchodzenia od Chrystusa. I przed nami również otwiera się ta dwoistość, ta alternatywa. Wol­ność, do której Chrystus nas wyzwala, wolność przez prawdę. Al­bo też wolność od Chrystusa.

Pierwsza to droga Ewangelii i Eucharystii.

Niech nigdy nie zabraknie jednej i drugiej w życiu ludu Bo­żego, który przez tę piękną ziemię pełną lasów i jezior pielgrzy­muje do wiecznych przeznaczeń. Niech nigdy nie zabraknie Ewan­gelii i Eucharystii. «To jest wolą Ojca (...), aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A Ja go wkrzeszę w dniu ostatecznym» (J 6,40).

Drodzy Bracia i Siostry, jeszcze przed końcowym błogosła­wieństwem pragnę pozdrowić wszystkich obecnych zarówno z die­cezji warmińskiej, jak również licznie przybyłych pielgrzymów spoza jej granic.

Jakże bogata w tradycje jest wasza ziemia, to dziedzictwo świę­tych męczenników: Wojciecha i Brunona z Kwerfurtu; dziedzic­two błogosławionej Doroty z Mątowów i Sługi Bożego kard. Sta­nisława Hozjusza. Wasi ojcowie przybyli na ziemię Warmii, Ma­zur i Powiśla z różnych stron i z «wszelkich narodów», z dawnch kresów II Rzeczypospolitej, z dalekich stepów Kazachstanu, z po­bliskich Kurpi, Mazowsza i z innych rejonów Polski. Świadectwem tułaczki i wędrowania jest cudowny obraz Chrystusa Miłosierne­go Tarnorudzkiego, który towarzyszył wiernym z dalekiego Podo­la i doznaje obecnie czci w sanktuarium z Zielonce Pasłęckiej. W kościołach i waszych domach często towarzyszy wam obraz Mat­ki Bożej Miłosierdzia, Tej, «co w Ostrej świeci Bramie». Ta zie­mia dla wielu była miejscem przeznaczenia i niepewnego jutra. Stała się ona nową ojczyzną dla naszych braci z Ukrainy i Łemków, którzy ubogacili ją swoją kulturą, językiem, a przede wszystkim właś­ciwym swojemu obrządkowi sposobem oddawania czci Bogu w Trójcy Jedynemu oraz Bogarodzicy.

Warmia była zawsze wierna Bogu i Kościołowi katolickiemu, zasługując na szczytne miano Świętej Warmii. Świadczą o tym licz­ne kościoły, kaplice i krzyże przydrożne, kult Męki Pańskiej, w szczególności cześć oddawana Matce Najświętszej w Gietrzwałdzie, Świętej Lipce, Krośnie i Stoczku Warmińskim.

Dziękuję dzisiaj Bogu za Kościół na Warmii, za to, że ten Kościół żyje, a widocznym tego znakiem jest wzrost powołań kap­łańskich, powstanie nowych instytutów przygotowujących kate­chetów świeckich i zakonnych. Praca biskupów, kapłanów i ludzi świeckich czyni ten Kościół mocnym i dojrzałym. Mam na myśli wiernych obrządku łacińskiego i bizantyńskiego. W tym miejscu pragnę wspomnieć poprzedników obecnego ordynariusza, bpa To­masza Wilczyńskiego, bpa Józefa Drzazgę i bpa Jana Obłąka, którzy przez długie lata przewodzili Kościołowi warmińskiemu, a także bpa Józefa Glempa, który stąd przeszedł na stolicę prymasowską. Wreszcie kapłanem waszej diecezji jest też obecny nuncjusz apos­tolski w Warszawie.

Ziemia wasza była także świadkiem walki o uwolnienie naro­du z pęt systemu totalitarnego. Przecież protest robotniczy Wy­brzeża w 1970 r. poparli także robotnicy Elbląga.

Niech to wielkie dziedzictwo waszych ojców, jakim jest wia­ra i umiłowanie Kościoła, będzie dla was siłą, a zarazem zachętą do trwania w wierności Bogu i Ojczyźnie.

W tym też duchu wyrażamy wdzięczność naszym gościom, poczynając od Arcybiskupa hiszpańskiej Saragossy, który konce­lebruje z nami: naszym sąsiadom z zachodu, Biskupom niemieckim: z Moguncji Przewodniczącemu Konferencji Episkopatu Niemiec, a także Biskupom z Augsburga i Berlina. Ten ostatni zresztą uro­dzony jest na tych ziemiach, a przybyli z nim Warmiacy, pielgrzymi z Niemiec z Wizytatorem Apostolskim. Idąc dalej na zachód dzię­kujemy pielgrzymom z Francji, z Compiegne, które łączy trwała przyjaźń z Olsztynem i wreszcie pielgrzymom z Kanady, z Toronto.

Jest dla nas rzeczą bardzo wymowną i przejmującą, że w tej Mszy św. uczestniczyli liczni członkowie oddziału olsztyńskiego Związku Sybiraków, członkowie Związku Byłych Więźniów Po­litycznych z Okresu Stalinowskiego oraz Światowego Związku Żoł­nierzy Armii Krajowej, zwłaszcza z Wileńszczyzny, ziemi grodzień­skiej i z Wołynia.

Wyrażam podziękowanie przedstawicielom rządu, ministrom Rzeczypospolitej, jak też wojewodom z Olsztyna, z Elbląga i Su­wałk; wyrażam nade wszystko moje podziękowanie wam wszyst­kim, tutaj zgromadzonym, temu wielkiemu zgromadzeniu warmiń­skiemu, temu wielkiemu zgromadzeniu eucharystycznemu z całej Warmii, ze wszystkich stron. Jest nawet coś w ukształtowaniu wi­zualnym tego zgromadzenia, co mówi o Warmii, bo zgromadze­nie rozłożyło się na pagórkach, tak jak na pagórkach rozłożona jest wasza ziemia warmińska pośród tylu jezior. Jakże wam dziękuję za tę intuicję organizacyjną, za tyle troski, umiłowania, artyzmu włożonych w przygotowanie naszego spotkania. A to spotkanie ma dla mnie także szczególne znaczenie, mam bowiem dług wdzięcz­ności wobec tej ziemi, która tyle razy, przez tyle lat udzielała mi schronienia, odpoczynku, dawała mi możliwość nabrania sił wew­nętrznych, uspokojenia. Jest to wielkie dobrodziejstwo tej ziemi, tych lasów, tych jezior, z którego korzystałem i które na pewno do dzisiaj jeszcze mi pomaga. Dziękuję więc Warmi za to wszyst­ko co było i za to co jest. Kiedyś w przeszłości kapituła warmiń­ska wybrała na biskupa we Fromborku Eneasza Piccolomini, któ­ry tego wyboru wprawdzie nie przyjął, ponieważ został wybrany papieżem jako Pius II. Jest to wydarzenie z dalekiej przeszłości, które kiedyś przypominałem, nawiedzając Warmię jako biskup i kardynał z Krakowa. Tym razem natomiast stoi przed wami pa­pież, który naprawdę bardzo wiele zawdzięcza Warmii, bardzo wie­le zawdzięcza tej przyrodzie i bardzo wiele zawdzięcza ludziom tego kraju.

Niech Bóg zachowa ten wielki skarbiec pięknej przyrody war­mińskiej, pojezierza, lasów. Nie pozwólcie go nigdy w żaden spo­sób zniszczyć czy nawet uszkodzić, bo to jest wielkie dobrodziej­stwo. I niech Bóg zachowa ludzi żyjących wśród tej przyrody. Niech zachowa ludzi, ich ciała i dusze, ich serca i sumienia, niech im poz­woli żyć w prawdzie, bo takie jest powołanie człowieka: żyć w praw­dzie! Teraz, udzielając błogosławieństwa na zakończenie naszej eucharystycznej celebracji, pragnę tym błogosławieństwem również podziękować za wszystko dobro, którego od waszej ziemi i jej mieszkańców, od waszego Kościoła doznałem w ciągu wszyst­kich lat mojego życia.

 

IX. PRZYKAZANIE: NIE POŻĄDAJ ŻONY BLIŹNIEGO SWEGO

NIE POZWÓL SIĘ UWIKŁAĆ SIŁOM POŻĄDANIA, KTÓRE SĄ W TOBIE JAKO «ZARZEWIE GRZECHU»

Homilia wygłoszona podczas Mszy św. odprawionej na lotnisku Aeroklubu, 7 czerwca 1991 r.

«Jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok» (J 19,34).

Drodzy Bracia i Siostry,

1. Kościół powraca dzisiaj do Wielkiego Piątku. Uroczystość Ser­ca Jezusa jest jakby wielkim dopowiedzeniem i głębokim komen­tarzem do wydarzeń wielkopiątowych. Zapis Ewangelii św. Janaodnosi się do samego zakończenia tych wydarzeń. Żołnierze wy­słani przez Piłata sprawdzają, czy skazańcy na Golgocie już nie żyją. Chrystus już nie żyje. Aby to stwierdzić, jeden z żołnierzyzadaje cios włócznią — i wówczas z przebitego boku «wypłynęła krew i woda» (J 19,34). Było to sprawdzianem śmierci.

Ewangelista nie mówi o sercu — ale to właśnie ludzkie serce Ukrzyżowanego zostało przebite: stąd właśnie ten upływ krwi i wody, który oznacza, że Jezus Nazareński już nie żyje. Stało się to w Wielki Piątek w godzinach przedwieczornych. Prawo rytual­ne domagało się tego, aby ciała ukrzyżowanych nie pozostawały na krzyżu w dzień paschalnego szabatu, który był największym świętem Izraela.

2. Do tego opisu ewangelista dodaje dwa zdania, które mająświadczyć o wypełnieniu się proroctw Starego Przymierza.Oto Pismo mówi: «kość jego nie będzie złamana» (J 19,36;por. Wj 12,46), i tak też stało się w odróżnieniu od dwóch innych ukrzyżowanych. Pismo mówi także: «Będą patrzeć na Tego, któ­rego przebili» (J 19,37; por. Za 12,10).

Będą patrzeć na Ukrzyżowanego. Będą wpatrywać się w Je­go Serce. W tych słowach zawiera się klucz do tajemnicy, która stoi w centrum dzisiejszej uroczystości. Ale nie tylko. Klucz do dziejów duszy wielu ludzi, którzy poprzez tę otwartą ranę w boku ukrzyżowanego Chrystusa, widoczną na zewnątrz, docie­rają do tego, co jest ukryte dla wzroku. Patrzą na Jego Serce. Wpa­trują się w Jego Serce.

Iluż takich ludzi, zapatrzonych w Serce Odkupiciela, prze­szło przez tę nadwiślańską ziemię, przez to biskupie miasto?

Czy takim człowiekiem nie był bł. opat Bogumił, późniejszy arcybiskup gnieźnieński, a z kolei pustelnik, czy też bl. Jolanta, księżna piastowska, oboje w odległych stuleciach? A w tym na­szym trudnym wieku XX, czy takim człowiekiem nie był Maksy­milian Maria Kolbe i bp Michał Kozal? Czy nie był nim wielki Prymas Tysiąclecia, kard. Stefan Wyszyński? A przed nim jesz­cze — ci wszyscy męczennicy obozów hitlerowskich, w których diecezji włocławskiej wypadło zapłacić szczególnie wysoką cenę krwi? Samych tylko kapłanów zginęło podczas ostatniej wojny aż 220, co stanowiło ponad połowę duchowieństwa waszej diecezji.

Wpatrywali się oni wszyscy w to przebite na krzyżu Serce — i znajdowali nadludzką moc, ażeby dawać Mu świadectwo ży­cia i śmierci. Serce, które jest źródłem życia i świętości.

3. To Serce kryje w sobie na sposób ludzki tajemnicę odwiecz­nej Bożej miłości. Tę tajemnicę, którą głosi Apostoł w Liście do Efezjan: «niezgłębione bogactwo Chrystusa, (...) wykonanie ta­jemniczego planu, ukrytego przed wiekami w Bogu, Stwórcy wszechrzeczy» (3, 8-9).

Jaki to plan? Jakie bogactwo? Odpowiada liturgia dzisiejsza słowami Księgi proroka Ozeasza. Przede wszystkim tym jednym słowem: «miłość» — «umiłowałem». «Miłowałem Izraela, gdy jesz­cze był dzieckiem, (...) uczyłem chodzić Efraima, na swe ramiona ich brałem (...) pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to wię­zy miłości» (Oz 11,1. 3-4). Boska miłość — ludzkie więzy. I ludz­ki wyraz tej Boskiej miłości na podobieństwo rodzica lub rodzi­cielki, która «podnosi do swego policzka niemowlę, schyla się ku niemu i karmi» (Oz 3,4).

Serce przebite na krzyżu — Serce Syna Jednorodzonego — jest dojrzałym owocem tej odwiecznej miłości Boga do człowieka.

W Nim pozostaje wypisana na zawsze ta prawda z Listu Janowe­go: Bóg pierwszy «nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy» (l J 4,10). Nie ma miłości większej niż ta: nie ma miłości większej niż ta, która życie daje za drugich (por. J 15,13). Nie ma miłości większej niż ta, która na końcu ob­jawia się w Sercu przebitym włócznią setnika na Golgocie. «Moje serce (...) się wzdryga i rozpalają się moje wnętrzności. Nie chcę, aby wybuchnął płomień mego gniewu » (Oz 11, 8-9). Tak. Ten pło­mień gniewu wybuchnął i strawił Serce Syna. A w Sercu Syna ten Boży płomień pozostał dla każdego człowieka nie jako płomień nisz­czącej kary, ale jako płomień odnawiającej miłości.

W ten sposób Bóg-Miłość trwa w dziejach ludzkości, w dzie­jach wewnętrznych każdego z nas: «pośrodku ciebie jestem Ja — Święty, i nie przychodzę żeby zatracać» (Oz 11,9). Serce Jezusa, przebłaganie za grzechy nasze — Serce Jezusa, źródło życia i świętości.

4. Trzeba, abyśmy idąc po śladach tylu synów i córek tej kujaw­skiej ziemi, tego biskupiego miasta, wpatrywali się w to Boskie Serce. Z niego płynie «wzmocnienie siły wewnętrznego człowie­ka jak uczy Apostoł w Liście do Efezjan (3,16).

Znajduje się tutaj zarazem odpowiedź na tyle słabości i grze­chów ludzi współczesnych, którzy nie żyją życiem wewnętrznym. Żyją zewnętrznie. Żyją zmysłami, żyją odruchem instynktów.

Idąc za przykazaniami Dekalogu, które wytyczają program mojego pielgrzymowania tym razem, należy tutaj przywołać na pa­mięć przykazanie dziewiąte: «Nie pożądaj żony bliźniego twego». Nie tylko «nie cudzołóż », ale też «nie pożądaj». Nie daj się uwik­łać wszystkim tym siłom pożądania, które drzemią w tobie jako « zarzewie grzechu ». Nie daj się opanować «człowiekowi cielesne-mu» (por. l Kor 3,3). «Jeżeli będziecie żyli wedle ciała — pisze Apostoł — czeka was śmierć» (Rz 8,13).

Ciało samo nie ma innej perspektywy — tylko duch ją ma. «Jeżeli zaś przy pomocy Ducha uśmiercać będziecie popędy ciała — będziecie żyli» (Rz 8,13). A siły ducha są w człowieku. I działa też w sercach ludzkich miłość, która jest z Ducha Świętego.

A zatem — podjąć to, co każdy z nas ma w sobie z ducha i z Ducha Świętego. Nie dać się też uwikłać całej tej cywilizacji pożądania i użycia, która panoszy się wśród nas i nadaje sobie naz­wę europejskości, panoszy się wśród nas, korzystając z różnych środków przekazu i uwodzenia. Czy jest to cywilizacja — czy ra­czej antycywilizacja? Kultura — czy raczej antykultura? Tu trze­ba wrócić do elementarnych rozróżnień. Przecież kulturą jest to, co czyni człowieka bardziej człowiekiem. Nie to, co tylko «zuży­wa» jego człowieczeństwo.

5. Wróćmy jeszcze do czytań dzisiejszej liturgii. Czytamy w Liście do Efezjan: «zginam kolana moje przed Ojcem (...), aby według bogactwa swej chwały sprawił w was przez Ducha swego wzmoc­nienie siły wewnętrznego człowieka» (Ef 3,14.16).

Czyż nie dotykamy tu samych podstaw ludzkiej kultury?

U początku jest Bóg — jest Ojciec, który stwarzając człowie­ka na swój obraz i podobieństwo, czyni go wrażliwym na działa­nie Ducha: Ducha Prawdy, Dobra i Piękna. To są przecież te od­wieczne wymiary wszelkiej kultury i każdej z ludzkich kultur. Także i naszej, polskiej — tej, która stanowi o nas poprzez stulecia na­szych dziejów.

A dalej pisze Apostoł: «Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach; abyście w miłości wkorzenieni i ugruntowani, (...) zdołali ogarnąć duchem (...) i poznać miłość Chrystusa, prze­wyższającą wszelką wiedzę, abyście zostali napełnieni całą Pełnią Bożą» (Ef 3,17-19).

A więc: u początku Ojciec i Stwórczy Duch — a w samym sercu ludzkich poczynań i dążeń ludzkiej twórczości i pracy: Chrys­tus. Miłość Chrystusa, która pozwala człowiekowi «przewyższać» samego siebie. Stanisław, wasz rodak z Rostkowa w diecezji płoc­kiej, zwykł był mawiać: «do wyższych rzeczy jestem stworzony». Miał świadomość, że człowiek jest sobą, gdy gotów jest siebie prze­wyższać. Wypowiedział tę samą prawdę w swoim prostym, mło­dzieńczym języku, co wielki Pascal.

Wraz z wszystkimi przeto, którzy przeszli przez tę nadwi­ślańską ziemię, wraz z księdzem Jerzym, który nieopodal stąd zna­lazł męczeńską śmierć na wiślanym spiętrzeniu, zginam moje ko­lana przed Ojcem i proszę o «wzmocnienie siły człowieka we­wnętrznego », proszę o wzmocnienie siły człowieka wewnętrznego dla wszystkich synów i córek mojej Ojczyzny u progu czasów, które nadeszły — i które idą.

«Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serce moje według ser­ca Twego ». Tak może mówić człowiek do Boga, który stał się czło­wiekiem, który jako Człowiek nosi całą pełnię bóstwa i całą nie­zmierzoną głębię tajemnicy powołania człowieka w Bogu, w tym właśnie ludzkim sercu. Nosi też w tym ludzkim sercu, na końcu przebitym włócznią całą tajemnicę ceny, wartości, jaką ma czło­wiek, całą tajemnicę odkupienia.

A cóż to jest odkupienie, jak nie przywrócenie wartości. Nie jest przywracaniem wartości człowiekowi spychanie go do tego wszystkiego, co zmysłowe, do tych wszystkich rodzajów pożąda­nia, do tych wszystkich ułatwień w dziedzinie zmysłów, w dzie­dzinie życia seksualnego, w dziedzinie używania. Nie jest to dźwi­ganiem człowieka, nie jest miarą kultury, nie jest miarą europej­skości, na którą tak często powołują się niektórzy rzecznicy naszego «wejścia do Europy ».

Przede wszystkim my wcale nie musimy do niej wchodzić, bo my w niej jesteśmy. Pierwszy premier III Rzeczypospolitej mówił to w Radzie Europejskiej w Strasburgu, że w jakiś sposób zawsze byliśmy i jesteśmy w Europie. Nie musimy do niej wchodzić, po­nieważ ją tworzyliśmy, i tworzyliśmy ją z większym trudem, ani­żeli ci, którym się przypisuje albo którzy sobie przypisują patent na europejskość, na wyłączność.

A co ma być kryterium wolności? Jaka ma być ta wolność? Czy to ma być na przykład wolność odbierania życia nienarodzo­nemu dziecku?

Moi drodzy Bracia i Siostry, ja pragnę jako Biskup Rzymu zaprotestować przeciwko takiemu kwalifikowaniu Europy, Euro­py Zachodniej. To obraża ten wielki świat kultury, kultury chrześ­cijańskiej, z któregośmy czerpali i któryśmy współtworzyli, ...tak­że za cenę naszych cierpień. Tu, na tej ziemi kujawskiej, tu, w tym mieście męczenników to musi być powiedziane głośno. Kulturę eu­ropejską tworzyli męczennicy trzech pierwszych stuleci, tworzyli ją także męczennicy na wschód od nas — i u nas w ostatnich dzie­sięcioleciach. Tak! Tworzył ją ksiądz Jerzy.

On jest patronem naszej obecności w Europie za cenę ofiary z życia, tak jak Chrystus. A Chrystus ma prawo obywatelstwa w świecie, ma prawo obywatelstwa w Europie, dlatego, że dał swoje życie za nas wszystkich. Ma prawo obywatelstwa wśród nas i wśród wszystkich narodów tego kontynentu i całego świata, przez swój krzyż.

Oto tajemnica Serca, które przebodli, tajemnica serca, w które się wpatrywali. To są ci wielcy pionierzy Europy w przeszłości i na przyszłość taką miarę europejskości przyjmujemy, taką miarę europejskości pragniemy podjąć i kontynuować i nie pozwolimy sobie zaniżyć tej miary.

Tak, oczywiście, Europa to są także dzieje wielkich kryzy­sów. Dzieje kryzysu europejskiego, który ma wiele korzeni, który trwa i rozwija się i w naszych czasach ma także swój dalszy ciąg. W tym stuleciu ma niestety tragiczny dalszy ciąg. To przecież w tym stuleciu stworzono światopogląd, w imię którego człowiek może odbierać życie drugiemu człowiekowi dlatego, że jest innej rasy; ponieważ należy do określonej grupy etnicznej, ponieważ jest Żydem, ponieważ jest Cyganem, ponieważ jest Polakiem. Rasa pa­nów i rasa niewolników. A potem znowu mit klasy.

To wszystko jest także dziedzictwo europejskie, ale z tego się mamy wyzwalać! Europa potrzebuje Odkupienia!

Uroczystość Serca Bożego jest uroczystością odkupienia Eu­ropy, odkupienia świata, odkupienia Europy dla świata. Świat po­trzebuje Europy odkupionej.

Moi drodzy, darujcie te słowa gorące, może to dlatego, że dzień jest trochę chłodny, ale jest też genius lód, bo jest to miej­sce przedziwne. Miejsce to — Włocławek — może nie tak bardzo znane na świecie, w Europie, nosi w sobie ten przedziwny zapis w naszym stuleciu, który jest jak gdyby odpowiedzią na tamten zapis całej cywilizacji nienawiści, śmierci, całej cywilizacji śmier­ci. Nosi zapis cywilizacji życia, życia przez śmierć, tak jak Chrys­tus, tak jak serce Boże. Jego ostatnim jakby świadkiem, świadkiem tego zapisu jest właśnie ksiądz Jerzy. Nie wolno go traktować, niech Bóg broni — nie myślę, żeby ktokolwiek tak to widział lub pró­bował interpretować — nie wolno go traktować tylko jako sługę pewnej sprawy w porządku politycznym, chociaż była to sprawa do głębi etyczna. Trzeba go widzieć i czytać w całej prawdzie jego życia. Trzeba go czytać od strony tego wewnętrznego człowieka, o którego prosi Apostoł w Liście do Efezjan. Tylko ten właśnie człowiek wewnętrzny mógł być świadkiem; takim świadkiem na­szych trudnych czasów, naszego ostatniego dziesięciolecia, jakim był.

Wraz z wszystkimi — powtarzam tu wypowiedziane już wcze­śniej słowa — wraz z wszystkimi, którzy przeszli przez tę nadwi­ślańską ziemię, wraz z księdzem Jerzym, zginam moje kolana przed Ojcem: proszę o «wzmocnienie siły człowieka wewnętrznego», bła­gam o «wzmocnienie siły człowieka wewnętrznego» dla wszystkich synów i córek tej ziemi, mojej Ojczyzny, teraz, u progu czasów, które nadeszły i które idą!

AKT POŚWIĘCENIA DIECEZJI WŁOCŁAWSKIEJ NAJŚWIĘTSZEMU SERCU PANA JEZUSA

W dniu, w którym Kościół wskazuje nam Miłość objawioną w znaku przebitego boku Pana naszego Jezusa Chrystusa, rozpię­tego na krzyżu, z którego wypłynęła krew i woda, w obecności biskupów, kapłanów i diakonów oraz zebranych tutaj wiernych, poświęcam diecezję włocławską wraz z całą powierzoną mi owczar­nią Najświętszemu Sercu Jezusowemu, aby na zawsze pozostała «wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świę­tym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym» (l P 2,9).

Dziękując Tobie, Panie Jezu Chryste, za to, że «objawiłeś nam imię Ojca» (por. J 17,26) i że za nas «wydałeś się w O£ierze» (por. J 17,19), przyrzekamy Ci bezgraniczną wierność i prosimy o Twą łaskę, abyśmy nadal mogli służyć Tobie w tym samym du­chu i z tą samą gorliwością jak nasi ojcowie.

Przez wstawiennictwo Tej, która stała pod Krzyżem, Dzie­wicy Maryi, i przed Krzyżem, na którym Ty, o Jezu Chryste, da­rowałeś nam skarby swojego otwartego Serca, prosimy z całej głę­bi naszego istnienia: «Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serca nasze według serca Twego». Amen.

Jeszcze przed końcowym błogosławieństwem pragnę pozdrowić wszystkich obecnych pielgrzymów przybyłych na to zgroma­dzenie eucharystyczne.

Dziękujemy dzisiaj Boskiemu Sercu za całą tę trudną, ale jakże bogatą przeszłość Kościoła na Kujawach. Chrześcijaństwo znalaz­ło tu dobrą glebę dla swego rozwoju i wzrostu. W tym środowisku bardzo szybko dojrzała idea Soboru Trydenckiego, czego dowo­dem jest seminarium duchowne — jedno z najstarszych w Polsce.

Wasza diecezja zapłaciła ogromną cenę za swą wierność Bo­gu i Stolicy Apostolskiej: w czasie reformacji, zaborów i wojen świa­towych. Nie sposób tu wyliczyć wszystkich, który złożyli życie w obronie wiary i dzisiaj cieszą się chwałą męczeństwa. Obficie w tej diecezji rozlała się krew i woda z przebitego boku Chrystusa.

Wasi pradziadowie i ojcowie szukali u Jezusa pociechy i po­krzepienia. Chrystusowe «żal Mi ludu» (por. Mk 8,2) pulsowało w sercach kapłanów. Spośród nich pragnę wymienić choćby ks. Wacława Blizińskiego — twórcę wzorowej wsi Lisków koło Ka­lisza, który tysiącom ludzi «uchylił nieba i chleba».

Pragnę także wymienić ks. Idziego Radziszewskiego, szcze­gólnego sługę Kościoła poprzez posłannictwo teologa. W tej dzie­dzinie świadectwo Kościoła włocławskiego ma osobną kartę w dzie­jach Kościoła na naszych ziemiach. Stąd się poczęła odnowa teo­logiczna, która potem znalazła swoje ujście w Katolickim Uniwersystecie Lubelskim. Dzisiaj doceniamy w sposób szczegól­ny ten proces odnowy i musimy ze czcią pochylić głowy wobec tych, którzy byli jego pionierami, jak ks. Idzi Radziszewski i któ­rzy stąd właśnie, z tej diecezji wyszli.

Na tych wszystkich drogach waszego życia towarzyszyła wam zawsze Maryja, którą czcicie w licznych sanktuariach rozsianych po całej diecezji. To właśnie tutaj znalazł gościnę obraz Matki Bo­żej Nieustającej Pomocy, przybyły ze Lwowa, który dzisiaj uro­czyście otrzymał korony papieskie. Polecam Sercu Bożemu całą przyszłość diecezji włocławskiej. Oddaję was w matczyne ręce Bo-garodzicy oraz pod opiekę św. Józefa z Kalisza. Wasza diecezja włocławska jest szczególnym środowiskiem czci św. Józefa oraz teo­logii św. Józefa.

Pragnę jeszcze dać wyraz wdzięczności za obecność wszyst­kich, którzy w tej Eucharystii uczestniczą: oprócz Episkopatu Polski, z księdzem Prymasem i karynałami są goście z Watykanu, prócz tego bardzo nam drodzy goście w osobach abpa z Mińska oraz abpa Kondrusiewicza z Moskwy i abpa Mariana Jaworskiego ze Lwowa; goście ze Stanów Zjednoczonych reprezentujący tamtej­szą Polonię i Kościół polonijny z Chicago; przedstawiciele rządu Rzeczypospolitej Polskiej i Kancelarii Prezydenta, parlamentarzyś­ci: posłowie i senatorowie z województw włocławskiego, koniń­skiego, kaliskiego, sieradzkiego, a także z Torunia i Bydgoszczy; władze państwowe administracyjne: panowie wojewodowie, przed­stawiciele samorządów i prezydenci miast; przedstawiciele « Soli­darności» oraz poczty sztandarowe różnych organizacji i stowa­rzyszeń; seminaria duchowne z Włocławka, z Lądu: księży salez­janów ze Zduńskiej Woli: księży orionistów z Kazimierza Biskupiego — misjonarzy Świętej Rodziny, także seminarium pry­masowskie z Gniezna, oraz seminarium z Pelplina. I jeszcze inne grupy, które pragnę wymienić mianowicie: przedstawiciele Drogi Neokatechumenalnej, Stowarzyszenie Rodzin Katolickich, Studium Teologiczne z Łodzi, przedstawiciele Uniwersytetu Ludowego im. ks. Blizińskiego, przedstawiciele Instytutu Wyższej Kultury Religijnej w diecezji włocławskiej, Prymasowski Instytut Kultury Chrześcijańskiej w Bydgoszczy, Katolickie Liceum Ogólnokształ­cące z Bydgoszczy, dzieci i młodzież niepełnosprawna; inni jesz­cze goście to przede wszystkim przybysze z sąsiedniej diecezji z Gniezna, Poznania, Pelplina, Lodzi i Częstochowy wraz ze swymi biskupami i duszpasterzami; grupa zorganizowana przez księży ma­rianów z Detroit, wraz z abpem Adamem J. Maidą; wreszcie gru­pa pielgrzymkowa Polaków z Wilna.

No i chyba na końcu podziękujemy deszczowi, że dopiero nie­co później zaczął padać.

 

X. PRZYKAZANIE: ANI ŻADNEJ RZECZY, KTÓRA JEGO JEST

NIE WOLNO DĄŻYĆ DO DÓBR MATERIALNYCH Z POGWAŁCENIEM PRAWA MORALNEGO

Homilia wygłoszona podczas Mszy św. odprawionej na stadionie OSIR- u, 7 czerwca 1991 r.

1. «Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem» (Mt 11,29).

Kościół cały wsłuchuje się dzisiaj w te słowa, którymi Chrys­tus objawia tajemnicę swego Serca. «Uczcie się ode Mnie» — mó­wi, a słowa te znaczą, że On sam jest naszym Nauczycielem, na­szym Mistrzem. Nie tylko przez wszystko, co czynił i mówił. Jest naszym Nauczycielem i Mistrzem przede wszystkim przez to, kim był. A kim był Jezus Chrystus — to wyraża się w sposób szczegól­ny w Jego Sercu.

To, kim był — stanowi niezgłębioną tajemnicę. «Nikt (...) nie zna Syna, tylko Ojciec» — mówi Jezus (Mt 11,27). A równo­cześnie «kto widzi Syna, ten widzi i Ojca» (por. J 14,9), bo tylko «Syn zna Ojca» (por. Mt 11,27). Z kolei zaś zna Ojca również «każdy, któremu Syn zechce objawić» (por. tamże). Tak więc klu­czem naszego poznania Boga jest Chrystus: Syn Boży i Syn Czło­wieczy, a w centrum tego poznania jest Serce.

W dniu dzisiejszym Kościół cały oddaje temu Sercu cześć li­turgiczną. Raduję się, że dane mi jest w tym dniu odwiedzić Płock, jedną ze stolic piastowskich naszego kraju, a zarazem prastarą sto­licę biskupią.

Iluż to ludzi, synów i córek polskiego Mazowsza w ciągu stu­leci uczyło się tutaj Bożej i ludzkiej prawdy od Chrystusa, obcując z wewnętrzną tajemnicą Jego Serca. W dalekich stuleciach, jak św. Stanisłwa Kostka z Rostkowa — i w naszych czasach, w tym wieku XX, który zapisał się szczególnym świadectwem wyznaw­ców i męczenników.

2. «Uczcie się ode Mnie».

Ta prawda, której nade wszystko mamy się uczyć od Chrys­tusa — to prawda miłości. Serce Odkupiciela objawia nam praw­dę miłości, która «jest z Boga» (l J 4,7). Miłość Boga wyraziła się w tym, że Ojciec «zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu» (l J 4,9). Miłość, która jest z Boga, jest życiodajna. «Kto miłuje, narodził się z Boga (...), bo Bóg jest miłością" (l J 4,7-8). Narodził się — to znaczy: ma życie z Boga. Żyje życiem Bożym. I wtedy tylko «zna Boga», ponieważ miłości nie poznaje się inaczej, tylko przez miłość. Dlatego też ten, «kto nie miłuje, nie zna Boga» (l J 4,8).

Ta życiodajna miłość jest z Boga, a nie z nas: «nie my umiło­waliśmy Boga, ale (...) On sam nas umiłował» (l J 4,10). Tak więc Bóg jest pierwszy. W Nim ma początek nie tylko wszelkie istnie­nie, ale nade wszystko wszelka miłość w świecie istot stworzonych. Wszelka miłość w naszych ludzkich sercach. Miłość ma w Bogu swe źródło, a to przedwieczne źródło objawiło się w czasie, obja­wiło się w sposób najpełniejszy wówczas, kiedy Bóg Ojciec «posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy» (l J 4,10).

Aby miłość, która jest darem samego Boga, mogła stać się udziałem serca ludzkiego, trzeba, aby został przezwyciężony grzech. Tylko miłość ma tę moc, jest to bowiem miłość odkupieńcza, któ­rą pulsuje Serce Syna Bożego.

Apostoł i ewangelista Jan, który przemawia w dzisiejszej li­turgii, tłumaczy, czego mamy uczyć się od tego Syna, który jest Odkupicielem świata. Mamy — pisze — «uwierzyć miłości, jaką Bóg ma ku nam» (por. l J 4,16). Taka wiara oznacza nie tylko poznanie Boga. Ona jest równocześnie nowym życiem: jest życiem w Bogu. Św. Jan pisze: «kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim» (l J 4,16). Życie w Bogu pozwala nam niejako do­świadczyć tego, że Bóg jest miłością.

Tego właśnie mamy się uczyć od Boskiego Serca Chrystusa Odkupiciela.

3. Pan Jezus znajduje szczególną radość w objawieniu tej najgłęb­szej, najistotniejszej prawdy o Bogu. Mówi: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie" (Mt 11,25-26).

Kto to są owi «prostaczkowie»? Czy nie mogą nimi być tak­że "mądrzy i roztropni"? Żyjemy wszakże w epoce postępu nau­kowego, w epoce upowszechnienia oświaty. Trzeba więc powie­dzieć, że bardzo wielu mądrych i uczonych — a niektórzy nawet bardziej jeszcze niż inni — pozostaje wrażliwych na objawienie Boga, który jest Miłością, a więc trzeba ich zaliczyć do tych ewan­gelicznych prostaczków.

Miłość Boża jest wybraniem, jest odpowiedzią na wybranie ze strony Tego, który pierwszy umiłował. W tym tkwi sama isto­ta Przymierza, jakie Bóg zawarł z człowiekiem. Przymierze to ma swą historię związaną naprzód z dziejami Izraela, jak przypomniało pierwsze czytanie dzisiejszej liturgii. Bóg dał się poznać potom­kom Abrahama jako Bóg Przymierza w sposób szczególny przez wyzwolenie synów i córek ludu wybranego z niewoli egipskiej.

Wybrany zaś został, jak słyszymy, lud «najmniejszy», aby jaw­ne było, że nie żadna ludzka wielkość jest powodem tego wybra­nia, ale tylko miłość: dlatego, że "Pan was umiłował" (Pwt 7,8).

Przymierze Boga z ludem wybranym stanowi tylko obraz, za­powiedź tego wybrania odwiecznego, jakim Bóg ogarnia całą ludz­kość w swym Jednorodzonym Synu. Serce Syna — Serce Jezusa, przebite włócznią na Golgocie — jest objawieniem tego uniwer­salnego wybrania, a zarazem Przymierza nowego i wiecznego. W Sercu Chrystusa objawia się Bóg jako Miłość, objawia się jako wierny w miłości, pomimo grzechu człowieka, pomimo wszystkich grzechów i niewierności, jakie wypełniają dzieje ludzkości za ziemi.

"Jest Bogiem, Bogiem wiernym, zachowującym przymierze i miłość" (Pwt 7,9). Ludzkie Serce Boga — Człowieka świadczy, świadczy najpełniej, świadczy nieodwołalnie o tej miłości Boga, któ­ra jest wierna.

4. Dziś w Płocku, na tej kolejnej, dziesiątej stacji mojego piel­grzymowania po ziemi ojczystej, wypada mi dotknąć ostatniego pośród przykazań Dekalogu. I dobrze, że mogę to uczynić w kon­tekście liturgicznego święta Chrystusowego Serca.

W przykazaniu: «Nie pożądaj żadnej rzeczy, która jego jest» (podobnie jak w przykazaniu poprzednim), dotykamy bowiem wnę­trza serca ludzkiego. «Pożądanie» nie jest zewnętrznym uczynkiem. «Pożądanie» jest tym, czym żyje ludzkie serce. «Nie pożądaj żad­nej rzeczy, która jego jest» — mówi Bóg w synajskim Przymierzu z Mojżeszem. Bezpośrednio chodzi tu o dopełnienie tego, co za­wiera się w siódmym przykazaniu: «Nie kradnijw, chodzi o rzecz, która jest cudzą własnością. Do tego przykazanie Dekalogu odno­si się wprost i bezpośrednio.

Równocześnie jednak przykazanie to wskazuje na taką hie­rarchię wartości, w której «rzeczy», czyli dobra materialne, zaj­mują miejsce nadrzędne. Pożądanie «rzeczy» opanowuje tak ser­ce ludzkie, że nie ma w nim już niejako miejsca na dobra wyższe, duchowe. Człowiek staje się poniekąd niewolnikiem posiadania i używania, nie bacząc nawet na własną godność, nie bacząc na bliźniego, na dobro społeczeństwa, na samego Boga. Jest to pożą­danie zwodnicze. Chrystus mówi: "Cóż bowiem za korzyść od­niesie człowiek, choćby cały swiat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł?" (Mt 16,26).

W momencie, kiedy Polacy podejmują swoją reformę gospo­darczą przykazanie: "Nie pożądaj żadnej rzeczy twojego bliźnie­go", nabiera szczególnego znaczenia. Rozumie się samo przez się, że w różnych naszych działaniach i zabiegach kierujemy się moty­wacjami ekonomicznymi. Prawidłowo rozwijająca się gospodarka prowadzi zarówno do wzbogacania się poszczególnych ludzi, jak do ogólnego podniesienia społecznego dostatku. Wiele biedy można w ten sposób usunąć, również w wymiarze społecznym.

Ale zarazem nigdy nie zapominajmy o tym, drodzy Bracia i Siostry, że pieniądz, bogactwo i różne wygody tego świata prze­mijają, a zatem nie mogą być naszym celem ostatecznym. Osoba ludzka jest ważniejsza niż rzeczy, a dusza jest ważniejsza niż cia­ło, toteż nigdy i nikomu nie wolno dążyć do dóbr materialnych z pogwałceniem prawa moralnego, z pogwałceniem praw drugiego człowieka. Dlatego serdecznie życzę wam wszystkim, aby nikt z was i nigdy nie próbował się bogacić kosztem bliźniego. Ponad­to życzę wam, drodzy moi rodacy, żebyście w swoich dążeniach do polepszenia bytu materialnego nie zagubili zwyczajnej ludzkiej wrażliwości na cudzą biedę. I bardzo też uważajmy, żebyśmy się nie stali społeczeństwem, w którym wszyscy wszystkim czegoś za­zdroszczą. Przywracajmy blask naszemu pięknemu słowu uczci­wość: uczciwość, która jest wyrazem ładu serca, uczciwość w sło­wie i czynie, uczciwość w rodzinie i stosunkach sąsiedzkich, w za­kładzie pracy i w ministerstwie, w rzemiośle i handlu, uczciwos'ć, po prostu uczciwość w całym życiu. Jest ona źródłem wzajemnego zaufania, a w następstwie jest także źródłem pokoju społecznego i prawdziwego rozwoju. Niech w nowych warunkach słowo to na­biera nowego, dojrzałego znaczenia.

Nie osiągniemy szczęścia ani nawet zwyczajnej stabilizacji, nie licząc się z prawem Bożym. Dlatego całym sercem zaufajmy Bogu, że Jego przykazania są słuszne i że ich przestrzeganie za­bezpiecza człowieka i przynosi mu radość i pokój już na tej ziemi.

Słyszałem wielokrotnie, także i podczas tego pielgrzymowa­nia po Polsce, słowa: «trudna jest ta wolność, którą mamy». Wol­ność jest trudna, trzeba się jej uczyć, trzeba się uczyć być praw­dziwie wolnym, trzeba się uczyć być wolnym tak, ażeby nasza wol­ność nie stawała się naszą własną niewolą, zniewoleniem wewnętrznym ani też nie stawała się przyczyną zniewolenia in­nych. Ta sprawa bardzo ciąży nad dziedziną światowej ekonomii. Zresztą trzeba się uczyć, jak być wolnym w różnych wymiarach życia i stąd wydaje mi się, że te katechezy związane z Dekalogiem są może najlepszą przysługą jaką pielgrzymujący papież mógł od­dać swoim rodakom w czasie tej pielgrzymki. Pozostaje jeszcze jed­no i największe przykazanie, przykazanie miłości, ale to zostawia­my do Warszawy.

5. «Uczcie się ode Mnie»...

Uczcie się całej prawdy zawartej w każdym z przykazań De­kalogu. Uczcie się prawdy dziesiątego przykazania. Pożądanie rze­czy może być korzeniem egoizmu a nawet zawiści i nienawiści wza­jemnych.

Lata ostatnie obfitowały w szlachetne i wzniosłe przejawy w polskim życiu. Ale odsłoniły się też niebezpieczne pęknięcia, moralne zagrożenia. Czy proces ten jest nieodwracalny?

Moi drodzy, jestem dobrej myśli. Polacy już nie raz umieli być wolnymi. Umieli swoje umiłowanie wolności przekształcać w twórczość, przymierze, solidarność. Umieli swoje umiłowanie wolności przekształcać także w ofiarę. Nie jest frazesem to zda­nie: «Za wolnosć waszą i naszą». Oczywiście, nie zapominajmy, że dzieje przyniosły nam straszliwą lekcję, bolesną lekcję wolności nadużytej do obłędu. Nadużytej do obłędu! Czymże była — w kon­tekście Konstytucji 3 maja — Targowica? Ale potem zaczął się na nowo proces pozyskiwania wolności za wielką cenę. Tę cenę pła­ciły pokolenia. Tę cenę płaciło również nasze pokolenie. Tę cenę w wysokiej mierze zapłaciło pokolenie II wojny światowej. Dlate­go też pozwólcie mi być dobrej myśli i pomóżcie papieżowi, żeby się nie musiał martwić.

Chrystus mówi: «uczcie się ode Mnie».

A Jego apostof umiłowany dodaje: «Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, (...) jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować» (l J 4,7.11).

I jeszcze Chrystus sam: «wszyscy, którzy utrudzeni i obcią­żeni jesteście (...), przyjdźcie do Mnie, a Ja was pokrzepię (...). Weźmijcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie (...), a znaj­dziecie ukojenie dla dusz waszych (...). Jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie» (por. Mt 11,28-30).

Zanim się rozstaniemy, pragnę pozdrowić caie Mazowsze, ogarniając jego wielowiekową przeszłość, jego teraźniejszość i przy­szłość, to miejsce, jakie ma w dziejach naszej Ojczyzny, w dzie­jach Kościoła, w dziejach świętości. Wystarczy wspomnieć św. Sta­nisława Kostkę z Kostkowa, waszego rodaka. Ale trzeba pamiętać o siostrze Faustynie. Posłannictwo Miłosierdzia Bożego miało swój czas, był to czas straszliwej II wojny światowej, straszliwej pod wielu względami, była to jakaś ostateczna eskalacja zła na naszym kontynencie. Na ten czas Bóg przygotował posłannictwo Bożego Miłosierdzia, którego świadkiem, rzecznikiem stała się ta prosta córka polskiej ziemi.

Pozdrawiając całą wspólnotę Eucharystyczną, wszystkich tutaj obecnych, w sposób szczególny pragnę powitać naszych gości, a przede wszystkim nowego Arcybiskupa Pragi, następcę na tej stolicy św. Wojciecha. Prosimy go, aby pozdrowił od nas kard. Frantiska Tomaska, swego poprzednika. Również witam in­nego gościa biskupa z bliskiej nam Rumunii. Witam przedstawi­cieli władz państwowych, mianowicie przedstawicieli Prezydenta Rzeczypospolitej, Parlamentu i Rządu. Zechcieli uczestniczyć w tej eucharystycznej modlitwie także bracia innych wyznań chrześ­cijańskich, pozostających w dialogu ekumenicznym: serdecznie ich pozdrawiamy.

Znajduje się tutaj wiele grup zorganizowanych z diecezji płoc­kiej, z całej Polski, a także z zagranicy, zwłaszcza z bliskich nam krajów ościennych. Są obecne dzieci z Czarnobyla, które spędza­ją czas odpoczynku w Polsce. Pozdrawiam was, drogie dzieci, szcze­gólnie serdecznie. Dziękuję organizatorom, i wszystkim, którzy w to dzieło wkładają swoje serce, wierni słowom Chrystusa: "wszystko co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniej­szych, Mnieście uczynili" (Mt 25,40). Zanieście, drogie dzieci, sło­wo papieskiego pozdrowienia, błogosławieństwa do waszych ro­dzin, parafii, szkół, do całej waszej Ojczyzny.

Są tutaj przedstawiciele ośrodków polonijnych z całego świa­ta, którym przewodniczy prezes Wspólnoty Polskiej, Marszałek Senatu Andrzej Stelmachowski oraz prezes Kongresu Polonii Ame­rykańskiej Edward Moskal. Są także dwaj nasi rodacy amerykań­scy: arcybiskupi Detroit, kard. Edmund Szoka, obecnie w Waty­kanie, i jego następca abp Adam Maida. Proszę, ażeby zechcieli przekazać wszystkim naszym rodakom za oceanem i na całym świe­cie nasz chrześcijański pocałunek pokoju.

Serdeczne słowo pozdrowienia kieruję do obecnych tutaj na­szych braci i sióstr ze Słowacji.

A teraz, przechodząc niejako na własne podwórko, zwracam się do Stowarzyszenia Rodzin Katolickich Diecezji Płockiej, któ­re przyjęło jako swoje, milenijne hasło Kościoła w Polsce: « Rodzi­na Bogiem silna». Swoją działalnością pragniecie pomóc rodzinie zachować ten kształt, ten wymiar, jaki nadał jej Bóg-Stwórca i Od­kupiciel przez pogłębienie kultury chrześcijańskiej w małżeństwie i rodzinie, przez chronienie życia oraz niesienie rodzinom wszech­stronnej pomocy. Niech wam Bóg błogosławi.

Ruch «Wiara i Światło», wielka służba w imię Chrystusa czło­wiekowi cierpiącemu. Ruch ten wyrasta z tego zjawiska, jakim dla Kos'ciola jest Matka Niepokalana. Jej Sercu, w uroczystość Boże­go Serca Jej Syna, zawierzam tych wszystkich, którzy potrzebują pomocy i tych, którzy im tę pomoc niosą. Ruch «Swiatło-Zycie» oraz Służba Liturgiczna łączy się dla mnie z pamięcią śp. ks. Fran­ciszka Blachnkkiego. Jest to ruch związany z moją biskupią mło­dością. Pamiętam spotkania w Nowym Targu przy pierwszej piel­grzymce, pamiętam duchowe dary, jakie ofiarowali wtedy wasi star­si bracia i siostry Kościołowi. Wasze pokolenie przedłuża tę tradycję, pragnie wejść w trzecie milenium chrześcijaństwa, uni­kając wad i grzechów poprzez pracę nad sobą, pielęgnowanie cnót, zwłaszcza abstynencji, prawdomówności, odwagi i męstwa. Pol­ska i świat u progu trzeciego tysiąclecia potrzebują ewangelicznego zaczynu.

Są tu obecni również drodzy nasi harcerze z ich bogatą tra­dycją miłos'ci Boga, bliźniego i Ojczyzny, z ich hasłem: «Czuwaj!» Jeszcze jedno znamienne wydarzenie. Na początku Mszy s'w. znakiem krzyża s'w. zostało zainaugurowane i rozpoczęło ewange­lizacyjną działalność Radio Diecezji Płockiej. Pierwsza katolicka rozgłośnia radiowa w Polsce. Vivant seguentes! Niech żyją następ­cy! Jak widać, niemało jest tych pozdrowień dla Mazowsza, dla diecezji płockiej. Przez wiele wieków nazbierało się dużo spraw i nie wiem, czy to już wszystko.

Jeszcze jedno małe rozliczenie wypada nam tu zrobić, mia­nowicie we Włocławku powiedziałem na końcu: «dziekujemy ci, deszczu, żeś przyszedł dopiero pod koniec Mszy św.», Tutaj wy­pada powiedzieć: «dzie,kujemy ci, deszczu, żeś ustał na początku». Drodzy Bracia i Siostry, do wszystkich mówię słowa Aposto­la: "Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich" (l Kor 12,4-6). Niech każdy odnajdzie się w tych słowach, niech każdy strzeże swojego daru, swojego charyzmatu i według niego działa w Koś­ciele, według niego działa też dla dobra tej wielkiej wspólnoty, ja­ką jest nasza Ojczyzna. «Bogu dziękujcie (...). Ducha nie gaście!» (por. l Tes 5,8-19).

 

DWA PRZYKAZANIA MIŁOŚCI: BOGA I BLIŹNIEGO

PRZYKAZANIE MIŁOŚCI OGARNIA WSZYSTKIE PRZYKAZANIA DEKALOGU I DOPROWADZA JE DO PEŁNI

Msza św. w Parku Agrykola. Beatyfikacja O. Rafała Chylińskiego, 9 czerwca 1991 r.

1. «Będziesz miłował (...)» (Mk 12,30).

Na poprzednich etapach mojego pielgrzymowania po ziemi ojczystej nawiązywaliśmy do Dekalogu, do dziesięciorga przyka­zań. Na tym etapie ostatnim, uwaga nasza skierowuje się w stro­nę tego jednego, które — wedle słów Chrystusa — jest pierwsze i największe. Przykazanie miłości ogarnia sobą wszystkie przyka­zania Dekalogu i doprowadza je do pełni: w nim wszystkie się za­wierają, z niego wszystkie wynikają, do niego też wszystkie zmie­rzają. Taka jest wewnętrzna logika Przymierza Boga z człowiekiem.

Przymierze to osiągnęło swą pełnię w Jezusie Chrystusie — w Nim też została objawiona pełnia dobra dana człowiekowi przez Stwórcę, a równocześnie zadana mu jako istocie Bogu podobnej.

«Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą» (...), a «swego bliźniego jak siebie samego» (Mk 12,30-31; por. Pwt 6,4 n.; Kpł 19,18). To największe przykazanie jest jedno i jest zarazem dwoiste: obejmuje Boga i ludzi, a wśród ludzi — bliźnich i siebie samego. W ten sposób Bóg spotyka się w tym przy­kazaniu ze swym obrazem i podobieństwem, którym jest każdy człowiek.

2. Dobrze, iż wypada nam to podstawowe przykazanie rozwa­żyć właśnie w Warszawie, w stolicy Polski, która od stuleci byławidownią wielkich wydarzeń w dziejach narodu. Tu, w Warsza­

wie — wtedy było to pod Warszawą, na terenie dzielnicy o naz­wie Wola — dokonywano elekcji królów polskich. Poprzez elek­cje ujawniała się suwerenna wola społeczeństwa; było to społeczeń­stwo szlacheckie, bo tylko ono miało czynne prawo wyborcze w ówczesnej Rzeczypospolitej. Tak więc poprzez wieki Wola — miejscowość — była sprawdzianem woli narodu, ludzkiej wolnej woli w akcie wyboru i decyzji o zasadniczym znaczeniu dla dobra wspólnego Rzeczypospolitej trzech narodów.

Przykazanie miłości ma w Ewangelii także swój wymiar spo­łeczny. Mówi Chrystus: «To jest moje przykazanie, abyście się wza­jemnie miłowali (...)», abyście się społecznie miłowali (J 15,12).

W każdym swoim wymiarze przykazanie miłości jest odnie­sione do ludzkiej woli, która jest wolna. Człowiek, kierując się światłem rozumu, czyli sądem sumienia wybiera, a w ten sposób rozstrzyga i stanowi o sobie. Nadaje kształt swym uczynkom. Przy­kazanie miłości jest skierowane do wolnej woli, od niej bowiem zależy, czy człowiek nada swym uczynkom, swemu postępowaniu, kształt miłości lub też inny kształt, miłości przeciwny. Może to być kszałt egoizmu, kształt obojętności na potrzeby drugiego, obo­jętności na dobro wspólne. Może to być wreszcie kształt niena­wiści czy zdrady — wbrew temu, czego uczy Chrystus: «miłujcie waszych nieprzyjaciól» (Mt 5,44).

W ciągu dziejów Warszawa była widownią różnych wyborów i różnych decyzji. W wielu zapewne odzwierciedlała się miłość spo­łeczna, miłość ojczyzny pośród jej wielorakich potrzeb. Ale było także inaczej. Trzeba nam na tym miejscu rozpamiętywać wiel­kość woli, ale także i jej małość, samolubstwo i interesowność, sprzedajność wreszcie i podeptanie wspólnej sprawy.

3. Pod koniec I Rzeczypospolitej, a także po jej upadku, właśnie Warszawa stała się widownią odradzania się dojrzałej miłości oj­czyzny. To tutaj, w stolicy, kształtowała się myśl obywatelska i podejmowano odważne działania mające na celu ratowanie za­grożonej ojczyzny. Szczytowym osiągnięciem tamtego patriotycz­nego zrywu było, jak wiadomo, uchwalenie Konstytucji 3 maja. Zapłaciła później za to Warszawa pamiętną rzezią swojej prawo­brzeżnej dzielnicy, Pragi.

Miłość, która jest gotowa nawet oddać życie, nie ginie. To­też nic dziwnego, że właśnie w Warszawie — kilkaset metrów stąd, pod Belwederem — rozpoczął się następny akt tego heroicznego dramatu Polaków, do którego ich popychała miłość ojczyzny, mianowicie powstanie listopadowe. Tutaj się ono zaczęło, objęło wprawdzie cały kraj, ale tutaj też się skończyło. Symbolem pozos­tanie postać generała Sowińskiego — tego weterana walk za Pol­skę, inwalidy pozbawionego jednej nogi, który na niedalekiej Woli usiłował zagrodzić wrogowi wejście do stolicy i tam oddał życie. «Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje» (J 15,13) — powiedział Chrystus. Chrystus sam jest pierwszym wśród tych, którzy dawali życie: za bliźnich, za sprawę, za ojczyz­nę. Nie brak w naszych dziejach Jego naśladowców.

Jeśli pamiętamy o tej wielkiej daninie krwi, jaką Warszawa tyle razy składała na ołtarzu miłości ojczyzny, jawi się nam nasza stolica — zwłaszcza w chwilach podniosłych — jako męczeńskie sanktuarium narodu. Męczeńskie sanktuarium narodu — tak naz­wał Warszawę Prymas Tysiąclecia. Zauważmy w tym określeniu cały ciężar gatunkowy ewangelicznego świadectwa. Męczennik — martyr — świadek. Świadek miłości, która jest większa od nie­nawiści.

Bo przecież w naszym już stuleciu, podczas powstania war­szawskiego, a potem po jego zakończeniu, stolica stała się widow­nią śmiertelnego zwarcia pomiędzy heroizmem a bestialstwem — tak zatytułował swą powojenną książkę wielki filozof, profesor Uni­wersytetu Jagiellońskiego, ks. Konstanty Michalski, więzień Sachsenhausen.

To, co wtedy działo się w Warszawie, było jakby ostatnim spiętrzeniem nienawiści, która przez kilka pokoleń starała się znisz­czyć, dosłownie zniszczyć nasz naród. I oto ta Warszawa — War­szawa elekcji królów polskich, stała się w naszym już stuleciu miej­scem innych jeszcze wyborów i rozstrzygnięć: między życiem a śmiercią, między miłością a nienawiścią. Przedziwny ciąg wyda­rzeń. Zapis dawny i zapis współczesny — jeden i drugi ważny dla dziejów narodu.

4. Dziś gromadzimy się tutaj, aby uczestniczyć w Chrystusowej Eucharystii. Moment dziejowy jest inny. Poprzez ostatnie lata i dziesięciolecia społeczeństwo zmagało się o swą suwereną pod­miotowość. Od niedawna walka ta zdaje się być zakończona. I oto wszyscy czujemy, po długim okresie podmiotowości ograniczonej poprzez system totalitarny, że ta suwerenna podmiotowość jest nie tylko osiągnięciem, ale jest także nowym wyzwaniem. Wyzwaniem do określenia siebie, do urzeczywistniania siebie, do bycia sobą. Jako człowiek — osoba i jako naród — wspólnota.

To wyzwanie na różne sposoby jest zaadresowane do ludz­kiej woli: do woli każdego i wszystkich. Zdajemy egzamin z na­szego człowieczeństwa i z naszego chrześcijaństwa, z naszej pol­skości i z naszej europejskości.

Egzamin w przeszłości był trudny. Zdawaliśmy go, a wynik ogólny przyniósł nam uznanie. Potwierdziliśmy się. Jednakże w tym miejscu nie można się zatrzymać. Egzamin z naszej wol­ności jest przed nami. Wolności nie można tylko posiadać. Trze­ba ją stale, stale, stale, zdobywać. Zdobywa się ją czyniąc z niej dobry użytek — czyniąc użytek w prawdzie, bo tylko «prawda czyni wolnymi» (por. J 8,32) ludzi i ludzkie wspólnoty, społeczeń­stwa i narody. Tak uczy Chrystus.

Nasza Ojczyzna znalazła się znowu w szczególnym momen­cie historycznym, momencie pod wieloma względami jedynym i może decydującym, którego nie można zmarnować dla jakich­kolwiek racji. Jest to ogromny dar Boży, jakiś kairos naszej histo­rii, który został nam dany i równocześnie zadany.

W dzisiejszej Eucharystii modlę się razem z wami, moi umi­łowani bracia i siostry, moi rodacy; o ten egzamin z wolności, który jest przed wami. Przeżywam wspólnie z wami trudności, które są nowe i często nieoczekiwane. Trudności, które są w nas, w każ­dym z nas i we wszystkich. Drodzy Bracia i Siostry, ja jestem jed­nym z was. Byłem stale, na różnych etapach, i jestem teraz. Ja ko­cham mój naród, nie były mi obojętne jego cierpienia, ogranicze­nia suwerenności i ucisk — a teraz nie jest mi obojętna ta nowa próba wolności, przed którą wszyscy stoimy.

5. Co jest odpowiedzią? Odpowiedzi musi być wiele, każda do­stosowana do osoby, środowiska, sytuacji. Równocześnie odpo­wiedź jest jedna: jest nią przykazanie miłości. Ewangeliczne wiel­kie przykazanie, poprzez które człowiek odnajduje siebie jako osoba i jako uczestnik wspólnoty, jako syn czy córka narodu. Jeden i wszyscy.

Uczy Sobór: «człowiek (jest) jedynym na ziemi stworzeniem którego Bóg (stwarzając) chciał dla niego samego». A równocze­śnie ten człowiek — obraz Boga i Jego podobieństwo — nie urze­czywistni siebie «Inaczej jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego» (Gaudium et spes, 24).

A więc — nie egoizm, nie szybki sukces ekonomiczny (za każ­dą cenę), nie praktyczny materializm (można by tę listę pomno­żyć)... ale gotowość dawania siebie, postęp moralny, odpowiedzial­ność. Jednym słowem: przykazanie miłości!

Chcę wam dzisiaj, Bracia i Siostry, zostawić jakby dodatko­wą zachętę do takiej miłości, która Bogu chce oddać całego siebie, a bliźniego miłuje jak siebie samego. Podczas obecnej Mszy św. został ogłoszony błogosławionym franciszkanin, o Rafał Chyliń-ski. Był to człowiek wielkiej modlitwy i zarazem wielkiego serca dla ludzi biednych. Kiedy w Krakowie w roku 1736 wybuchła epi­demia, cały poświęcił się chorym i spełniał wszelkie posługi, nie dbając o własne bezpieczeństwo. Z oddaniem usługiwał biednym, zarażonym, objętym epidemią, wszystkim, którzy przychodzili do jego klasztoru w Łagiewnikach, obecnie dzielnicy Łodzi; nieraz — nie mając już nic innego — oddawał im własną porcję chleba albo własny płaszcz. Wkrótce po jego śmierci rozpoczęto proces beaty­fikacyjny, ale został on przerwany przez rozbiory Polski.

To, że przez tak długi czas nie zaginęła pamięć o jego świę­tości, jest świadectwem, że Bóg jakby specjalnie czekał na to, aby Jego sługa mógł zostać ogłoszony błogosławionym już w wolnej Polsce.

Bardzo się nad tym zastanawiałem, czytając jego życiorys. Jego życie jest związane z okresem saskim, a wiemy, że były to smutne czasy nie tylko z punktu widzenia historii politycznej I Rzeczypos­politej, ale także z punktu widzenia moralności społecznej. Już nie będę przytaczał tych przysłów, jakie o tamtych czasach krążą do dzisiaj. Były to smutne czasy, były to czasy jakiegoś zadufania w sobie, bezmyślności, konsumizmu rozpanoszonego wśród jed­nej warstwy. I otóż na tle tych czasów pojawia się człowiek, który pochodzi z tej samej warstwy. Wprawdzie nie z wielkiej magnate-rii, ale ze skromnej szlachty, w każdym razie z tej, która miała wszystkie prawa społeczne i polityczne. I ten człowiek, czyniąc to, co czynił, wybierając powołanie, które wybiera, staje się pro­testem i ekspijacją. Bardziej niż protestem, ekspijacją za wszystkc to, co niszczyło Polskę. Nieraz gdy rozważam życiorys tego bło­gosławionego, staje mi przed oczyma Tadeusz Rejtan. Wprawdzie O. Rafał umarł przed pierwszym rozbiorem Polski, w 1741 r. Fakt Tadeusza Rejtana znany jest jako element sejmu porozbiorowego. który rozbiór zaakcepotwał. Wtedy Rejtan rzucił się w drzwi, żeby nie przepuścić tych debatującyh parlamentarzystów polskich XVIII w., żeby ich zakląć: «Nie wolno! Jeżeli chcecie stąd wyjść z taką decyzją, z taką uchwałą, to po moim trupie!» O. Rafał nie był nigdy posłem na sejm, nie należał do parlamentu. Wybrał po­wołanie ubogiego syna św. Franciszka, ale dawał świadectwo bar­dzo podobne. Jego życie ukryte, ukryte w Chrystusie, było pro­testem przeciwko tej samoniszczącej świadomości, postawie i po­stępowaniu społeczeństwa szlacheckiego w tamtych saskich czasach, które wiemy, jaki miały finał. A dlaczego dziś nam to Opatrzność przypomina? Dlaczego teraz dopiero dojrzał ten proces przez wszys­tkie znaki z ziemi i z nieba, że można ogłosić O. Rafała błogosła­wionym? Odpowiedzcie sobie na to pytanie. Odpowiadajmy so­bie na to pytanie. Kościół nie ma gotowych recept. Papież nie chce wam podpowiadać żadnej interpretacji, ale zastanówny się wszys­cy, ilu nas jest — 35 milionów Polaków — zastanówmy się wszys­cy nad wymową tej beatyfikacji właśnie w Roku Pańskim 1991.

6. Tak, my jesteśmy grzeszni. O tym również pamiętajmy.

«Jeśli zachowasz pamięć o grzechach, Panie, Panie, któż się ostoi?» — pyta psalmista (Ps 130 [129], 3). Bóg nie zachowuje pamięci o grzechu. Bóg miłuje człowieka i szuka dla niego praw­dziwej wolności. Odpowiedzią Boga na grzech ludzkiego począt­ku — o czym przypomniała dzisiejsza liturgia w pierwszym czyta­niu — jest Ewangelia Chrystusa i ostateczna tajemnica Jego Pas­chy przez Krzyż i Zmartwychwstanie. Eucharystia, którą sprawujemy, jest stałym tej Paschy uobecnieniem.

Trwa w dziejach człowieka i w dziejach narodów ta miłość, która jest zawsze większa od nienawiści. Trwają moce Odkupie­nia, którymi Chrystus «przyciąga wszystkich do siebie» (por. J 12,32).

Trwa to ukryte dobro, o którym tak wspaniale przypomniał nam Ksiądz Prymas na początku. Moce odkupienia.

Działa w nas Duch Chrystusa, który jest Duchem Prawdy (por. J 15,26).

Bylebyśmy tylko Jemu nie bluźnili. Bylebyśmy nie bluźnili przeciw Duchowi Świętemu (por. Łk 12,10). Bo wtedy zamyka się w nas twórcza potęga miłości. Wtedy «dom wewnętrznie jest skłócony (...), nie będzie się mógł ostać» (Mk 3,25).

Gdy pierwszy raz nawiedzałem Warszawę w 1979 r., na pla­cu Zwycięstwa wypowiedziałem to wezwanie: « Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!» Tej ziemi. Tej ziemi polskiej w środku Europy, naznaczonej tradycją swojej własnej eu­ropejskości. Raz to jeszcze powtarzam, bo zbyt się szafuje z wew­nątrz i z zewnątrz tym argumentem upokarzającym, że mamy do­piero wchodzić do Europy. Natomiast musimy się zastanowić nad rzeczywistością Europy i europejskości. Trzeba pamiętać, że za­rzewie wolności przyniósł Europie św. Paweł, ten, który głosił wy­zwolenie przez Chrystusa: Jeżeli Chrystus was wyzwoli, będzie­cie wolni. Wolność, do której wyzwala nas Chrystus, to jest to orę­dzie Dobrej Nowiny i orędzie Chrystusowej wolności, które kształtuje dzieje Europy przez dwa tysiące lat. Wolność, do któ­rej wyzwala nas Chrystus, została nam dana, przyniesiona, ofiaro­wana nie po to, ażebyśmy ją zmarnowali, tylko żebyśmy nią żyli i innym ją nieśli! Trzeba zaczynać od tej prawdy o Europie. Rów­nocześnie, zdając sobie sprawę, że z biegiem czasu, zwłaszcza w tak zwanych czasach nowożytnych, Chrystus jako sprawca du­cha europejskiego, jako sprawca tej wolności, która w Nim ma swój zbawczy korzeń, został wzięty w nawias i zaczęła się tworzyć inna mentalność europejska, mentalność, którą krótko można wyrazić w takim zdaniu: «myślmy tak, żyjmy tak, jakby Bóg nie istniał». Oczywyście, skoro Chrystus został wzięty w nawias, a może na­wet postawiony poza nawiasem, to przestał też istnieć Bóg. Bóg jako Stwórca może być daleki: Stwórca, ale bez prawa do inter­wencji w życie człowieka, w dzieje człowieka. Żyjmy tak, jakby Bóg nie istniał. To jest też część ducha europejskiego. Część euro­pejskiej nowożytnej tradycji. My bardzo głęboko musimy się za­stanowić nad wielorakim znaczeniem europejskości. Sobór Watykański II zdawali sobie sprawę z tego innego ducha Europy. Nie tylko Europy, ale ten duch tu w Europie ma swoją kolebkę. Na naszym kontynencie, ma także swoje szczyty tragiczne, które pa­miętamy, bo należą do naszego stulecia, myśmy sami to odczuli w naszych dziejach w dwudziestym wieku. Dlatego Sobór Waty­kański II sformułował to zdumiewające zdanie: «Chrystus obja­wia człowiekowi w pełni człowieka» (por. Gaudium et spes, 22). A więc, jeżeli chcemy stanąć na płaszczyźnie humanizmu na przy­kład europejskiego, zachodniego czy wschodniego, jakiegokolwiek, pamiętajmy, że ten humanizm ma w Chrystusie swoje najpełniej­sze objawienie. Chrystus objawił człowiekowi człowieka, objawiając mu Boga, objawiając mu Ojca, bo nie można powiedzieć pełnej prawdy o człowieku, nie pamiętając, że jest on Boskiego pocho­dzenia, że jest obrazem i podobieństwem Boga samego, że jest przez Boga stworzony, przez Boga-C zło wieka odkupiony, że jest stale nawiedzany przez Ducha Prawdy, Ducha Świętego. To jest praw­da o człowieku, to jest prawda o człowieku europejskim. I my, my Polacy tej prawdy o człowieku nie możemy zdradzić!

Dlatego też wciąż mówimy o potrzebie nowej ewangelizacji. Po Soborze Watykańskim II zrodziła się ta świadomość i ta potrzeba nowej ewangelizacji starego przecież kontynentu, starych przecież społeczeństw, chrześcijańskich społeczeństw. Jednak no­wa ewangelizacja.

Jeszcze raz przypominam plac Zwycięstwa, w roku 1979 i wo­łanie młodego jeszcze wtedy papieża, które dziś chcę powtórzyć, nie na placu Zwycięstwa, ale w Ogrodzie Łazienkowskim, w po­bliżu Belwederu, w pobliżu rezydencji Prezydenta Rzeczypospo­litej, w obecności tegoż Prezydenta z Małżonką i Rządu, przed­stawicieli Sejmu i Senatu, wszystkich: «Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!» Tej ziemi, tej polskiej ziemi, tej europejskiej ziemi, tej całej ziemi!

«Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi». Nie przestaję ufać Duchowi Świętemu. «Ten, który rozpoczął w was dobre dzieło, sam go dokona» (por. Flp 1,6). Wierzę i ufam: on sam go dokona. Wy Mu nie przeszkadzajcie, współpracujcie z Nim, bo jesteśmy wszyscy powołani, aby stawać się współpracownikami Boga.