RÓŻNE ŁASKI

 

Bardzo chciałabym Ci podziękować

Już dawno zastanawiałam się nad tym, by do Ciebie napisać. Zawsze mi się marzyło, żeby przez ks. Malińskiego przekazywać Ci listy. Niestety jakoś nigdy nie mogłam się zebrać w sobie. Teraz do Włoch jedzie grupa z mojej szkoły. Pani Iwonka z córką Elą przekażą ten list. Mam na imię Paulina. Chociaż... po co ja to piszę. Przecież Ty wszystko o mnie wiesz. Bardzo chciałabym Ci podziękować za to, że uzdrowiłeś moją mamę. Mam nadzieję, że Tobie jest dobrze.

Proszę Cię o łaskę spotkania wspaniałego chłopaka i kochającego męża (oczywiście w przyszłości). Tak strasznie bym chciała mieć kogoś takiego obok siebie. Ty jesteś blisko Pana Boga, więc chciałabym, żebyś mi pomógł.

Właściwie to ogromnie się cieszę, że jesteś już w niebie. Ty, Ojcze Święty, pewnie też się cieszysz.

Pozdrów ode mnie mego dziadziusia - Janka Kazimierza i prababcię Zosię. Tak dawno ich nie widziałam... Całuję.

13.02.2006. (Pulina)

 

Błogosław nam z Niebios

Boże Ojcze Wszechmogący z całej duszy i całego serca dziękuję Tobie za Dar Twój tu na ziemi - za Jana Ojca Pawła II, za cud, który sprawił, że głoszone przez Twojego Apostoła a naszego Ojca Świętego słowo Boże (sprawiło) rozpaliło serca ludzkie na całym świecie, bez względu na kolor skóry, poglądy, wiek i miejsce zamieszkania.

Ja, grzesznica, proszę Cię Ojcze Święty Janie Pawle II oręduj do Pana Boga, oręduj u Syna Jego Jezusa Chrystusa i Matki Przenajświętszej o łaski dla mojej Rodziny, o umocnienie wiary, nadziei i miłości, o pokój dla wszystkich ludzi. Błogosław nam z Niebios i strzeż od zła wszelkiego.

Módl się za nami, abyśmy nigdy nie zeszli z Dróg pańskich. Aby Ewangelia była naszym przewodnikiem w życiu, a chleb i wino Chrystusa pokarmem duszy. Kochani Cię Ojcze Święty.

2.04.2006 (N.N.)

 

Ciebie zapewniam o swojej miłości

Ojcze Święty, tyle lat czekałam na to, aby odwiedzić Cibie tutaj w Watykanie. Dzisiaj przybywam do Twojego grobu, by podziękować Bogu za dar Twojej osoby. Za to, że mogłam, patrząc na Ciebie, Twoje życie i umieranie, wyobrazić sobie Chrystusa naszych czasów. Ciebie, Ojcze Święty, zapewniam o swojej miłości, o tym, ze staram się żyć według tego, czego nauczałeś. Wraz z mężem jesteśmy Ci wdzięczni za twoją naukę o małżeństwie i rodzinie. Codziennie podejmujemy trud naszego powołania i wychowania naszych dwojga dzieci. Nikt tak dobrze, jak Ty nie wie, jakie to trudne w dzisiejszych czasach. Ty, tak bardzo ukochałeś dzieci i młodzież.

(Magdalena)

 

Cierpienia naszej córki splotły się

Jest to nasze świadectwo, jaki ogromny wpływ na uszlachetnienie naszego skromnego życia rodzinnego mają dokonania, życie i cierpienie Ojca św. Jana Pawła II. Rodzina nasza to cztery osoby, które od momentu założenia rodziny po dzień dzisiejszy doznają bolesnych doświadczeń życiowych. Na naszej drodze życiowej, zarówno przebieg pontyfikatu jak i cierpienia Ojca św. Jana Pawła II wpłynęły i mają ogromne odbicie na całości naszego życia rodzinnego.

Mamy dwie córeczki, jedna, Elwira ma 19 lat, a druga, Marłena ma 22 lata. To właśnie Marlena daje nam dużo radości życia, pomimo iż 19 lat cierpi na nieuleczalne choroby. Jej dotychczasowe życie w cierpieniu i ciągłe nowe diagnozy związane są zawsze z pogorszeniem zdrowia, zastanawiają nas skąd i jak czerpie ona tę olbrzymią radość życia, którą ma w sobie i wręcz daje nam dar miłości, nadziei i wiary na pokonanie trudności.

Z Marleną musiałem w sierpniu 1986 roku opuścić ojczyznę, żonę i córkę, by u obcych szukać pomocy medycznej. Tę pomoc otrzymaliśmy w Kolonii, gdzie też dnia 01.05.1987 roku z Marlena mogliśmy osobiście spotkać się na prywatnej audiencji apostolskiej i otrzymać błogosławieństwo od Ojca św. Jana Pawła II. Po tym spotkaniu, we wrześniu tegoż roku moja rodzina jest w końcu razem, choć w obcym kraju. Te wydarzenia odbiły się na dalszym toku naszego rodzinnego życia. Postępy choroby i cierpień Ojca św. oraz naszej córki przez wszystkie lata uczył nas miłości, nadziei i wiary. Ciekawe jest to, że Marlena zawsze mówi Mój Papież (Mój Papst), na przykład przy wyrywkowych migawkach telewizyjnych itp.

Kulminacja wszystkiego nastąpiła w okresie od lutego do września 2005 roku. Okres ten opisać chcę obszerniej, jest on bowiem bardzo niezwykły, interesujący dla naszej rodziny.

Cierpienia naszej córki splotły się wraz z ostatnimi cierpieniami Ojca św. Jana Pawła II, Dnia 16 na 17 lutego postawiona nowa diagnoza mówi nam, że w lewej półkuli mózgowej (oprócz raka i dwóch cyst - diagnoza z 1986 roku) nie ma żadnych naczyń krwionośnych i tętnica szyjna jest zamknięta. Reakcja Marleny jest zupełnie odwrotna do tego, co znane w medycynie. Lekarze rozkładają ręce, nie potrafią nic wytłumaczyć i nie znają podobnego nawet w przybliżeniu przypadku! W dniach następnych występują dziwne ataki mózgowe, gdzie lekarze próbują lekarstwami uśmierzyć bóle.

Ataki mózgowe oraz padaczkowe podobne ustępują po 03.04.2005 i to w taki sposób, że nie wiadomo czy te lekarstwa były w ogóle skuteczne. Dnia 13.05.2005 ma córka jeszcze jedną nową diagnozę - cukrzyca. Pod koniec maja Marlena nie ma żadnych widocznych ataków, często mówi o Papieżu (o starym i nowym). Rozumiemy Marlenę, chce iść do starego i nowego Papieża.

Prośbę Marleny spełniamy i jedziemy do Rzymu. W dniu 06.09.2005 jesteśmy przy grobie Ojca św. Jana Pawła II, Marlena widzi i uświadamia sobie, że Mój Papież - Jan Paweł II i jest daleko u góry (Mój-Papst ist ganz oben - to są jej własne słowa w języku niemieckim). Na generalnej audiencji u Ojca św. Benedykta XVI w środę 07.09.2005 otrzymuje Marlena możliwość bezpośredniego spotkania i apostolskiego błogosławieństwa z rak Ojca św. Benedykta XVI (neue Papst). Tydzień po powrocie z Rzymu Marlena w sposób zupełnie nieoczekiwany dostaje nowych ataków mózgowych, w ciągu 24 godzin aż czterokrotnie i tak mocnych, że całe ciało jest bezsilne, ramiona i kończyny są bezwładne, straciła mowę, jedzenie oraz przełykanie sprawiają ogromne trudność, ataki są zróżnicowane i to w nowych formach. Poza tym jest w pełni świadoma, z trudnościami można się z nią porozumieć i co najważniejsze jeśli nie ma boli, to ma wspaniały uśmiech, pogodę ducha i ciągle chce przebywać wśród ludzi i z ludźmi, wyczekuje na gości i chodzi na spacery.

My jesteśmy głęboko przekonani w miłość, nadzieję i wiarę którą zakorzenił i umocnił w nas swoimi czynami i cierpieniem Ojciec św. Jan Paweł II, że będą zawsze owocować. Dziękujemy gorąco i całymi naszymi sercami naszemu Ojcu św. Janowi Pawłowi II za to, co dla nas uczynił.

Niemcy 30.09.2005 r. (Ireneusz i Elżbieta)

 

Cudowne uwolnienie syna

Uprzejmie informuję, że za wstawiennictwem Ojca Świętego Jana Pawła II wyprosiłam u Boga i Matki Najświętszej cudowne uwolnienie syna niesprawiedliwie osadzonego w więzieniu. Modlę się o rychłą beatyfikację Ojca Świętego, jednak pozostanę anonimowa do czasu wyproszenia, a jakże ważnej drugiej części prośby - chodzi o powrót syn do wiary katolickiej, od której oddalił się przez doznane krzywdy.

4.06.2006 r. (N.N.)

 

Dla mnie osobiście jest to cud

Chciałabym opisać łaski wyproszone dla mnie i mojej rodziny za pośrednictwem Ojca Świętego Jana Pawła II.

Kiedy umierał Jan Paweł II byłam ok. miesiąca po porodzie drugiej córeczki Natalii (starsza córka Martynka 2 latka). W tym też czasie ukończyłam lekarski staż podyplomowy i uczyłam się do lekarskiego egzaminu państwowego, który musiałam zdać, aby uzyskać prawo wykonywania zawodu.

Z jednej strony wydawało mi się niemożliwe, aby zdać ten egzamin (to bardzo duży zakres wiedzy i potrzeba wiele czasu na naukę), a z drugiej nie mogłam do niego przystąpić, gdyż bez pozytywnego zdania LEP-u nie mogłaby podjąć pracy w zawodzie. Egzamin zdawałam w dniu pogrzebu Ojca Świętego. Prosiłam Jego o pomoc, a równocześnie wszyscy modliliśmy się za jego duszę. Byłam wyjątkowo spokojna i pogodzona z wolą Boga. Zdałam! To była wielka radość, bo niemożliwe stało się możliwe. Dwa miesiące później podeszłam do egzaminu na specjalizację z chorób wewnętrznych. Tylko Ojca Świętego Jana Pawła II prosiłam o wstawiennictwo u Boga Ojca w tej intencji. Dostałam się na rezydenturę (specjalizacja finansowana przez Urząd Marszałkowski).

Ktoś powie - udało Ci się. Aleja wiem, że to Ojciec Święty wyprosił dla mnie te łaski. Nie miałam dużo czasu na naukę - maleńkie dzieci, mąż, dom i dorywcza praca - a jednak dostałam się.

Wierzę mocno, że to Jan Paweł II wyprosił dla całej rodziny tę łaskę. W tej chwili pracuję, rozpoczęłam specjalizację, mam dwie śliczne i bardzo kochane córeczki i wspaniałego męża.

Ojciec Święty Jan Paweł II pobłogosławił osobiście nasz związek małżeński dzień po jego zawarciu 13.10.2000 r. Nie wiem, czy te łaski uznane będą za cud, ale dla mnie osobiście to jest cud!

(Bożena)

 

Dziękuję Bogu, że darował mi świadka miłości

Jestem mamą dwojga dzieci, córka ma 8 lat, syn 6. W lutym 2000 roku napisałam list do Papieża Jana Pawła II, w którym pytałam, dlaczego jako rozwódka, żyjąca w drugim związku cywilnym, nie mogę przyjmować sakramentów. Nie był to list przyjemny. Chociaż nie przywiązywałam wagi do spraw kościelnych, pytałam, jak wytłumaczę dzieciom, dlaczego nie przyjmuję Komunii Świętej.

Ojciec Święty odpisał mi (jego odpowiedź otrzymałam z sierpniową datą), że będzie się za mnie modlił. Ja się nie modliłam, wyrzuciłam z domu wszystkie święte obrazy. Nagle, pod koniec sierpnia 2000 roku kupiłam Biblię i zaczęłam czytać. Ten szczególny czas: rozważań, pytań i modlitwy, zakończył się stwierdzeniem nieważności mojego dawnego związku i 16 października zawarłam ślub kościelny. Nie uważam tego za cudowne uzdrowienie, ale jest dla mnie cud, który dokonał się za sprawą modlitwy Ojca Świętego. Dziękuję Bogu, że pozwolił mi wrócić do Niego i dziękuję, że darował mi Papieża Wojtyłę, świadka miłości.

Dzisiaj jesteśmy rodziną chrześcijańską, która przyjmuje Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, która szuka i rozwija swoją wiarę w miłości.

(Daniela, Włochy)

 

Dziękuję Janie Pawle II

Mam 39 lat, jestem mężem niezwykłej kobiety o imieniu Giuseppina. Od początku naszego małżeństwa pragnęliśmy mieć dziecko, które byłoby ukoronowaniem naszej miłości. Niestety, mimo naszego młodego wieku, badań specjalistycznych i leczenia niepłodności, nie mogliśmy go mieć. Jednak przez te wszystkie lata nie traciliśmy nadziei. Dwa lata temu miałem poddać się operacji żylaków powrózka nasiennego (varixicis), która jednak nie gwarantowała płodności.

Po śmierci Ojca Świętego 14 maja 2005, pojechaliśmy do Rzymu, by złożyć Mu ostatni hołd. Dokładnie rok później 14 maja 2006, moja córka urodzona w lutym zostanie ochrzczona. Dziękuję Janie Pawle II!

(Giovanni, Wiochy)

 

Gdy patrzyłem na portret Jana Pawła II

W 2004 r. po czterech latach pracy w Domu Dziecka straciłem pracę. Zaczął się dla mnie trudny czas poszukiwania nowego zatrudnienia, pukania od drzwi do drzwi, słysząc wszędzie to samo tzn. brak etatu, brak miejsca, brak pieniędzy. Składane osobiście i wysyłane pocztą podania do różnych firm i instytucji, w których jako absolwent pedagogiki i resocjalizacji mógłbym podjąć pracę pozostawały bez odpowiedzi.

I tak przyszedł kwiecień 2005 r. i śmierć Jan Pawła II. Piątego kwietnia byłem na wieczornej Mszy św. w jego intencji. Podczas ofiarowania, gdy patrzyłem na portret Jana Pawła II przesłonięty czarną wstążką przyszła mi do głowy myśl, czy może to było ciche natchnienie, by złożyć podanie o pracę w gimnazjum leżącym blisko miejsca, gdzie mieszkam, a któremu patronuje Jan Paweł II.

6.04. z samego rana poszedłem do dyrektora tejże szkoły i złożyłem podanie, słysząc ku memu zaskoczeniu, że prawdopodobnie w maju zwolni się etat pedagoga! Zgodnie z umową zadzwoniłem w maju i nic! Kazano mi dzwonić w sierpniu dokładnie w połowie tego miesiąca. Tak też zrobiłem, i nic! Kazano dzwonić pod koniec sierpnia i tak też zrobiłem.

28.08. zadzwoniłem o 8-ej rano. Kazano dzwonić o 14-ej. Zadzwoniłem i umówiono mnie na spotkanie 30.08 na rozmowę kwalifikacyjną, w wyniku której otrzymałem cały etat. I od 1.09.2005 r. pracuję jako pedagog w gimnazjum Jana Pawła II.

Jestem przekonany, że jest to łaska od Boga za przyczyną

Jana Pawła II.

Kończąc, pragnę prosić o modlitwę za mnie, moją dziewczynę i naszą wspólną przyszłość, moją pracę a jej studia, za naszą miłość oraz naszych bliskich.

listopad 2005 r. (Roman)

 

Jan Paweł II był, jest i pozostanie w naszych sercach

Pragnę złożyć świadectwo cudownego uzdrowienia Pawła N. po ciężkim wypadku, przez wstawiennictwo Jana Pawła II. Paweł N. doznał wypadku 16.03.2005. Jego stan był beznadziejny. Wezwano żonę, która zostawiła tu w Polsce troje małych dzieci i pojechała za pożyczone pieniądze, by być przy umierającym mężu w Londynie. Wiedząc, że Jan Paweł II jest bardzo chory, prosiliśmy Boga z całym przedszkolem, by cierpienie Ojca Świętego nie poszło na marne, by ratowało Pawła. Ze świadectwa Pawła wynika, że gdy Ojciec Święty był bliski śmierci, czuł, że też umrze. Stan Pawła był krytyczny.

Ksiądz Krzysztof N. w rozmowie telefonicznej ze mną powiedział mi, że życie Pawła wisi na włosku i byśmy się modlili. Prosiłam wszystkich napotkanych ludzi przed Mszą św. w kościele oraz wspólnoty modlitewne, by prosiły Jana Pawła II o życie dla Pawła. Z moimi dziećmi z przedszkola po śmierci Jana Pawła II codziennie modliliśmy się przez wstawiennictwo Ojca Świętego i (odmawialiśmy) koronkę do Miłosierdzia Bożego, by Paweł żył i mógł wrócić do dzieci w Polsce.

 

Lekarze mówili, że Paweł nie nadaje się w ogóle do transportu, bo może umrzeć. Nawet w Londynie obawiali się do drugiego szpitala na transport. Twierdzili też, że nawet jeśli przeżyje nigdy nie będzie chodził. Gdy Paweł się o tym dowiedział, przeżył załamanie. Nic nie chciało się goić, a stan się pogarszał. Zanosiliśmy modlitwy z przedszkolakami. Chodziliśmy pod krzyż papieski Jana Pawła II do kościoła, wysyłaliśmy na Mszę św. do Lichenia i tu (na miejscu) ofiarowaliśmy za niego Mszę Świętą. Wciąż błagaliśmy głośno Jana Pawła II, by pomógł Pawłowi wrócić chęć do życia i wyzdrowienia. I stał się cud.

Paweł podobnie jak Jan Paweł II powiedział do Maryi -jestem Twój i rób ze mną co zechcesz i w tej sekundzie przemieniło się wszystko. Uwierzył, że wyzdrowieje, że wróci do Polski i zobaczy dzieci, że wbrew opiniom lekarzy będzie chodził, od następnego dnia zaczął powracać do życia i zdrowia i lekarze zdumieni powiedzieli, że to cud, że Paweł to polski Rambo! Pawła przetransportowano do Polski. Jest w domu i co najważniejsze chodzi - nawet po schodach! Moje dzieci z przedszkola są ciągle informowane o stanie zdrowia Pawła i wiedzą i wierzą, że nasz kochany Ojciec Święty Jan Paweł II wysłuchał ich gorącej, szczerej, dziecięcej modlitwy, że Jan Paweł II wstawił się za 31-letnim Pawłem, by mógł wrócić do swoich małych dzieci. Dziś z wielką radością patrzę, gdy go odwiedzam, jak Paweł wstaje z łóżka, siada na fortelu, idzie do kuchni, by zrobić dzieciom jeść. On sam wie i czuje, że to modlitwa jego dzieci, przedszkolaków i setek innych ludzi poproszonych, by błagali Boga i Jana Pawła II o życie i zdrowie dla Pawła N., pomogła mu cieszyć się życiem. Nadmieniam, że Paweł stał się pogodnym, szczęśliwym i wierzącym człowiekiem. Nie zrażają go jeszcze dolegliwości, wierzy, że wkrótce uda mu się iść samemu na mszę św. do kościoła, że pojedzie w podróż po sanktuariach maryjnych z żoną i dziećmi, by podziękować Bogu i Maryi za łaski i że wybierze się na ryby - nawet,

Tym świadectwem pragnę podziękować Bogu Wszechmogącemu, Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II za Pawła. Podam listę dzieci z naszego przedszkola, które prosiły od 17 III do 20 V Jana Pawła II o powrót do Polski Pawła N.

Bardzo ważne jest też to, że prosiliśmy, by Paweł mógł być na pierwszej komunii św. jego córki Eweliny. Komunia była 25 V 2005 r., a Paweł w udany sposób przewieziony został do Polski (i swego miasta) 20 V 2005 r. czyli w dzień przed pierwszą komunią świętą. Wierzymy, że to Jan Paweł II, który ogłosił ten rok rokiem Eucharystycznym uprosił u Boga, by ojciec mógł być blisko swojego dziecka w tak ważnym dniu.

Czyż to nie cud, że wrócił właśnie w ten dzień? Wraz z moimi przedszkolakami, dziećmi Pawła, modlił się też personel. Napisaliśmy w lutym i w marcu listy do Jana Pawła II i wysłaliśmy mu nasze rysunki. Jesteśmy wdzięczni, że otrzymaliśmy odpowiedź z Watykanu.

Jan Paweł II był, jest i pozostanie w naszych sercach. Przybliża nas do Boga, czujemy, że jest blisko nas.

13.01.2006 r. (Bogdana)

 

Jan Paweł II modlił się za mnie

3 października 2005 roku udałam się do drukarni, by oprawić w plastikową okładkę zdjęcie Jana Pawła II. Krótko potem przeczytałam modlitwę o rychłą beatyfikację i zrozumiałam, że Jan Paweł II modlił się za mnie i towarzyszył mi w mojej chorobie płuc. Dzisiaj znów zaczęłam, się śmiać i oddychać normalnie. Przedtem oddychałam z trudem, czułam się ciągle zmęczona i obolała. Straciłam chęć do wszystkiego. Dzisiaj jestem pełna entuzjazmu i modlę się z radością i wdzięcznością. Dziękuję Janowi Pawłowi II, że modlił się za mnie.

M.    - Chiny)

 

Jan Paweł II ukazał mi swoją drogę

Już rok minął od czasu, kiedy Jan Paweł II powrócił do Domu Ojca, i chociaż nie jest przy nas fizycznie, duchowo nas nie opuścił. Kilka miesięcy temu pewna osoba podarowała mi relikwie Papieża wraz z modlitwą o rychłą beatyfikację. Uczuliła mnie, żebym odmawiała ją każdego wieczoru przed zaśnięciem, i tak też robię. Każdego wieczoru wypowiadam także słowa: „Ty mnie zawołałeś, teraz musisz mi pomóc". Jan Paweł II ukazał mi swoją drogę, która prowadzi mnie do szczęścia; zawsze kiedy czytam, Jego słowa, moje serce bije szybciej. Myślę, że podobne odczucia towarzyszyły uczniom w drodze do Emaus; kiedy Chrystus zostawił ich, pytali się wzajemnie: „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał"? Odkryć w słowach Papieża słowa Chrystusa jest czymś niesamowitym. Wiem, że cokolwiek by się zdarzyło, słowa te dodadząmi sił, by zwyciężyć zło. To krótkie świadectwo to mały prezent od kogoś, komu Jan Paweł II zupełnie zmienił życie.

(Hiszpania)

 

Już od dawna modlę się do Świętego

Z ojcem dr. Janem Pachem OSPPE, dyrektorem Jasnogórskiego Instytutu Maryjnego i Biblioteki Maryjnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Podczas inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II, 22 października 1978 r., był Ojciec na placu św. Piotra. Jakie wspomnienia przywołuje wybór Polaka na Stolicę Piotrową?

- O wyborze ks. kard. Karola Wojtyły na Papieża dowiedziałem się podczas Mszy św. w Krakowie na Skałce. Była ogromna radość, oklaski i wezwanie w modlitwie wiernych już za nowego Ojca Świętego. Procesje, śpiewy i modlitwy w kościołach - tak wyglądały wieczór i noc z 16 na 17 października 1978 r. w Krakowie. Miałem to szczęście być na inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II. To, co mnie uderzyło na placu św. Piotra, to niesamowity entuzjazm, śpiewy Polaków i słowa Papieża: "Nie lękajcie się! Otwórzcie drzwi Chrystusowi", które stały się niejako mottem Jego posługi Kościołowi i światu. Następnego dnia, w Instytucie Polskim, uczestniczyliśmy w Eucharystii pod przewodnictwem Prymasa Polski ks. kard. Stefana Wyszyńskiego, który promieniował radością. Byłem też na pamiętnym spotkaniu Jana Pawła II z Polakami w Auli Pawła VI, kiedy Papież prosił: "Pamiętajcie o mnie w modlitwie na Jasnej Górze i wszędzie".

W czym tkwiła wyjątkowość tego człowieka?

- Był to człowiek głębokiej modlitwy, miał osobisty kontakt z Panem Bogiem. Widziałem Papieża zatopionego w modlitwie podczas dziękczynienia po Komunii Świętej, skupionego - nie rozumiałem słów, ale Jan Paweł II cały czas dialogował... To było niesamowite przeżycie. Osobiście nie wybieram się na beatyfikację do Rzymu, bo już od dawna modlę się do Świętego.

Dzień przed śmiercią Jan Paweł II poświęcił nowe korony dla Jezusa i Maryi z Jasnogórskiego Wizerunku...

- Na Jasną Górę przybywał jako młodzieniec, kapłan, biskup, kardynał i Papież. Wzrastał u boku ks. kard. Wyszyńskiego i nigdy nie ukrywał, że to od niego uczył się bezgranicznego zawierzenia Maryi. Zatem miłość do Matki Bożej, którą przekazywał światu, wyniósł z Polski. "Ona tu jest. Ten święty wizerunek zapośrednicza Jej konkretną, rzeczywistą obecność". Modląc się na Jasnej Górze, nie mówił do obrazu, ale rozmawiał, dotykał Osoby, którą ten obraz przedstawia. Ten Jego osobisty kontakt z Matką Bożą, z którą szedł do Jezusa, starał się przekazać ludziom, ucząc modlitwy. Dzień zamachu 13 maja 1981 r. to 64. rocznica pierwszych objawień Matki Bożej Fatimskiej, a na placu św. Piotra wierni modlili się o życie rannego Jana Pawła przed obrazem Czarnej Madonny, który przywieźli pielgrzymi z Polski. Dlatego po zamachu kulę, która Go raniła, Papież zawiózł do Fatimy, a na Jasnej Górze zostawił skrwawiony pas, który pozwolił uwidocznić przy obrazie Matki Bożej dopiero niedługo przed śmiercią. Całym swym życiem przypominał, a podkreślał to dobitnie jako Papież, że droga jasnogórska jest najbezpieczniejszą drogą Kościoła w Polsce.

W czym leżał sekret doskonałych relacji Papieża z młodzieżą?

- Jan Paweł II był autentyczny, co doskonale rozszyfrowała młodzież. Umiał słuchać i tym zachęcał człowieka do wyrażenia tego, co ma do powiedzenia. Rozumiał młodzież i ona to czuła. Te relacje to nie był kaznodziejski nakaz, a słowa "musicie, powinniście od siebie wymagać" były ojcowskie, ciepłe, życzliwe. Młodzi czuli to w gestach Papieża, Jego słowie. Pamiętam spotkanie z Ojcem Świętym na Skałce w 1979 r., kiedy Papież zamiast na fotelu usiadł na dywanie i dialogował z młodymi. Był dla młodzieży, a młodzież była dla Niego.

Za przyczyną Jana Pawła II wciąż dzieje się wiele cudów. Na czym polega ich wielkość?

- Ojciec Święty był za życia i wciąż pozostaje kanałem przepływowym Bożej łaski i Bożej mocy, pośrednikiem cudu. Żeby stać się tym narzędziem w ręku Boga, wiele się modlił, czuwał. To są te nieprzespane noce, leżenie krzyżem w kaplicy i umartwienia. Pamiętajmy, że to nie Jan Paweł uzdrawiał, ale nie zatrzymywał na sobie próśb, które ludzie do niego kierowali, lecz podobnie jak Maryja, poprzez modlitwę odsyłał je do Boga.

Dziękuję za rozmowę.

 

Mam Ci tyle do powiedzenia

Nie wiem, jak zacząć, mam Ci tyle do powiedzenia. Bardzo mi Cię brakuje, choć nigdy nie miałam okazji się z Tobą spotkać, wiem, że bardzo mnie kochałeś, wiem, że gdybym stanęła przed Tobą, a raczej Ty przede mną, przytuliłbyś mnie i pocałował w czoło. Ja na pewno ujrzałabym w twoich oczach dobroć i altruizm. Tyle dla nas zrobiłeś.

Pogodziłeś wiele osób, przyczyniłeś się do tego, że ludzie zaczęli wierzyć w siebie i w swoje możliwości, choć wcześniej nie widzieli sensu życia. Kochałeś i kochasz wszystkich bez względu na kolor skóry i wyznanie. Nie bałeś się dotykać osób chorych, które nie widziały pomocy w innych. „Rozdawałeś" swoja Miłość, Wiarę, Pomoc. Jesteś największym, najlepszym i najwspanialszym Papieżem w dziejach ludzkości. Polacy, twoi rodacy Cię kochają i tyle łez wylali po Twoim odejściu.

Mimo to, że cierpiałeś przez swoją chorobę, nie poddałeś się. Chciałeś swoją służbę wypełnić do końca. Jesteś kimś wyjątkowym w moim życiu, kimś kto w moim sercu zostawił głęboki ślad, który będzie istniał do końca, aż do mojej śmierci. Wtedy to też będę mogła spotkać się z Tobą. Chcę, abyś pomodlił się szczególnie za księdza Dziwisza, który zawsze Ci towarzyszył, pomagał, kochał, i nadal kocha i był z Tobą do końca. Nie opuścił Cię aż do śmierci. Ja też płakałam mocno, może niepotrzebnie, powinnam się cieszyć, że teraz nie cierpisz i jesteś przy boku swego Ojca.

5.04.2005 (Magda)

 

Moja żona jest dzisiaj w szóstym miesiącu stanu błogosławionego

Piszemy do Was, aby zaświadczyć o świętości naszego nieodżałowanego kochanego Papieża Jana Pawła II. Otóż jesteśmy małżeństwem od ponad 7 lat i oczekiwaliśmy upragnionego maleństwa. Jesteśmy katolikami i prosiliśmy Matkę Bożą i Pana Jezusa o stan błogosławiony dla żony. Leczyliśmy się 5 lat i lekarze dawali nikłe szansę na potomstwo. Po śmierci Jana Pawła II zaczęliśmy się modlić za jego przyczyną o upragnione potomstwo dla nas i ku zdziwieniu lekarzy i nas wszystkich moja żona jest dzisiaj w szóstym miesiącu stanu błogosławionego. I prosimy również jak i ufamy, że za przyczyną niezmiernie umiłowanego Ojca Świętego Jana Pawła II moja żona szczęśliwie donosi i w czerwcu urodzi maleństwo, prawdopodobnie córeczkę, za co będziemy niezmiernie wdzięczni Panu Bogu. Również ufamy, że za te zasługi za życia jak i po odejściu do Domu Ojca niebieskiego nasz umiłowany Rodak Jan Paweł II zostanie rychło zaliczony w poczet świętych. Na koniec pragniemy was wszystkich pozdrowić i życzyć, abyście otrzymali jak najwięcej zgłoszeń cudów za przyczyną Jana Pawła II.

19.03.2006 (małżonkowie: Małgorzata i Jacek)

 

Może nie dla was, ale dla mnie to naprawdę cud

Znalazłam w Gościu Niedzielnym waszą modlitwę pt. Modlitwa o łaski za wstawiennictwem Sługi Bożego Jana Pawia II. Sama nie wiem, od czego zacząć, ale to, co przeżywam, jest niesamowite. Odmawiam ją prawie codziennie przed snem. Jedno o co proszę Boga za Jego wstawiennictwem, to miłość, macierzyństwo, rodzina.

Mam 31 lat, dlatego te wartości są dla mnie bardzo ważne. To, co wydawało się, że jest takie niemożliwe, już po paru tygodniach odmawiania modlitwy; wrócił mój były chłopak, z którym rozstałam się w styczniu tego roku. Mijał czas, a ja nadal go kochałam, nie przestawałam o nim myśleć. Wrócił inny, odmieniony właśnie z miłością, która emanuje z jego oczu. Nie pytałam o nic, bez słów przytuliłam go do siebie, pogłaskałam po głowie. Już jestem szczęśliwa, chociaż wiem, że jeszcze wiele się wydarzy w moim życiu. To takie piękne, co pozostawił nam Ojciec Święty Jan Paweł II. Miłość - częściej powinniśmy o niej myśleć i dawać innym - życie bez niej traci sens!

Musiałam do was napisać, bo to co się wydarzyło w moim życiu, naprawdę jest niesamowite. Może nie dla was, ale dla mnie to naprawdę cud! Szczęść Boże.

(Ewelina)

 

Narzeczeni z radością oznajmiają

W dniu śmierci Ojca Św. Jana Pawła II nasza rodzina oczekiwała przybycia (spod Szczecina) mojej bratanicy Hanny z narzeczonym Pawłem z okazji ich przyszłego ślubu. Przybył też mój brat Teofil, córka Barbara z mężem Jakubem (który 26.04.2005 r. przyjął chrzest św.), dziećmi Karolem i Mają,

oraz zięć Jerzy i oboje z mężem tj. razem z młodymi narzeczonymi 9 osób.

Przygotowałam obiad i zaraz po powitaniu gości - młodzi oświadczają, że nie będzie ślubu kościelnego tylko cywilny. Nastąpiła konsternacja - duże nieporozumienie. W czasie posiłku przy stole, każdy z nas starał się przekonać młodych co do sakramentu małżeństwa.

Zauważyłam, że nasza rodzina nie uznaje ślubu cywilnego i jeśli nie ma ważnych powodów przeciwko - to dlaczego taka decyzja? Odpowiedź była jedna - ciociu, będzie ślub cywilny - tak jak postanowiliśmy i nie zmienimy zdania. Mój brat jako ojciec chrzestny Hanny z dużym spokojem i miłością wskazywał, aby nie odkładać ślubu kościelnego na później, mówił o zawarciu małżeństwa przed Bogiem. Zabierał podobnie głos mój mąż, córka Basia i zięciowie. Słyszeliśmy ciągle jedno słowo - będzie ślub cywilny.

Odczułam dużą przykrość, a tak cieszyłam się na to spotkanie i wiele czasu poświęciłam, przygotowując przyjęcie - upiekłam parę ciast itd. Wieczorem córka Barbara zaproponowała młodym zwiedzanie Wrocławia nocą, skąd wrócili po godz. 20.00 i zaraz też szykowaliśmy się do snu (młodzi narzeczeni nocowali u nas).

W tym czasie dostaję SMS - od wnuczki Mai, że zmarł Ojciec Święty Jan Paweł II. Jesteśmy tym bardzo poruszeni - młodym wiadomość - idę do sypialni i z mężem Stanisławem słuchamy wiadomości. Jestem bardzo zmęczona - zaczynam gorąco modlić się do Ojca Świętego o pomoc w nawróceniu młodych na drogę wiary i oddaję wszystko Ojcu Świętemu ukochanemu Janowi Pawłowi II, prawdziwemu świadkowi Boga.

Rano wstajemy - przygotowuję śniadanie, a młodzi narzeczeni po powitaniu z radością oznajmiają, że będzie ślub kościelny. Zaczęłam w duchu dziękować Bogu, że uczynił cud za przyczyną naszego Ojca Świętego Jana Pawła II. Mąż mój posłyszawszy o ich zmianie podszedł do mnie i powiedział „stał się cud". Tak przyjęła tę wiadomość cała nasza rodzina, która zgromadziła się w niedzielę (Miłosierdzia Bożego) następnego dnia na obiedzie.

Nastąpiła ogromna radość, a że zachowałam jeden tort - podałam do kawy z najlepszymi życzeniami dla młodych - pełna szczęścia i radości - ciesząc się z całą rodziną. Niech będzie Bóg uwielbiony!

Ślub kościelny Hanny i Pawła odbył się 30 kwietnia 2005 r., córka Renata była świadkiem. Przyjęcie weselne było wyjątkowo miłe i udane. Dnia 23.10.2005 r. urodził mi się synek Szymon, zdrowy i silny chłopczyk.

Niech za to wszystko będzie błogosławiony Bóg i Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa.

20.11.2005 r. (Janina)

 

Nie mogę oddzielić tego, co się stało, od osoby Jana Pawła II

Chciałabym, żeby mój list potraktować jako dowód lub akt głębokiej wdzięczności dla Boga za dar, którym obdarzył mnie i mojego męża. Po pięciu latach starania się o dziecko jestem w drugim miesiącu ciąży. Przez dwa tygodnie nazywałam to cudem, ale ksiądz spowiednik powiedział mi, że jest to wola Boża. Tak czy inaczej jesteśmy naprawdę szczęśliwi.

Dla mnie szczególnie ważny jest fakt, że nie mogę oddzielić tego, co się stało od osoby Jana Pawła II, od jego wstawiennictwa za nas już po jego śmierci. W ciążę zaszłam po powrocie z pogrzebu Naszego papieża. Cały wyjazd był dla mnie podobnie, jak dla tysięcy innych pielgrzymów, wielkim duchowym przeżyciem. W pielgrzymkę pojechałam z grupą z Elbląga. Już w autokarze wiedziałam, że nic w tej podróży jak i w całym naszym życiu nie dzieje się bez powodu.

Wszystko jest wpisane w perfekcyjny plan i tak ma być. Bogu dziękowałam za księdza, który z nami jechał, za jego pogodę ducha, za to, że przez całą drogę próbował nam przybliżyć Boga i wytłumaczyć, co ma nam do powiedzenia każdego dnia. Jestem osobą wierząca, ale przyznam szczerze, że swoje praktyki chrześcijańskie ograniczałam do niedzielnej Mszy Świętej i modlitwy, ale nie codziennej. Pobyt w bazylice św. Piotra był dla mnie porażający. Wszystko, co działo się wokół mnie, było tak cudownie boskie. Przemieszanie uczucia smutku, radości, uniesienia, wdzięczności za papieża, za to, że był, pytania czy musiał odejść i jak będzie bez Niego. Oczywiście, prosiłam. Prosiłam papieża o pomoc, dziękowałam, że był praktycznie w całym moim życiu, prosiłam w bazylice, prosiłam na świętych schodach. Żałowałam, że nie byłam w Rzymie, wtedy kiedy żył - nie wiem dlaczego, po prostu zawsze wydawało mi się, że jest czas.

Nie wiem, proszę księdza, czy to, co opisuję, może się przydać. Oczywiście mam mnóstwo badań, które przeprowadziliśmy przez te pięć lat. Potwierdzają one jednak, że zarówno ja, jak i mój mąż byliśmy „zdrowi". Zdrowi, ale osobno, to znaczy, że naszym problemem była moja nadodporność śluzu szyjki macicy. Co powodowało, że zwalczałam wszystko, co próbowało się przez nią przedostać. Lekarze sugerowali nam zapłodnienie pozaustrojowe, na które się nie zdecydowaliśmy, jednak muszę się przyznać, że trzy razy spróbowaliśmy tzw. inseminacji, ale bezskutecznie.

Bez względu na to, czy to co się nam przytrafiło można nazwać cudem, dla nas jest wielkim szczęściem i dowodem wielkiej miłości Boga do ludzi, i szczerze wierzymy, że Jan Paweł II od pierwszej chwili po swojej śmierci bardzo mocno się za nami u Niego wstawia. Za to bardzo mocno dziękuję.

Lipiec 2005 (Ania)

 

Obecnie jestem bardzo szczęśliwa

Mam 54 lata, jestem mężatką 32 lata, wychowałam dwie córki, obecnie jestem babcią dziesięcioletniej wnuczki i rocznego wnuka. Kiedy w styczniu 2000 roku przeszłam na zasiłek przedemerytalny, w podziękowaniu „Bogu i Matce Bożej" codziennie (z wyjątkami) uczęszczam na Mszę św. z komunią św. Poza tym bardzo rzadko odmawiałam l dziesiątkę różańca św., a Koronki do Miłosierdzia Bożego nie odmawiałam nigdy - nie należałam też do koła różańcowego, pomimo, że bardzo mnie o to proszono. Wszystko to zmieniło się nagle z chwilą śmierci naszego ukochanego Ojca Świętego Jana Pawła II. Codziennie z rana podczas pacierza, patrząc na obraz z wizerunkiem papieża Jana Pawła II klęczącego w wielkim skupieniu odmawiającego różaniec św., coś we mnie się zmieniło. Nagle, z chwilą śmierci Ojca Świętego zaczęłam codziennie odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego, do tego też odmawiam jedną całą część różańca świętego, a także należę do koła różańcowego. Poza tym w wolnej chwili klękam z różańcem w ręku i modląc się, lub śpiewając, dziękuję Bogu i Matce Najświętszej za to, że za sprawą zamarłego papieża Jana Pawła II otrzymałam dar natchnienia do jeszcze głębszej modlitwy, w tym również za obecnego papieża Benedykta XVI. Do 2 kwietnia (2005 r.) nie miałam ochoty do życia - byłam w środku rozbita i zdruzgotana, nie miałam celu do którego bym dążyła.

Obecnie jestem bardzo szczęśliwa, a modlitwa z różańcem w ręku daje mnie siłę i sprawia wielką radość, a także daje mnie wiarę, nadzieje i miłość do Boga i Matki Bożej oraz do otaczających mnie ludzi. Zostańcie z Panem Bogiem.

04.07.2005 r. (Marianna)

 

Odpłynąłeś od nas

W latach 1973-74 przebywałam Krakowie. Kiedy zostałeś wybrany na papieża z radości płakałam. Stałeś się dla mnie drugim Ojcem. W rym roku kończę 54 lata. Cieszę się bardzo, że mimo takiego wieku zaliczam się do pokolenia JPII. Jestem z tego bardzo dumna i dziękuję Bogu za to z całego serca.

Najukochańszy Ojcze Święty, chciałam Ci podziękować za specjalne Błogosławieństwo dla mojego syna Mariusza. Za Twoim wstawiennictwem syn mój uwolnił się od śmiertelnego uzależnienia. Dzięki Tobie nawrócił się. W dniu Twojego odejścia do domu Pana Boga był bierzmowany w Bielsku Białej. Ja w Toruniu byłam bardzo chora. Pilnie śledziłam wszystkie wiadomości o Twoim stanie zdrowia. Gorąco się modliłam, aby Pan Bóg pozwolił przyjąć sakrament Bierzmowania przez Mariusza przed Twoim odejściem do Pana Boga - udało się. Syn był dwa razy na pielgrzymce w Częstochowie.

Chciałam Ci również podziękować za to, że miałeś mnie w swojej opiece. Wspierałeś mnie w tak trudnym okresie w moim życiu. Dałeś mi zdrowie, dużo wytrwałości, nadziei i siły. Nie dane mi było podziękować Ci za Twojego ziemskiego bytowania - robię to teraz, w rocznicę odejścia do domu Pana. Patrzysz na nas z niebios uśmiechnięty. Proszę Cię - miej nadal nas w swojej opiece, wstawiaj się do Boga za moją rodziną, za moją chorą, samotną Mamą. Wiem, że nigdy nas nie opuścisz. Czuwaj nad nami - bądź zawsze z nami „Kochany Ojcze Święty - byłeś, jesteś i zawsze będziesz w naszych sercach. Kochamy Cię". Te słowa zostały zapisane w księdze kondolencyjnej w Toruniu, wystawionej 07.04.2005 na Rynku Staromiejskim w czasie odprawianej mszy św. o 21.37. Odpłynąłeś od nas, „BARKA" pełna łez. Spoczywaj w spokoju.

08.04.2006 r. (N.N.)

 

Osoba Jana Pawła II wzbudzała we mnie pokorę

Długo zastanawiałam się, zanim postanowiłam napisać ten list. Tak bardzo chciałabym wyrazić swoje uczucia i moje poglądy na temat Papieża Jana Pawła II, ale cóż mogę powiedzieć, czy moje zdanie jest tutaj ważne? Mam 19 lat, to zbyt mało, żeby móc ocenić tak wspaniałego człowieka, jakim był Karol Wojtyła. Jednak postanowiłam zabrać głos w tej dyskusji. Moim zdaniem Karol Wojtyła bardziej niż ktokolwiek zasługuje na to, by Jego świętość została ogłoszona. Po pierwsze, dlatego że człowiek ten przez całe swoje młode życie był bardzo boleśnie doświadczony przez życie, a jednak wytrwał w swojej wierze, a nawet ją umocnił. Śmierć brata, przedwczesna utrata matki, potem śmierć ojca, wojna. Po przyjęciu święceń jako ksiądz otwarcie walczył z komunizmem - wrogiem ludzkości. Ale nigdy w tym swoim życiu, osobistej i publicznej walce, nie zapomniał o człowieku. Kochał ludzi, jak ojciec swoje dzieci. W młodzieży widział przyszłość, lepszą przyszłość.

Ja sama osobiście doświadczyłam wielokrotnie, jak wielki wpływ na moje życie miał i wciąż ma Ojciec Święty. Mając 11 lat, po raz pierwszy poczułam jak wielką siłę ma ten człowiek i ile znaczy w moim przyziemnym życiu. Był czerwiec 1997 r., wtedy Jan Paweł II po raz kolejny odwiedził swoją ojczyznę. Ja z moją mamą wybrałyśmy się do Częstochowy i tam oczekiwałyśmy razem z tysiącami innych pielgrzymów na krótką wizytę Ojca Świętego. Atmosfera była niesamowita i wiem, że nie zapomnę jej do końca życia. Wielkie wywarło wrażenie to wydarzenie w życiu jedenastoletniego dziecka. Czułam, że Bóg jest tak blisko mnie. Chciałam śpiewać, tańczyć ze szczęścia. Wtedy zrozumiałam, czym dla mnie jest wiara, nie tylko klepaniem pacierzy na pamięć, nie obowiązkiem nałożonym przez rodziców, wiara stała się dla mnie czymś, osobistym, czymś, co chciałam dźwigać na swoich ramionach. Każda Jego pielgrzymka wywarła na mnie niesamowite wrażenie, zawsze płakałam, oglądając relacje telewizyjne.

Potem w moim życiu nastał okres buntu przeciwko rodzicom, rodzinie, a także przeciwko wierze i przeciwko Bogu.

Nie widziałam sensu w codziennych mszach, w codziennej modlitwie, uważałam, że wszystko, co mam, osiągnęłam tylko dzięki sobie i tylko osoba Jan Pawła II wzbudzała we mnie pokorę. Po śmierci Papieża wiele się zmieniło, zrozumiałam, że każdy ma w swoim życiu cel i że musi dążyć do jego osiągnięcia, ale tylko z Bogiem. Ponownie odzyskałam wiarę w swoją tożsamość w środowisku. Wiem, że to wszystko, co dzieje się w moim życiu dobrego, jest spowodowane tym, że czuję obecność Ojca Świętego, że widząc Jego jako wzór, mogę się zmieniać na lepsze. Ojcze Święty, dziękuję Ci za ten dar.

10.07.2005 (młoda osoba N.N)

 

Otrzymałam od Ciebie serdeczny list

Ukochany Ojcze Święty! Bardzo się cieszę, że jesteś w Watykanie. Jesteś własnością całego świata. Twoje zdrowie i życie, chociaż jest w ręku Boga, to jednak i od Ciebie, ukochany Pasterzu, zależy. Nie można się nadmiernie przemęczać i w czasie grypy intensywnie pracować. Trzeba słuchać zaleceń lekarzy, chociaż to, co mówię, nie zawsze jest po naszej myśli. Przepraszam, że to piszę, ale sama jestem lekarzem od 48 lat, a przez wiele lat byłam ordynatorem oddziału wewnętrznego. Od roku jestem pacjentką oddziału chorób rozrostowych. Przed rokiem stan mojego zdrowia był beznadziejny - przerzuty raka sutka (po siedmiu latach od operacji) do opłucnej, płuc, kości i wątroby. Wracając do domu, kupiłam sobie nową sukienkę, by rodzina nie musiała szukać stroju na ostatnią drogę. W domu uklękłam przed móją ukochaną Matką Ostrobramską i z wielkim zaufaniem powierzyłam jej swój los. Spotkał mnie jeszcze jeden straszny cios - mój jedyny wnuk, tuż przed maturą, jadąc do mnie, miał wypadek samochodowy i doznał wstrząsu mózgu. Gorące modły moje i mojej rodziny do Boga i Matki Najświętszej odmieniły nasz los. Wnuczek odzyskał pamięć i zdał maturę w szpitalu, dziś już studiuje. A ja w ostatniej chwili otrzymałam cykl chemii, bardzo silną terapię, ale ratującą moje życie. Kiedy słabły moje siły fizyczne i psychiczne, zwróciłam się do Ciebie, Najukochańszy Ojcze Święty. W odpowiedzi otrzymałam od Ciebie serdeczny list, różaniec i twoje Błogosławieństwo, które pomogło mi przeżyć najcięższe chwile. Nowotwór zaczął się cofać. Wtym stroju, który miał mi służyć na ostatni ą drogę, wystąpiłam na zorganizowanym przeze mnie Spotkaniu Opłatkowym dla lekarzy, by się cieszyć. Wiem, że otacza mnie ciągle łaska Boża.

15.03.2005 (Teresa)

 

Po powrocie z dyskoteki

Drogi Papieżu Janie Pawle II, siedzę tu przy moim biurku, po powrocie z dyskoteki i usiłuję wszystkie moje myśli przelać na papier... Mam 18 lat i podobnie jak wszyscy moi rówieśnicy mam swoje problemy. Przede wszystkim chcę opowiedzieć Ci o moim odejściu od Kościoła. Tak, jest to dziwne, że mówię właśnie Tobie. Jeszcze rok temu regularnie uczestniczyłam w życiu mojej parafii. Niedzielna Msza Święta, bierzmowanie, byłam nawet animatorką... W 2005 roku straciłam dwóch moich przyjaciół, jeden zginął w wypadku samochodowym, drugi po­pełnił samobójstwo. Od tamtej chwili moje życie, niegdyś wy­znaczane przez rytmy życia parafii, zmieniło się drastycznie. Nowe towarzystwo, nowe miejsca, już nie chodzę nawet na Mszę ś w. Moja rodzina? Uwielbiam moich rodziców, niestety nie potrafimy być w tym samym pokoju bez awantury dłużej niż jedną godzinę... Następnym problemem jest szkoła... Proszę Cię, mój pierwszy Tatusiu, pomóż mi!

 

Pobłogosław mi w życiu rodzinnym

Bogu gorąco dziękuję za siedmiokrotne spotkanie z Tobą, za możliwość ucałowania Twojej świętej dłoni! Każda następna audiencja była coraz większym przeżyciem duchowym z przeświadczeniem, że dotykam świętości na tej ziemi. Dziękuję Ci ukochany Ojcze Święty za każde błogosławieństwo. Zawsze chciałam Ci tyle powiedzieć i nigdy nie zdołałam, bo łzy szczęścia mi nie pozwalały, a radość z naszego spotkania rozsadzała mi serce.

Kochany Ojcze - powierzam Twojej świętej nieustającej opiece moich synów Jarosława, Juliana i Marcina, moje synowe i kochane wnuczęta, moją Mamę i męża Wacława. Spraw ukochany Ojcze powrót do Kościoła mojej siostry z rodziną i bądź zawsze z nami.

W czasie mojej choroby nowotworowej prosiłam Cię o wstawiennictwo u Boga Ojca w zwalczeniu choroby i chorobę pokonałam! Mam dobre wyniki badań!!! Kocham Cię Ojcze Święty całym sercem, czuję Twoją obecność w moim życiu. W trudnych chwilach powierzam Ci swoje problemy i je pokonuję! Ukochany Tatusiu pobłogosław mi w życiu rodzinnym, w mojej pracy charytatywnej na rzecz ludzi najbardziej potrzebujących - pobłogosław moją fundację DAR SERCA, pracowników, PLL LOT SA i tych, którzy dla niej pracują.

10.04.2006 (N.N.)

PS. Nie mogę być w Rzymie osobiście - powierzam ten list mojej Przyjaciółce z wielką prośbą o modlitwę i przekazanie ukochanemu Adresatowi.

 

Pomóż mi, Ojcze Święty, błagam Cię

W ostatnich dniach marca znalazłam się w bardzo skomplikowanej sytuacji zawodowej. Mogłam utracić pracę, to byłoby nieszczęściem, gdyż mój mąż jest bezrobotny, mamy na utrzymaniu dzieci.

Nie otrzymałam pomocy w najbliższym otoczeniu zawodowym. Pewne osoby spotęgowały moje problemy, licząc, że zrealizują swoje wcześniejsze plany związane z obsadzeniem stanowiska przez inną osobę. Ja wcześniej ku ich niezadowoleniu wygrałam konkurs. Miałam do wykonania potężną terminową pracę, sama nie miałam szans, by temu podołać.

Zaraz po śmierci Ojca Świętego postawiłam na szafce w moim gabinecie w pracy zdjęcie Ojca Świętego (siedzący przy biurku wśród książek w głębokim zamyśleniu). Następnego dnia zmartwiona, załamana, zwróciłam się do Ojca Świętego, patrząc na zdjęcie, słowami: „Pomóż mi Ojcze Święty, błagam Cię, pomóż mi, tylko Ty możesz mi pomóc".

Nazajutrz bez większego wysiłku z mojej strony pojawiły się w pracy osoby z zewnątrz zupełnie mi wcześniej nieznane, które zaoferowały pomoc, okazało się zupełnie bezinteresownie. Jak dobre anioły, pocieszając mnie, pracowały wytrwale przez kilkanaście dni nawet niekiedy do późnych godzin nocnych. W momencie, gdy zawiodło mnie tyle osób na mojej drodze, Ojciec Święty postawił miłujących ludzi, nie pozwolił, abym zwątpiła w człowieka, więcej, przypomniał mi, że należy kochać, obdarzył mnie nowymi przyjaciółmi. Ojciec Święty wciąż jest ze mną, modlę się za Niego i do Niego codziennie. Jego nieustanna opieka pomnożyła moje szczęście i pozwala mi trwać w codziennych trudach.

Dziękuję Bogu, że postawił na mej drodze życia Świętego Człowieka.

(matka rodziny Jolanta)

 

Postanowiłem napisać ten list

Kochany Janie Pawle II. Piszę do Ciebie ten list, ponieważ dotknęło mnie wielkie cierpienie. Nie tyle samego mnie, co moją ukochaną Małgosię. Obecnie narzeczoną. Poznaliśmy się w Nowy Rok 2001. Od tego czasu poznawaliśmy się wzajemnie, a miłość nasza rozwijała się. Rok temu, kiedy odchodziłeś do domu Ojca, oboje bardzo to przeżywaliśmy. Przemyślałem parę rzeczy i doszedłem do wniosku, że Małgosia jest właśnie tą jedyną, tą którą zawsze pragnąłem mieć przy sobie na dobre i na złe. Oboje wtedy mieliśmy po 25 lat. Oświadczyłem się jej. Zaplanowałem ślub na 5 sierpnia 2006 r.

Jednak sprawa potoczyła się inaczej. Małgosia zachorowała na ciężkie zapalenie mózgu. 26 lutego znalazła się w szpitalu, a kilka dni później na intensywnej terapii. Było to tuż przed Środą Popielcową. Rozpoczął się dla mnie Wielki Post w dosłownym znaczeniu. Wszyscy z rodziny jej i mojej zaczęliśmy się bardzo gorąco modlić do Pana Boga o zdrowie dla Małgosi. Po 6. tygodniach walki o życie udało się Małgosi powrócić do życia i odzyskała przytomność. Jestem bardzo wdzięczny Bogu za ten dar. Jednak Gosia nie powróciła jeszcze do pełnego zdrowia. Nie wiem, czy to nastąpi, ale mam nadzieję, że tak będzie, i że będzie tak jak dawniej.

Jestem w rozpaczy. Nie wiem, co tak naprawdę mam ze sobą począć. Modlę się gorąco i polecam tę sprawę Bogu, a szczególnie temu w tym świętym czasie Zmartwychwstałemu Chrystusowi. Miłość jest naznaczona cierpieniem, a im bardziej się kocha, tym bardziej się cierpi, gdy ktoś umiłowany jest dotknięty cierpieniem. Tak bardzo kocham Gosię i tak bardo cierpię.

Postanowiłem napisać ten list i zanieść go na Twój grób święty Janie Pawle II. Błagam kochany Ojcze Święty o Twoje wstawiennictwo u Jezusa Chrystusa i Jego Matki, którą tak ukochałeś. Proszę o całkowite wyzdrowienie Małgosi, którą tak bardzo ukochałem tu na ziemi.

17.04.2006 r. (Twój Arek)

 

Pozwól mu żyć

Pozwolimy sobie napisać do Ciebie ciągle żywy i jak nigdy obecny w świecie Ojcze Święty. Jesteśmy Ci wdzięczni, bo pokazałeś, że nie trzeba być pięknym, młodym, silnym, aby zaimponować dzisiejszemu światu. Znałeś cierpienie i dodawałeś odwagi wszystkim tym, którzy go dotykali. Nasz czteroletni wnuczek ma guza mózgu, od siedmiu miesięcy bardzo cierpi, jest po dwóch operacjach. Prosimy Cię: „Pozwól mu żyć..."

M.        de M. Francja)

 

Prosimy o uzdrowienie

Piszemy ten list w nocy z 26 na 27 kwietnia 2006 r. do Cie­bie Ojcze Święty, Janie Pawle II z błaganiem o Twoje święte wstawiennictwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa i Jego Niepokalanej Matki. Nasz mąż i tata Grzegorz został potrąco­ny przez samochód. W wyniku wypadku doznał obrażeń pra­wej strony ciała i głowy. Do dziś leży na oddziale Intensyw­nej Opieki Medycznej. Nie odzyskał w pełni świadomości, nie mówi, nie widzimy, czy widzi i słyszy. Ze względu na ciężki stan neurologiczny może być do końca życia niesprawny umysłowo i fizycznie. Lekarze nie dają nam wielkiej na­dziei, ale codziennie modlimy się o jego powrót do zdrowia.

Prosimy o uzdrowienie! Tęsknimy za nim i czekamy na niego. Ojcze Święty Janie Pawle II, u Ciebie szukamy ratun­ku i głęboko wierzymy, że możesz nam pomóc.

Matko Najświętsza, prosimy wysłuchaj naszego błagania za wstawiennictwem Twego wielkiego czciciela Jana Pawła II. Zanieś naszą prośbę przed tron swego umiłowanego Syna i zanurz jaw Bożym Miłosierdziu. [...]

Do listu dołączamy zrobioną około 36 lat temu własno­ręcznie przez Grzegorza „ramkę" ze swoim i moim zdjęciem. Mój mąż nosił j ą przez wszystkie lata i miał j ą także przy so­bie w dniu wypadku. Jesteśmy z 32-letnim stażem małżeń­skim, proszę Cię, Ojcze Święty, pozwól naprawić nasze błędy i cieszyć się wspólnym dobrym życiem.

(żona Ewa)

Ojcze Święty, proszę, daj mojemu tacie szansę. Tak bardzo pragnę porozmawiać z nim i powiedzieć mu, jaki jest dla mnie ważny i jak bardzo go kocham.

(córka Iwona)

 

Przyjmij mój obecny lęk

Kochany Ojcze Święty! Janie Pawle II! Dzięki, że mogłam tu przyjechać i podziękować za wszystko. Wierzę głęboko, że obecnie jesteś u naszego Pana i spoglądasz na nas z troską, jak zawsze. Podczas tych kilku okazji, jakie miałam, aby być przy Tobie tyle chciałam Ci powiedzieć, ale zawsze zasłona łez nie pozwalała mi nawet dobrze przyjrzeć się Twemu Obliczu. Dziś dziękuję Opatrzności Bożej, że te przelane na papier słowa mogę Ci przekazać. Dziękuję, że w tamte pamiętne dni sierpniowe nie potępiłeś mnie, ale powiedziałeś, że każdy, nawet po popełnieniu grzechu ciężkiego, może żałować i wrócić do Kościoła.

Przyjmij mój obecny lęk przed trudem urodzenia i wychowania piątego dziecka i proszę przekaż przed obliczem Najświętszej Maryi Panny, aby dodawała mi sił, odwagi, abym była kochającą żoną i matką i bym z pomocą Opatrzności Wychowała dzieci na godne naszego Kościoła.

Kochany Ojcze Święty jesteś dla mnie Największym wzorem naszych czasów. Prowadź mnie, moją rodzinę i wszystkich bliskich sercu do Pana!

12.06.2006 (N.N.)

 

Sługo Boży, Janie Pawle II, ulituj się nad nimi

Syn mój Piotr N. wraz ze swoją narzeczoną Izabelą postanowili się pobrać w październiku br. Ale gdy po jakimś czasie okazało się, że Izabela jest w stanie błogosławionym, nie umieli sobie z tą wiadomością poradzić i zdecydowali, że ślubu nie wezmą. Ostatecznie wezmą po urodzeniu dziecka lub, jak ona przestanie karmić. Decyzja ich była twarda i wydawało się nieodwołalna. Nie pomagały prośby rodziców i babci z obydwu stron. Byli w swej decyzji konsekwentni. Moje tłumaczenia, że dziecko powinno urodzić się w pobłogosławionym małżeństwie, nie przyniosły rezultatu. Byłam zdruzgotana i załamana.

W czasopiśmie Gość Niedzielny które kupuję co tydzień, znalazłam zdjęcie Sługi Bożego Jana Pawła II z modlitwą o łaski za jego wstawiennictwem. Zaczęłam systematycznie 2 razy dziennie odmawiać tę modlitwę i modlić się tymi słowami: „Sługo Boży Janie Pawle II, przecież Ty tak ukochałeś młodych, Ty wszystko postawiłeś na młodych, ulituj się nad nimi i poprowadź ich do ślubu".

Modliłam się tak nieustannie przez kilka tygodni. Nagle młodzi zgłosili się do ks. Proboszcza, zaczęli uczęszczać na nauki przedślubne i przygotowywać się do ślubu. A 29 października 2005 r. zawarli związek małżeński w kościele katolickim p.w. św. Wawrzyńca w N.N. Przyjęcie weselne było skromne i bezalkoholowe - o czym w skrytości serca marzyłam.

Dzisiaj dobremu Bogu dziękuję za otrzymaną łaskę dzięki wstawiennictwu Sługi Bożego Jana Pawła II i proszę dla nich o dobre pożycie małżeńskie. Aby Bóg w ich rodzinie zawsze był na pierwszym miejscu.

25.11.2005 r. (zatroskana matka Grażyna)

 

To jest cud za wstawiennictwem naszego Ojca Świętego

Proszę księdza, modlitwa moja do Ojca Świętego Jana Pawła II w okresie Wielkiego Tygodnia oraz koronka do Miłosierdzia Bożego w intencji mojego brata została wysłuchana. Modliłam się, Ojcze nasz Janie Pawle II... i jest to według mnie ewidentne wstawiennictwo i ogromna łaska w mojej bezradności.

Mój jest brat bezrobotny, załamany psychicznie, ojciec trzech synów. Wcześniejszą instytucję, gdzie był zatrudniony, a nie otrzymał wynagrodzenia, skierował sprawę do Inspekcji Pracy i wygrał, ale otrzymał tzw. wilczy bilet, dzięki któremu nikt w danej branży go nie zatrudni. I tu chcę przedstawić, że za wstawiennictwem Ojca Świętego Jana Pawła II i [odmawianej] modlitwie koronki [do] Miłosierdzia Bożego z radiem Maryja stał się cud.

Dzwonię do brata i mówię bardzo delikatnie, gdyż trudny jest kontakt z nim. Proszę cię, chodź na Mszę św. za Ojca Świętego na placu Piłsudskiego o godz. 16.00. A on mi odpowiada, że jest umówiony o godz. 15.00 z pracodawcą i może przyjdzie, tylko trochę się spóźni. Ja mu odpowiadam. Słuchaj, to masz tę pracę. O 15.00, jak zwykle z radiem Maryja, zmówiłam koronkę do Miłosierdzia Bożego i po modlitwie pobiegłam na Mszę św. Na przystanku tramwajowym spotkałam drugiego brata Adama, i z radością i łzami powiedziałam mu, że myślę, iż ta godzina 15.00 zadecyduje o tym, że otrzyma pracę.

Proszę wielebnego Księdza, otrzymał pracę i jest bardzo zadowolony. Takie zbiegi okoliczności nie biorą się znikąd. To jest cud za wstawiennictwem naszego Ojca Świętego Jana Pawła II, do którego ze łzami w oczach się modliłam. Ojcze Święty Janie Pawle II. Szczęść Boże.

28.06.2005 r. (Elżbieta)

 

Uproś dla mnie zdrowe dziecko

Jeśli ten list dotrze do Ciebie, to znaczy, że wyjazd mojego życia doszedł do skutku. Byłam na siebie zła, moje serce było napełnione goryczą i smutkiem, nie mogłam sobie wybaczyć, że w ciągu całego twojego pontyfikatu nie udało mi się dojechać do Rzymu - do Ciebie drogi Ojcze - pomimo że jeź­dziłam na wczasy w inne miejsca.

Dotarło to do mnie jeszcze bardziej po Twojej śmierci. Miałam i jeszcze mam wyrzuty sumienia. Tak więc, stojąc tutaj nad Twoją mogiłą, pragnę Cię, Ojcze Święty przeprosić i podziękować Ojcu najwyższemu za cały twój pontyfikat. Jestem tutaj i gorąco proszę Ciebie, Ojcze Święty - wstaw się za mną do Ojca naszego, aby wysłuchał mojej prośby. Jesteś dla mnie jak ojciec, którego nie pamiętam, bo zginął w wypadku, kiedy byłam mała.

Tak bardzo modlę się o łaskę macierzyństwa, proszę o to, aby i mnie dane było być matką. Żal ściska mi serce, kiedy widzę rodziny z dziećmi. Tak bardzo pragnę mieć potomstwo. Wiem, że Ty wiele możesz, uproś dla mnie zdrowe dziecko, lub pomóż mojemu mężowi w podjęciu decyzji o adopcji. Wszystkie dzieci potrzebują miłości, pragnę ją im dać, a nie wiem, jak... Wiem, że mój mąż byłby dobrym ojcem. Błogosław nas!

 

Wejrzyj Ojcze Święty

Umiłowany Ojcze Święty Janie Pawle II.

Dziękuję Ci Ojcze za opiekę i wstawiennictwo Twoje u Pana Boga i Najświętszej Matki - Maryi za udane operacje moją i mojego syna Krzysztofa, za zdrowie i błogosławieństwo Boże, dla moich dzieci: Krzysztofa i jego żony Katarzyny, wnuka Huberta.

Proszę Cię drogi Ojcze Święty o błogosławieństwo Twoje dla mojego siostrzeńca Grzegorza i Ani. Proszę o zdrowie dla wszystkich dzieci chorych w naszym szpitalu, niech dobry Bóg otoczy je swoją wielką łaską i dobrocią. Wejrzyj Ojcze Święty na mojego ojca Tadeusza w niebie, wszystkich moich krewnych i znajomych, którzy odeszli do chwały Pana.

 

Wiem, że na Niego mogę liczyć

Pozwalam sobie zwrócić się do księdza Postulatora w sprawie która dotyczy, jak sądzę, każdego człowieka a nas, Polaków szczególnie.

Wpierw o siebie, jestem lekarzem, tytularnym profesorem Akademii Medycznej w N.N. Wiele spraw mnie nie dziwi, w wiele spraw nie wierzę, lecz chcę powiedzieć, że jestem katolikiem praktykującym. Z racji wieku 66 lat przeszłość chorobową mam „dobrą". W 1998 r. zawał serca, a później dwa udary, niedokrwienie mózgu. Od czasów śmierci Papieża Jana Pawła II w modlitwie porannej i wieczornej modlę się o Jego wstawiennictwo. Ponieważ w ostatnim czasie pogorszył się mój stan zdrowia - występują olbrzymie zawroty głowy podobnie, jak przy uprzednich udarach mózgu. W modlitwie poprosiłem Jana Pawła II o pomoc - na drugi dzień, jak ręką odjął, zawroty ustąpiły.

Nie traktuję tego, jako coś nadzwyczajnego, lecz wiem, że Jego pomoc była owocna. Pragnę tylko wspomnieć Księdzu Postulatorowi, że będę się do Niego modlił, wiem, że mogę na niego liczyć.

Tym listem chcę podkreślić, że On jest wart, by do Niego i przez Niego zwracać się o pomoc w sytuacjach trudnych.

Lipiec 2005 r. (Bogusław)

 

Wierzę, że zostanie ogłoszony świętym

Chciałabym zaświadczyć o tym, jak pomógł mi nasz śp. papież Jan Paweł II. W kwietniu br. miałam operację, której bardzo się obawiałam, chociaż nie zagrażała mojemu życiu. Przed operacją modliłam się do Boga o uzdrowienie i o jej pomyślny przebieg za wstawiennictwem wielu świętych, ale przede wszystkim Najświętszej Maryi Panny i Sługi Bożego Jana Pawła II. Operacja przebiegła pomyślnie i jestem zdrowa. Wierzę, że Ojciec Święty Jan Paweł II wstawiał się za mną i wypraszał mi potrzebne łaski. Wierzę, że przebywa On w Domu Ojca i zostanie ogłoszony świętym.

7.12.2005 r. (Violetta)

 

Z dnia na dzień, nasza córka zmieniała się

Nasza 36-letnia córka przez 15 lat była aktorką. Powołanie do tego zawodu wykazywała już od dzieciństwa, ale zamiast powoli dojrzewać do swoich decyzji, zaczęła odczuwać strach przed wszystkim. Odsunęła się kompletnie od przyjaciół, w domu zaczęły się awantury i kłótnie, jednym słowem piekło. Ten stan psychiczny był tak nie do zniesienia, że postanowiliśmy się zwrócić do psychoanalityka. Po roku nic się nie zmieniło, nasza córka była nadal agresywna, nie podpisywała żadnych kontraktów.

Po śmierci Jana Pawła II mój mąż powiedział: „Teraz kiedy Papież jest wśród świętych, możemy prosić go o pomoc". Z dnia na dzień nasza córka zmieniała się. Zostawiła teatr, zajęła się edytorstwem, zapisała się do klubu sportowego, znalazła przyjaciół, odzyskała wiarę w swoje siły, pogodziła się z rodziną. Ta transformacja jest niewytłumaczalnym cudem. Dlaczego przyznać ją zasłudze Jana Pawła II?

Bo również On chciał zostać aktorem i z pewnością czuwa nad aktorami, którzy mimo brutalnego świata spektaklu pozostali czystymi i szczerymi ludźmi. Jestem przekonana, że jego ojcowskie spojrzenie towarzyszy im, rozumie ich i czuwa, by nasza córka, kroczyła uczciwą drogą, świat teatru był pełen wartości chrześcijańskich.

A.M. (Francja)

 

Zaczęłam się modlić do Jana Pawła II

Za wstawiennictwem Si. Bożego Jana Pawła II otrzymałam następujące łaski:

- Córka Barbara zaliczyła egzaminacyjną sesję, a tym samym III rok historii;

- wnuczek Mateusz N. bardzo szybko powrócił do zdrowia.

Córka moja bardzo boi się zdawania egzaminów i chociaż się uczy, przeżywa niesamowity stres. Poza tym przygotowywała się do egzaminu w trudnych warunkach (była wyczerpana psychicznie i fizycznie).

Sesja letnia na III roku historii jest najtrudniejsza na studiach (4 egzaminy). Zawsze prosiłam Boga i Matkę Bożą, szczególnie Matkę Nieustającej Pomocy, a szczęśliwe zdanie egzaminów przez moje dzieci (mam ich czworo, troje ukończyło już studia). Tym razem bardzo gorąco poprosiłam o wstawiennictwo do Boga Jana Pawła II.

Terminy egzaminów były wyznaczone na czerwiec tego roku, praktycznie co tydzień egzamin. Przed pierwszym egzaminem byłam na Mszy św. w kościele św. Jakuba w Skierniewicach, modliłam się również do Jana Pawła II. Późnej przed każdym kolejnym egzaminem (pozostały trzy) uczestniczyłam we Mszy św. w kościele garnizonowym. Idąc na nabożeństwo, kupowałam za każdym razem taki sam znicz mający kształt żółtego kwiatka i po zakończonej Mszy św. szłam pod pomnik Jana Pawła II, który znajduje się przed świątynią. Zapalałam znicz, najpierw modliłam się za Papieża, a później do Niego, Sługi Bożego, prosząc o pomyślne zdanie egzaminów przez córkę.

Zostałam wysłuchana. Basia zdała w pierwszym terminie wszystkie cztery egzaminy i po raz pierwszy zaliczyła rok akademicki, nie mając żadnych zaległości, a jak już wspomniałam, była to najtrudniejsza sesja egzaminacyjna na studiach historycznych.

Następnej łaski doznałam od Jana Pawła II, 11 lipca b.r. Mój wnuczek Mateusz (3,5 roku), syn Agnieszki, łyknął kilkanaście tabletek Acesinu. Najprawdopodobniej lek ten wszedł w interakcję z innym lekarstwem, które brał na zapalenie oskrzeli. Stan jego szybko się pogorszył, jakby zasypiał, nie było z nim kontaktu „leciał przez ręce", wymiotował. Zabrano go karetką do szpitala. Ja nie mogłam wyjść z domu, ponieważ opiekowałam się dziesięciomiesięczną wnuczką Kingą. Poszłam więc do pokoju, w którym wisi oprawiony portret Jana Pawła II i zdjęcie papieża z moją córką Marzeną podczas audiencji. Uklęknęłam i ze łzami w oczach zaczęłam się modlić do Jana Pawła II następującymi słowami: „Ojcze Święty, Ty tak ukochałeś dzieci, bardzo Cię proszę, ocal mojego wnuka Mateusza, proszę Cię o zdrowie dla niego...". Kilkakrotnie powtarzałam tę prośbę - modlitwę.

Gdy mąż (dziadek) wrócił ze szpitala, powiedział, że wnukowi zrobiono płukanie żołądka, podano kroplówkę. Mateuszek bardzo szybko powracał do zdrowia, po mniej więcej trzech godzinach biegał po tarasie szpitala, śmiał się, słuchał wierszyków, jadł i pił „Kubusia".

Mąż, który niósł wnuczka do karetki i widział strach w oczach lekarek, stwierdził, że nadzwyczajnie szybko Mateuszek powrócił do zdrowia. Wtedy powiedziałam mu, komu to zawdzięczamy.

Mam wewnętrzne przekonanie, że to dzięki wstawiennictwu Sługi Bożego Jana Pawła II nasz wnuczek wyzdrowiał.

17.08.2005 r. (Halina)