Ks. kard. Stanisław Dziwisz

Karol Wojtyła chciał iść do człowieka jako poeta i aktor, z pięknem słowa i z pięknem ujętym w słowo. Bóg go powołał, by szedł do człowieka jako kapłan i biskup z tym Słowem, które jest Odkupicielem człowiek. 16 października 1978 r. Bóg go powołał, by jako następca św. Piotra całej ludzkości niósł Słowo, które jest Drogą, Prawdą i Życiem. Niósł to Słowo w różnych formach swego nauczania, a także w utworach literackich, we wspaniałej harmonii Prawdy i Piękna. Całym swoim życiem powiedział Bogu: Totus Tuus ego sum et omnia mea Tua sunt.

Sługa Boży trwał na kolanach przed Bogiem, żył Bogiem i dla Boga. Kto się z nim zetknął, od razu mógł zauważyć jego głębokie zjednoczenie z Bogiem. Kontakt z nim zbliżał do Pana Boga, człowiek zostawał niejako wciągnięty w tajemnicę obecności Bożej. Wiele razy spotykałem ludzi, którzy podkreślali, że od niego promieniowało światło. Wszystko to płynęło z głębi jego zjednoczenia z Bogiem przez modlitwę. Nie dzielił swojego życia na zajęcia i modlitwę. On się tym wszystkim modlił, po prostu Jego życie było modlitwą.

Bardzo ważne miejsce w życiu modlitwy miała jego pobożność maryjna, której tradycyjne formy wyniósł z domu rodzinnego i z parafii. Dotąd bowiem był „przekonany, że Maryja prowadzi nas do Chrystusa”, teraz zaś zaczął „rozumieć, że również i Chrystus prowadzi nas do swojej Matki” (DT, s. 29). Głęboko w serce zapadły mu słowa św. Anzelma „Karmię was tym, czym sam żyję”. Jako kapłan miał świadomość, że „posługa słowa jest objawieniem tego, co zostało naprzód przygotowane na modlitwie”, że „prawdy głoszone muszą być wewnętrznie przeżyte, muszą znaleźć się najpierw w przestrzeni modlitwy, medytacji” (ORp 1/1996, s. 39).

Msza święta była dla Sługi Bożego sprawą najważniejszą i najświętszą, stanowiła centrum jego życia i każdego dnia. Jego umiłowanie Eucharystii wyrażało się również w trwaniu u stóp Chrystusa utajonego w Najświętszym Sakramencie. Za wielkie szczęście uważał to, że w domu biskupim była kaplica, że mógł mieszkać i pracować w przestrzeni Eucharystycznej Obecności Chrystusa. Miał jednak świadomość, że bliskość tej kaplicy jest zarazem wielkim zobowiązaniem, „żeby wszystko w życiu - nauczanie, decyzje, duszpasterstwo - zaczynało się u stóp Chrystusa utajonego w Najświętszym Sakramencie”. Z uwagi na to „wszystko”, w kaplicy nie tylko się modlił, ale także pisał książki.

Sługa Boży wiedział, że jako kapłan jest wezwany, „by być człowiekiem Słowa Bożego” i że „ człowiek współczesny oczekuje … nie tyle Słowa «głoszonego», ile «poświadczonego życiem»”.

Ojciec Święty trwał na kolanach przed człowiekiem, w każdym widział obraz Boga i takie spojrzenie kształtowało jego odniesienie do człowieka. Mamy w pamięci Jego ręce wyciągnięte do człowieka, Jego otwarte ramiona przygarniające każdego. Nawet gdy te ręce zranił niegodziwy człowiek, one nie zacisnęły się w pięść, w geście nienawiści czy chęci odwetu. Te ręce a wraz z nimi i drzwi w jego domu biskupim były otwarte dla wszystkich. Przychodzili więc kapłani i przychodzili ludzie świeccy; ludzie prości, jak i ludzie nauki oraz kultury. Jako biskup krakowski, do godziny jedenastej modlił się w kaplicy, a następnie przyjmował tych, którzy chcieli się z nim spotkać. Zawsze z uwagą i cierpliwie wysłuchał każdego, nigdy nie sprawiał wrażenia, że się śpieszy, że ma ważniejsze sprawy do załatwienia.

Sługa Boży żywił głęboki szacunek dla człowieka, a więc był głęboki i dla kobiety. Dlatego też nikogo nie dziwiło i u nikogo nie budziło podejrzeń jego proste, szczere i czyste odniesienie do kobiety. W swoich kazaniach i publikacjach ukazywał piękno kobiecości, bo przecież Bóg stworzył człowieka na swój obraz, a stworzył mężczyznę i niewiastę. A ten szacunek płynął także z jego głębokiego nabożeństwa do Matki Najświętszej.

Żywił także głęboki szacunek dla człowieka, także młodego. Miał świadomość, że młodzież jest przyszłością Kościoła, dlatego już podczas swoich lat krakowskich chętnie spotykał się z ludźmi młodymi, czy to w ośrodkach duszpasterstwa akademickiego czy ruchu oazowym. Jako Papież wyznał, że tu nauczył się być z nimi, nauczył się, co to znaczy być młodym, jakie to piękne i jakie to trudne zarazem (por. Pielgrzymki, s. 444). Umiał ukazywać piękno życia, które z Boga pochodzi i do Niego prowadzi. Cieszył się życiem i chyba tym entuzjazmem pociągał młodzież.

Sługa Boży, zjednoczony z Bogiem, był zarazem człowiekiem całkowitego zaufania Bogu. Dlatego trudności i cierpienia, których mu nie brakowało w życiu, nie załamywały go, ale umacniały w oddaniu się Bogu, w tym jego Totus tuus ego sum. Wyrazem tego zaufania było także jego ubóstwo. W swoim papieskim testamencie napisał, że „Nie pozostawia po sobie własności, którą należałoby zadysponować”. I tak było zawsze. On naprawdę żył słowami Chrystusa z Kazania na Górze: „Nie troszczcie się … zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? Co będziemy pić? Czym będziemy się przyodziewać?…Przecież ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie” (Mt 6, 31-32).

Arcybiskup Stanisław Dziwisz, 4 listopada 2005, Katedra na Wawelu

 

 

        Duch modlitwy - Duch życia

Od każdego papieża oczekujemy, że będzie zachowywać i chronić odziedziczoną wiarę. A jednak, zwłaszcza po śmierci Jana Pawła II, pojawia się pytanie: co nowego wniósł do Kościoła jego pontyfikat?

Osoba Jana Pawła II była naprawdę uniwersalna. Wystarczy wspomnieć choćby jego podróże, audiencje, ale przede wszystkim jego pogrzeb. Można go uznać za prawdziwy „znak czasów”. Ogromne masy młodych ludzi przybyły z tej okazji do Rzymu pokazując, że młode pokolenia gorąco pragną spotkania z kimś, komu można zaufać. I to spostrzeżenie prowadzi nas jeszcze głębiej - prędzej czy później będziesz identyfikować się z kimś, z kim można spotykać się częściej i bardziej osobiście. Nie ulega wątpliwości, że dla Jana Pawła II to Bóg stał się takim rozmówcą. Potrafił modlić się zarówno w samotności, jak i z tymi, których spotykał. To właśnie uwznioślało i przemieniało jego osobowość. Wielką tajemnica naszej wiary jest to, że człowiek może stać się bogiem i pozostać doskonałym człowiekiem – to jest misterium Chrystusa. A my w tym uczestniczymy. Przez łaskę jesteśmy powołani do boskości. Dlatego, papież nie pisał tylko encyklik i listów, ale pozostawił nam spisane modlitwy, jako swój duchowy testament.

Możemy powiedzieć, że podstawową zasadą, na której opiera się chrystologiczne nauczanie Jana Pawła II jest silne przekonanie, że bez wewnętrznego zjednoczenia z wiecznie żywą osobą Chrystusa, człowiek nie może dojść do uzdrawiającej relacji z Bogiem, prawdziwej religii, nie zrozumiałby swojego człowieczeństwa w wymiarze indywidualnym i społecznym i nie byłby w stanie odnaleźć swojego miejsca w kosmosie.

Medytacje Jana Pawła II oparte są przede wszystkim o Osobę Jezusa, jako Tego, który modli się do Ojca i prowadzi nas do Niego przez „natchnienie Ducha”. Również w naszym życiu, jak w życiu Jezusa, Duch Święty objawia się na modlitwie. Mówi o tym apostoł Paweł we fragmencie Listu do Galatów: „Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze!” (Ga 4, 6). W pewien sposób więc, Duch Święty przemienia w naszych sercach modlitwę Syna, który zwraca się tym wezwaniem do Ojca. Nawet w naszej modlitwie wyraża się „przybrane synostwo”, które jest nam udzielone w Chrystusie i przez Chrystusa (por. Rz 8, 15). Modlitwa jest znakiem naszej świadomej wiary w tą prawdę, że „jesteśmy synami” i „dziedzicami Boga”, “współdziedzicami Chrystusa”. Dzięki działaniu Ducha Świętego, który „wspiera naszego ducha”, modlitwa pomaga nam żyć w tej ponadnaturalnej rzeczywistości (Rz 8, 16-17).

Większość modlitw Jana Pawła II, to modlitwy skierowane do Maryi. To cecha charakterystyczna jego pobożności. Zwracając się do Matki niebieskiej i wspominając o Niej przy każdej okazji, Jan Paweł II podkreśla trzy wielkie przywileje maryjne: zjednoczenie z Osobami Boskimi, jakie dokonuje się w modlitwie, niepokalaną czystość życia, opiekę nad wszystkimi ludźmi i całym światem. Papież wskazał, jak ta via aurea chrześcijańskiego uświęcenia zrealizowała się w szczególny sposób w osobie Matki Bożej. Ukazuje, że pobożność maryjna wpisuje się całkowicie w medytacje nad tajemnicą Trójcy Przenajświętszej.

Słuchając głosu Bożego i odpowiadając na niego w pełnym ufności zawierzeniu, człowiekowi objawia się również inny aspekt tajemnicy – Bóg wysłuchuje słów człowieka i odpowiada na jego pragnienia spełniając je. Ale jak to się dzieje, że niektóre modlitwy są wysłuchane, a niektóre nie? Papież wyjaśnia tajemnicę modlitwy w swój bardzo sugestywny sposób: „Maryja jest wzorem modlitwy dla całego Kościoła. Prawdopodobnie też była pogrążona w głębokiej modlitwie w czasie, gdy pozdrowił Ją anioł Gabriel wchodząc do jej domu w Nazarecie. Modlitwa pomogła wówczas Maryi w wielkodusznym otwarciu się na tajemnicę wcielenia i udzieleniu mu odpowiedzi. W scenie Zwiastowania, artyści prawie zawsze przedstawiali Maryję w postawie modlitewnej. Przypomnijmy m.in. Fra Angelico. Kościół i wszyscy wierzący zawdzięczają mu wprowadzenie pewnego klimatu, jaki powinien towarzyszyć przy sprawowaniu kultu. Możemy dodać, że Maryja jest dla Ludu Bożego paradygmatem życia wyrażonego w modlitwie. Uczy chrześcijan, jak zwracać się do Boga, by prosić o pomoc w różnych sytuacjach życiowych.”

Z tego wynika, że podstawowym celem modlitwy Maryi, jak również modlitwy Jezusa, jest zbawienie świata: „Maryja pojawia się w związku z tym, jako najwyższy model osobistego uczestnictwa w Bożych tajemnicach. Prowadzi Kościół przez medytację sprawowanego misterium i uczestnictwo w dziele zbawienia, wzbudzając w wiernych pragnienie osobistego zjednoczenia się Chrystusem, by współdziałać z nim w ofierze z życia dla zbawienia świata.”

W starych formułach modlitewnych, oprócz „Wysłuchaj!” pojawia się także „Przyjmij, zechciej otrzymać!”. Bóstwom ofiarowywano dar, składano ofiarę. W chrześcijańskim ujęciu, jedynym darem, jaki Ojciec Niebieski otrzymuje jest ofiara z siebie złożona przez Syna. A Maryja? „Maryja jest dla Kościoła wzorem wielkodusznego/pełnego uczestnictwa w ofierze. Towarzysząc Jezusowi w świątyni, a zwłaszcza u stóp krzyża, Maryja składa dar z siebie, który jednoczy Matkę z cierpieniami i doświadczeniami Syna. W ten sposób, w codziennym życiu, jak również podczas celebracji eucharystycznej Maryja składająca ofiarę (por. 20) zachęca chrześcijan, by składali ofiary duchowe, które są miłe Bogu, za pośrednictwem Jezusa Chrystusa (por. 1 P 2,5).” Do kogo adresowana jest zatem nasza modlitwa? Papież odpowiada: „Powierzam Ojcu, bogatemu w miłosierdzie, Synowi Bożemu, który stał się człowiekiem, jako nasz Odkupiciel i Pojednawca, powierzam Duchowi Świętemu, który jest źródłem jedności i pokoju, to moje wołanie ojca i pasterza... Zapraszam Was, abyście zwrócili się wraz ze mną do Niepokalanego Serca Maryi, matki Jezusa, w którym dokonało się pojednanie Boga z ludzkością... Na ręce tej Matki, której fiat zapoczątkowało pełnię czasów... powierzam teraz tę intencję: aby, za Jej wstawiennictwem, ludzkość odkryła i poszła drogą pokuty, jedyną, która może doprowadzić do pełnego pojednania.”

Podsumowując, życie i działalność Jana Pawła II przypadły na czas szeroko i gwałtownie propagowanego ateizmu. Miało to również poważny wpływ na jego życie osobiste. Musiał zadać sobie ponownie pytanie, w jaki sposób wierni, zarówno osoby prywatne, jak i wspólnoty chrześcijańskie, a także całe narody, mogą się przed tym bronić, by zachować wiarę, a w wielu przypadkach również życie. Mors et vita duello conflixere mirando. W takiej sytuacji każdy wyciąga taką broń, jaka mu pasuje. Papież ukazał światu swoją, która okazała się skuteczniejsza od innych – pokazał, jak pięknie jest wierzyć w Boga, interpretując w wymiarze chrześcijańskim, cudowną jedność trzech umiłowanych Osób Boskich: Ojca, Syna i Ducha Świętego. Równocześnie, tajemnica Maryi, Matki Bożej, ukazuje ludziom, jak piękne jest życie ludzkie, kiedy całe przeniknięte jest boską tajemnicą. I my sami, podtrzymywani przez tą wiarę i umocnieni jej bosko-ludzką łaską, jesteśmy w stanie przezwyciężyć podszepty zła i cieszyć się wewnętrznym spokojem, pocieszeni nadzieją życia wiecznego.

Niech ta modlitwa stanie się modlitwą naszego serca:

„Dziękujemy Ci, Ojcze nasz, za Słowo, które stało się Ciałem i w noc betlejemską zamieszkało pomiędzy nami (por. J 1,14). Dziękujemy Ci za Słowo, w którym odwiecznie wypowiadasz Najświętszą Rzeczywistość samego Twojego Bóstwa. [...] Dziękujemy Ci za dziedzictwo Twojej łaski, którego nie odjąłeś od serca człowieka, lecz odnowiłeś przez ziemskie narodziny Twojego Syna — abyśmy za sprawą Jego Krzyża i Zmartwychwstania z pokolenia na pokolenie odzyskiwali utraconą przez grzech godność synów Bożych [...]. Dziękujemy Ci, Ojcze Przedwieczny, za Macierzyństwo Maryi Dziewicy [...] Dziękujemy Ci za przedwieczną ekonomię Odkupienia człowieka i świata [...] Ty, o Panie wszechmocny, stworzyłeś wszystko dla Imienia Twego, pokarm i napój dałeś ludziom na pożywienie [...] Spójrz na narody pozbawione radości i poczucia bezpieczeństwa, które widzą, jak deptane są ich podstawowe prawa; spójrz na nasz dzisiejszy świat, na jego nadzieje i rozczarowania, na jego uniesienia i nikczemność, na jego szlachetne ideały i upokarzające kompromisy [...] Towarzysz swojemu Kościołowi w jego staraniach o biednych, zepchniętych na margines, cierpiących. Strzeż i umacniaj w sercach wszystkich pragnienie wiary w Ciebie i dobroci względem braci; [...] ufność w Twą odkupieńczą i zbawczą moc, ufność w Twoje przebaczenie i zdanie się na Twą Opatrzność.”

Kard. Tomáš Špidlík, S.I.

Ten artykuł pochodzi z opracowania przygotowanego przez kard. Tomáša Špidlíka z okazji beatyfikacji Jana Pawła II. Autor, urodzony w Boskovicach, w diecezji brneńskiej, na Morawach, 17 grudnia 1919 r. zmarł w Rzymie 16 kwietnia 2010 r.

       

 

Natychmiast święty (1)

I ja byłem wtedy na placu św. Piotra z moimi przyjaciółmi z Polski. Pamiętam, że modliliśmy się bardzo ze wszystkimi. Momentem przełomowym była chwila, gdy w apartamentach papieskich zapaliło się światło i potem zgasło. Mieliśmy wtedy przeczucie, że to jest właśnie ta chwila. Pamiętam słowa biskupa Sandri, który powiedział o odejściu Ojca Świętego do Domu Ojca. I tę chwilę ciszy pamiętam, która zapadła na placu. Uklękliśmy wtedy wszyscy. Pomyślałem sobie o tym, że trzeba wykorzystać tę specjalną chwilę i papieżowi, który idzie do Ojca, powierzyć intencje, które są w moim sercu, i tak się wtedy to stało... A miałem też takie głębokie pragnienie i żałuję, że nie zrealizowałem tego wówczas, żeby zacząć krzyczeć: „Umarł święty”. Ale bałem się, że będę wzięty za szaleńca. Gdybym wtedy zaczął krzyczeć, to plac zacząłby krzyczeć razem ze mną i dzisiaj mielibyśmy wszystko za sobą…

Myślę jednak, patrząc na tamtą chwilę z perspektywy zakończonego już procesu, że dobrze się stało, że wówczas milczałem. Proces kanoniczny pozwolił na zobiektywizowanie przekonania Ludu Bożego o świętości Jana Pawła II. Krzyki i transparenty „Santo subito”, które towarzyszyły uroczystościom pogrzebowym, nie były przejawem zbiorowego uniesienia czy histerii, ale miały swoje korzenie w doświadczeniu historycznym spotkania z osobą, która całym swoim życiem zrealizowała chrześcijański ideał świętości, żyjąc Bogiem i świadcząc o Jego miłości.

 

Powołanie do świętości

Święty Paweł w liście do Rzymian przypomina, iż jesteśmy świętymi z powołania i że nosimy w sobie zalążki do świętości otrzymane podczas chrztu od Stwórcy, który powierzył je naszej odpowiedzialności i opiece. Być świętymi! Rozważając to zagadnienie i będąc świadomym tego, co zawiera powołanie chrztu świętego przypomina mi się zawsze przepiękny obraz Caravaggio znajdujący się w kościele św. Ludwika Francuskiego w Rzymie: Powołanie św. Mateusza. Jezus wchodzi do pomieszczenia, w którym grupa mężczyzn pochylona nad stołem prowadzi dyskusję. Mateusz spostrzega obecność i rękę Chrystusa wyciągniętą w swoją stronę. Zaskoczony, niemal zmieszany, wskazuje na siebie wraz z wymownym pytaniem, które wyrażają jego oczy i ruch ręki: „To do mnie mówisz? Wzywasz właśnie mnie?”. Cała dynamika spotkania Nauczyciela z celnikiem ma posmak niewiarygodności. Mateusz jest zaskoczony, zaciekawiony, zmieszany. Jest zatrwożony świadomością własnego grzechu, który odgradza go od Chrystusa, lecz jest również ogromnie ujęty dobrocią tego, który ofiaruje mu swoje zaufanie i przyjaźń. Zaczyna się wielka przygoda! 

Jak powiedział w 1997 roku Jan Paweł II w homilii wygłoszonej podczas Mszy beatyfikacyjnej Karoliny Kózkównej w Tarnowie, że spotkanie ze świętym wywołuje w nas uczucie wstydu, ale też wzbudza nadzieję. Wstyd pojawia się wskutek naszej nieadekwatności i oddalenia się do świętości i rzeczywistości naszego życia; nadzieja zaś, wypływa z faktu, iż nie ma świętego, który nie doświadczył tej samej nieadekwatności i nie walczył, aż do zwycięstwa z własną słabością, wzbijając się wysoko dzięki pomocy łaski Bożej. Święci są jasnym znakiem prawdziwości słów Archanioła Gabriela skierowanych ku Maryi: „u Boga wszystko jest możliwe!”.

Świętość, zatem, jest darem Boga, lecz również i obowiązkiem każdego człowieka. W codziennym życiu należy przezwyciężać siebie samego i własne ograniczenia. Pytanie zadane przez zaskoczonego Mateusza: „To do mnie mówisz?” wzbudza w nas zawstydzenie, ale też powoduje, iż czujemy się otoczeni zaufaniem Boga, wywołującym w nas zarówno strach, jak i dodającym skrzydeł… Oto trud bycia człowiekiem i fascynującego wyzwania do życia w świętości!

W praktycznym życiu, trud przezwyciężania siebie samego, nieustawania w świadczeniu dobra i w znajdowaniu codziennej siły w Nim, który obdarza nas swoim zaufaniem, wyraża się w realizowaniu cnót. Każde oblicze świętości jest mozaiką cnót, mieszaniną wiary, nadziei, miłości, pełnią roztropności, sprawiedliwości, męstwa, umiarkowania, poszukiwaniem równowagi między ubóstwem, czystością, posłuszeństwem i pokorą. Proces kanoniczny beatyfikacyjny i kanonizacyjny jest próbą odkrywania tego, jak człowiek, który jest adresatem powołania Bożego, podjął podczas swojego życia wysiłek, by zrozumieć otrzymaną łaskę i konkretnie odpowiedzieć na wyzwania przeżywanej chwili. 

 

Proces beatyfikacyjny Jana Pawła II

Rekordowe rozpoczęcie Procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II, było możliwe dzięki dyspensie udzielonej przez Benedykta XVI od wymogu oczekiwania pięciu lat po śmierci. Papież ogłosił ją osobiście podczas pierwszego, po swym wyborze, spotkania z duchowieństwem rzymskim, które miało miejsce w bazylice św. Jana na Lateranie 13 maja i zaledwie w półtora miesiąca od śmierci swego poprzednika. Decyzja ta stanowiła odpowiedź na prośbę przedstawioną przez kardynała Ruiniego. Stało się jasne, że papież pragnie nadać sprawie jak najszybsze tempo. Wygłoszonej po łacinie formule towarzyszyła długa owacja na stojąco obecnych kapłanów. 

Wkrótce potem, 28 czerwca 2005, pośród naw bazyliki św. Jana na Lateranie ponownie, tak jak w dniu pogrzebu, zabrzmiało wołanie „Santo subito!” (Święty natychmiast!). Stało się to w dniu sesji otwarcia dochodzenia diecezjalnego na temat życia, cnót i opinii świętości Jana Pawła II. 

W przemówieniu kardynał Ruini przypomniał życie Sługi Bożego Jana Pawła II i jego zaangażowanie duszpasterskie, uwydatniając wielkie dokonania przeszło 26 lat posługi w służbie Kościoła Rzymu i Kościoła powszechnego. Było to dwadzieścia sześć i pół lat „wyrytych w pamięci i w sercu każdego z nas” – powiedział. Rozpoczęło je – wszyscy to pamiętamy – owo niezapomniane, prorocze wołaniem do tłumów zgromadzonych na placu przed bazyliką św. Piotra: „Nie lękajcie się! Otwórzcie, więcej, otwórzcie szeroko drzwi Chrystusowi!”. „Jest to wezwanie, któremu on sam jako pierwszy pozostawał zawsze wierny” – oświadczył kardynał. 

Gdy przystawiono ostatnią pieczęć na skrzyniach z dokumentacją zgromadzoną i formalnie zamknięto już dochodzenie diecezjalne na temat życia, cnót i sławy świętości Sługi Bożego Jana Pawła II, 2 kwietnia 2007 roku, w drugą rocznicę „narodzin dla nieba”, w sercach osób zaangażowanych w tę intensywną i porywającą pracę pojawiło się uczucie radości i zadowolenia: nie zmarnowaliśmy czasu, nieustannie pobudzani przez tysiące listów napływających do Postulacji, wierni mandatowi otrzymanemu od samego papieża Benedykta XVI: Róbcie szybko, ale i jak najlepiej!

Świadectwa, które napłynęły w tych latach do biura Postulatora ciągle na nowo ożywiały w naszych sercach okrzyk tak często słyszany na Placu św. Piotra w dniu pogrzebu. Przeżyliśmy lata bogate i budujące. Zetknęliśmy się z wieloma świadectwami cudów, jakie Opatrzność Boża zdziałała w życiu i dziele umiłowanego Ojca Świętego. 

 

Dekret uznający heroiczność cnót Jana Pawła II

Kiedy po długiej podróży na horyzoncie pojawia się przystań, czas oczekiwania, aż łódź dobije do brzegu dłuży się w nieskończoność a godziny przymusowej bierności stają się o wiele trudniejsze do zniesienia od minionych miesięcy. Czekanie może być jednak okazją do wspominania przeżytych na morzach przygód, co sprawia, iż w sercu rośnie pragnienie podzielenia się zdobytym doświadczeniem z bliskimi, oczekującymi w porcie.

Tak właśnie czułem się w chwili, kiedy Ojciec Święty Benedykt XVI ogłosił dekret uznający heroiczność cnót Sługi Bożego Jana Pawła II. Decyzja ta oznaczała, iż rozpoczął się końcowy etap wspaniałej, zainicjowanej zaledwie pięć lat wcześniej duchowej podróży przez cuda życia i świętości Papieża, który przybył z daleka.

Łódź, na której wyruszyliśmy w ową podróż, właśnie zatrzymała się u wejścia do przystani. Ale czas na przybicie do brzegu jeszcze nie nadszedł. By otrzymać zezwolenie wpierw trzeba było doprowadzić do końca proces kanoniczny mający na celu stwierdzenie uzdrowienia siostry Marie Simon Pierre z choroby Parkinsona. Błyskawiczne, całkowite i trwałe ustąpienie wszystkich objawów chorobowych przypisuje się wstawiennictwu Jana Pawła II. Proces zwany „super miro” musi to potwierdzić.

W ów dzień, kiedy Kościół mocą swojego autorytetu uznał zasadność opinii świętości, która towarzyszyła całemu pontyfikatowi Jana Pawła II i kiedy „vox populi” stał się „vox Ecclesiae”, nasza łódź stanęła zacumowana czekając na boską pieczęć, na „vox Dei”, które będzie uznaniem cudu przypisywanego wstawiennictwu Sługi Bożego. W moim sercu ciągle tkwił ów strach, „timor Dei”, któremu towarzyszyło pragnienie, by nie stracić niczego z doświadczenia świętości, piękna, dobroci i pocieszenia, które stało się naszym udziałem w czasie trwania pięciu lat procesu. Naszą modlitwą i pragnieniem było, aby to wszystko wydało obfite owoce w naszym życiu!

 

Cnoty Jana Pawła II

a) Wiara 

Błogosławiony Jan Paweł II był „człowiekiem modlitwy”. Pragnienie doskonałości objawiało się w nim tak mocno, że zawsze zachowywał ożywionego ducha poprzez stałą modlitwę i słuchanie rozważanego Słowa Bożego. Centrum jego życia było ukonstytuowane przez Eucharystię. Jego głęboka wiara i zaufanie w Bożą pomoc w krytycznych momentach życia, a ponadto całkowite zawierzenie się matczynej pomocy Maryi, ze szczególną siłą przejawiały w trudnych chwilach ciemności, jak na przykład, po tragicznym zamachu z 1981 r. lub w trakcie trudnego doświadczenia postępującej choroby. 

Wizyty w rzymskich parafiach, liczne podróże apostolskie i nauczanie zawarte w jego homiliach, w encyklikach i w środowych katechezach ujawniały, poza pewnością doktryny, osobiste życie wiary i gorliwość o zbawienie dusz oraz pragnienie, aby cały świat poznał Chrystusa, jedynego Zbawiciela człowieka i jego Odkupiciela. 

b) Nadzieja

Radykalne i niemal wrodzone nabożeństwo do Ducha Świętego predysponowało go do szczególnej wizji świata naznaczonej niewzruszoną nadprzyrodzoną nadzieją. To ona popychała go by całym sobą pragnąć Królestwa niebieskiego i życia wiecznego, pokładając swą ufność w obietnicach Chrystusa, ufając miłosierdziu Bożemu i opierając się na pomocy łaski Ducha Świętego. 

W licznych cierpieniach moralnych i w czasie choroby fizycznej głosił zbawczy walor cierpienia ludzkiego zjednoczony z tajemnicą Krzyża Chrystusa. Poparł gorące pragnienie wolności narodów uciskanych przez różne ustroje i totalitarne reżimy, podkreślając nienaruszalną godność każdej istoty ludzkiej. Promował i ożywiał dialog ekumeniczny, poszukując jedności i pokoju w żarliwej nadziei na przyszłą pełną komunię z braćmi odłączonymi. Nadzwyczajnym znakiem jego nadziei było zaufanie jakim darzył młodych, nadzieję Kościoła jutra. 

c) Miłość

On zawsze był animowany wielkim ogniem miłości. Jego zwracanie się do Najwyższego, karmione miłością do Eucharystii i do modlitwy, a także stałe poszukiwanie serca człowieka, aby przekonać go do szczerego kochania Pana, były prawdziwymi powodami, na których skupiał każde swoje działanie.

Jego miłość do Pana wyrażała się nie tylko w stałym serdecznym dialogu z Nim, ale również w gorącym pragnieniu podobania się Jemu, ułatwiając drogę do nieba innym ludziom. Czynna miłość była podstawowym narzędziem działalności ewangelizacyjnej. Nie zaniedbał wykonywania któregokolwiek z dzieł miłosierdzia. Dawał jedzenie i ubrania dla potrzebujących, dbał o bezdomnych, martwił się losem krewnej w podeszłym wieku, dzielił ból z cierpiącymi, przeznaczał dla nich własne pieniądze, odwiedzał chorych i więźniów. Oprócz tego instruował, doradzał, pocieszał zagubionych w sercu, ofiarował przebaczenie zamachowcowi i tym, którzy go obrazili, znosił z cierpliwością wrogich mu ludzi. Do wszystkich odnosił się z szacunkiem, unikając wszelkiego rodzaju złego mówienia, raczej tworzył wokół siebie atmosferę komunii i przyjaźni. 

d) Roztropność

Źródłem roztropności praktykowanej przez błogosławionego Jana Pawła II było intymne zjednoczenie z Chrystusem, zwłaszcza w dłuższych chwilach modlitwy. W wewnętrznym skupieniu był w stanie dostrzec różne problemy swojej posługi, te o znaczeniu globalnym - na przykład dialog między religiami - jak i te bardziej zwyczajne - jak doradzanie swoim współpracownikom - w publicznych przestrogach albo w trudnych okolicznościach społeczno-politycznych. 

e) Sprawiedliwość 

Ta sama wewnętrzna komunia z Chrystusem, prowadziła go do źródła sprawiedliwości w Bogu Ojcu, by następnie promieniować nią na innych, biorąc pod uwagę jednakowe prawa i obowiązki każdego. Podstawą jego działania moralnego była obrona godności człowieka. Ponieważ człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, Jan Paweł II twierdził wielokrotnie, że nic nie może wymazać w nim tej tożsamości i podkreślał, że wartość społeczeństwa zależy od sposobu, w jaki ono traktuje swoich najsłabszych członków i cierpiących.

f) Męstwo

Pierwsze motto „Nie lękajcie się! Otwórzcie, więcej, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!” wypowiedziane podczas inauguracji posługi piotrowej wyznaczyło program jego długiego pontyfikatu, pozostając żywe w sercach wiernych, nawet po jego śmierci. Bardzo liczne były, na przestrzeni jego życia, różne próby dopuszczone przez Boga, aby formować „jak złoto” siłę i temperament swojego sługi. Niełatwe dzieciństwo, naznaczone potrójną żałobą, i wstąpienie do seminarium w okresie, w którym wojna wymusiła jego zamknięcie, umocniły z pewnością jego odwagę. 

Jako arcybiskup krakowski nigdy nie zawahał się, mimo licznych przeszkód stawianych przez reżim komunistyczny w Polsce, przed prawem do wyznawania własnej wiary. Z męstwem interweniował na rzecz obrony praw ludzi, jednak bez naruszania porządku publicznego, prowadząc walkę jako dobry chrześcijanin, nawet jeśli wydawało się, że takie przeszkody są nie do pokonania. 

Jako papież, 13 maja 1981 r., w dniu, który naznaczył początek drugiej fazy pontyfikatu, otrzymał od Pana łaskę, aby przelać swoją krew w imię wiary, jak sam powiedział w odniesieniu do tego co się wydarzyło. W późnych latach 90-tych pojawiły się pierwsze objawy choroby Parkinsona, które stopniowo ograniczały go do wykonywanie jego posługi z „krzesła na kółkach”. Wszyscy podziwialiśmy siłę, z którą, zwłaszcza w ostatnich latach, wiedział jak stawić czoła, , duszpasterskim zadaniom w tych trudnych warunkach.

g) Umiarkowanie

Jan Paweł II wypracował cnotę umiarkowania jako postawę prowadząc styl życia, który był przykładem dla wielu: w pracy i w odpoczynku, w trosce o swoją osobę, jak i w wykorzystaniu dóbr materialnych, we wszystkim zdyscyplinowany i opanowany. 

Namiętności nie miały w nim przewagi nad rozumem, wolą i sercem. 

h) Ubóstwo 

Żył ewangeliczną radą ubóstwa, zgodnie ze wzorem Jezusa ubogiego. Urodzony w rodzinie mieszczańskiej, został wychowany do poświęcenia i wyrzeczenia, prowadząc życie pozbawione łatwości i komfortu, co go przyzwyczaiło do korzystania tylko z tego co konieczne. Zachował ten styl życia, z prostotą i bez ostentacji we wszystkich fazach swojej egzystencji. 

i) Czystość 

Jan Paweł II w czasie całego swojego życia był wielkim miłośnikiem prawdy, piękna, a więc wszystkiego, co czyste, ponieważ jest dziełem Bożych rąk. Wybór by oddać się Panu całkowicie na drodze kapłańskiej dojrzał w nim gdy miał nie więcej niż 20 lat. Do tego czasu jego przyjaźnie i jego zainteresowania były zawsze uporządkowane i on sam nigdy nie dawał znaków szczególnego zbytku i niewłaściwych pasji. Mając sportową postawę fizyczną i ducha sportu potrafił przekazywać innym budujące i spokojne odnoszenie się do własnego ciała.

j) Posłuszeństwo 

Jak Jezus „nauczył się posłuszeństwa przez cierpienie”, tak również i Jan Paweł II nauczył się podporządkowywać swoją wolę do woli Boga, która w ciągu lat objawiała się w różnych kolejach życia, przez decyzję przełożonych kościelnych i w wewnętrznych poruszeniach Ducha Świętego.

k) Pokora 

Wezwanie do naśladowania Pana przyjął na drodze pokory, jak Maryja, pokorna służebnica. Stale karmił swoją pobożność i cześć do Matki Najświętszej odmawiając Różaniec Święty, „modlitwę pokornych”. Wyrażał szczególną uległość wobec Ducha Świętego i dlatego kochał przebywać wiele godzin na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem, ukazując nie tylko swoją ogromną wiarę, ale również swoją głęboką pokorę w uznawaniu siebie za niezdolnego by zrealizować cokolwiek bez pomocy Boga. Zawsze dziękował Bogu i Jemu przypisywał zasługi każdego otrzymanego daru.

Ks. Sławomir Oder, Postulator

 

 

        Natychmiast święty (2)

Praca postulatora

Dla mnie osobiście czas procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II był okresem szczególnego duchowego zaangażowania i uczestnictwa w pracach, które, choć niełatwe, stały się wyjątkową okazją, by z bliska przyjrzeć się życiu jednego z największych ludzi tego świata, życiu naznaczonemu wiarą i świętością. Była to fascynująca podróż, jedyna i niepowtarzalna szansa, mająca na celu odkrycie nowych ziem i nowych światów, zbliżenie się do horyzontów naznaczonych jego niezachwianą i zaraźliwą wiarą. Było to doświadczenie nowych przeżyć duchowych, okazja spotkania wyjątkowych osób, które pozwoliły mi dogłębniej poznać tego, który w jakże szczególny sposób wkroczył w życie każdego z nas i pozostawił w nim jakże naturalny dla siebie i spontaniczny ślad ludzkiego ciepła.

Stało się to wszystko możliwe dzięki spotkaniom ze świadkami procesu i towarzyszami ziemskiej pielgrzymki Papieża, dzięki poznaniu dokumentów, ale także dzięki bogactwu świadectw, które po dzień dzisiejszy przysyłane są do mojego biura. 

Ta duchowa podróż ciągle mnie ubogaca; pozwoliła mi ona doświadczyć rzeczy, którymi pragnę podzielić się z innymi, gdyż jestem świadomy tego, iż to dar, ale także zadanie.

Materialnym owocem owej duchowej podróży jest Posito, to znaczy zbiór dokumentów i ich opracowań, które osobom, na jakich spoczywa obowiązek rozpoznania, dostarczył niezbędnych elementów do osiągnięcia moralnej pewności w kwestii heroiczności życia Jana Pawła II. Dokumenty procesu stały się w pewnym sensie mapą i dziennikiem podróży pozwalającym na przybliżenie się do człowieka wielkiego, niezwykłego, do świętego kapłana, świadka wiary, nadziei i miłości, Biskupa Rzymu, w którym „jaśnieje dobroć Boga Ojca, chwała krzyża Chrystusa, piękno Ducha Miłości”.

Jednocześnie stały się one swoistą prowokacją i zachętą, by wkroczyć na własną drogę świętości. Jan Paweł II, zawierzając całkowicie Bożemu Miłosierdziu i ufając we wstawiennictwo Przenajświętszej Matki, pokazał nam żywy obraz Jezusa Dobrego Pasterza i wskazał na świętość, która jest najwyższą miarą zwyczajnego chrześcijańskiego życia, jako drogę do pełnej jedności z Bogiem i do wzniesienia fundamentów prawdziwego braterstwa między ludźmi i podwalin cywilizacji Miłości.

W chwili, w której przyjąłem na siebie obowiązki postulatora, poczułem w sercu lęk, który rósł w miarę postępowania procesu. Nie bałem się ogromu pracy, ani też tego, czemu mogłem i powinienem stawić czoła. Bałem się, że ludzka niedoskonałość tego, na kim spoczywa obowiązek zatroszczenia się o proces, w pierwszym rzędzie moja własna, może w jakiś sposób przesłonić drogę prowadzącą do celu. Był to z pewnością lęk kogoś, kto przybliża się do wielkich dzieł Bożych, dzieł Jego łaski i Jego świętości, „timor Dei”.

Niezliczone listy, które w tych latach otrzymałem, wyrażają bardzo osobiste pragnienia i prośby zanoszone przed oblicze Boga za wstawiennictwem Jana Pawła II. Wielu pragnie, aby świat stał się lepszy, aby ludzie mogli żyć pełnią życia w zgodzie z Bożym planem i osiągnąć szczęście. Jest także moim pragnieniem, aby nasze osobiste doświadczenie spotkania z Janem Paweł II nie pozostało jedynie zamkniętym rozdziałem w naszej historii, lecz by mogło jak wiatr wypełniać żagle życia i pchać łódź naszej egzystencji ku przystani Domu Ojca.

Liczne podróże, odbyte w ciągu tych lat pracy postulatora, pozwoliły mi chodzić po ścieżkach, na których on pozostały swoje ślady i przebywać w miejscach jego pielgrzymek apostolskich. Dało mi to okazję dotykania znaków jego stałej obecności pośród nas: pomniki, nagrobki, placówki naukowe i badawcze, mające na celu pogłębienie jego nauczania, dzieła miłosierdzia jak szpitale, szkoły i uniwersytety noszące jego imię... To, co mnie osobiście uderzyło najbardziej, to doświadczenie jego obecności w życiu tak wielu osób. Pozostaje on dla nich ojcem, wujkiem, dziadkiem lub po prostu Karolem. Nie chodzi tu wcale o obecność wyłącznie uczuciową. Bliska więź nawiązana z Janem Pawłem II jest czymś co popycha do poważnego zaangażowania chrześcijańskiego, pełnego wyrzeczeń i walk wewnętrznych, do stawiania przed sobą i realizowania zadań, które wymagają wysiłku i wewnętrznej przemiany. Motto jego pontyfikatu: „Nie lękajcie się!” weszło w życie bardzo wielu osób, które nie zadowalają się szarzyzną przeciętności, ale silni pewnością umiłowania przez Chrystusa, codziennie, mimo rozlicznych przeciwności, próbują wypłynąć łodzią własnego życia „na głębię” i zobowiązują się do „przeżycia życia według wysokiej miary”. Na dźwięk słów: „Karol Wojtyła” rodzi się w moim sercu poczucie wdzięczności, miłości. Jest dla mnie przykładem wielkiego człowieczeństwa, wielkiego chrześcijaństwa i wielkiego życia kapłańskiego. W kontekście procesu, ogromu odpowiedzialności i wielkości oczekiwań, czasami onieśmiela mnie świadomość własnej niedoskonałości i poczucie tego, że zadanie, które mam do wykonania wymaga rzeczywiście ogromu darów intelektualnych, duchowych i ludzkich. Sądzę, że najtrudniejszą rzeczą w pracy postulatora jest to, by nie utracić niczego z bogactwa osobowości, wobec której stajemy, nie przesłonić niczego z jej blasku, z jej wielkości i z jej doskonałości. 

Ten proces z całą pewnością wpisał się w moje życie kapłańskie i życie człowieka dojrzałego. Podczas pracy, przeżyłem niejako na nowo radości powołania, entuzjazm bycia kapłanem. Jan Paweł II radość swojego spotkania z Chrystusem przeżywał nieustannie. Jego relacja z Mistrzem jest kluczem do zrozumienia tajemnicy jego człowieczeństwa i świętości. Przykład tego kapłana Bożego, który oddał siebie dla sprawy Chrystusa, który przeżywał radość sprawowania sakramentów, który utożsamił się ze sprawowaną Eucharystią, który stał się jednym ze swoim Mistrzem - była i jest dla mnie wezwaniem do ponownego spojrzenia na moje powołanie i ciągłego odszukiwania jego sensu i radości… Dla mnie wielkim przeżyciem jest odczytanie mojego kapłaństwa i powołania poprzez pryzmat kapłaństwa Jana Pawła II.

Dziedzictwo Jana Pawła II

Dziś spoglądamy na życie Jana Pawła II jak na dokonany rozdział najnowszej historii. Nie jest to jednak rozdział zamknięty. Jego przesłanie jest żywe i inspirujące. Duchowe owoce jego życia widać dzisiaj nie tylko w szeroko rozpowszechnionym poczuciu naturalnej nostalgii ludzkiej, która wybuchła niespodziewanie w naszym istnieniu tak, jak to się dzieje wtedy, gdy brakuje osoby drogiej i kochanej – a jest to nieomylny znak jego powszechnego ojcostwa – ale także w rozlicznych propozycjach pogłębienia i wcielenia w praktykę tego nauczania, które Jan Paweł II niezmordowanie głosił swym słowem i swym życiem.

W jednym z najbardziej znanym ze swych młodzieńczych dzieł literackich – „Przed sklepem jubilera” napisał on: „Miłość to nie jest przygoda. Ma smak całego człowieka. Ma jego ciężar gatunkowy. I ciężar całego losu. Nie może być chwilą. Wieczność człowieka przechodzi przez nią. Dlatego odnajduje się w wymiarach Boga, bo tylko On jest wiecznością”. 

Odczuwamy jego obecność tak żywą i aktualną, gdyż jego życie ujawnia i ukrywa gorące pragnienie Wieczności w oddawaniu siebie z miłością. Miłość ta nie umiera, albowiem „silniejsza od śmierci jest miłość”. I to właśnie jest zasadniczy powód, dla którego nie należy mówić o odpoczynku: „Caritas Christi urget nos!”. Duchowe dziedzictwo Jana Pawła II, cała ta rzeczywistość, która swój smak zawdzięcza miłości, dodaje odwagi, popycha, niepokoi. Nie ma teraz czasu na odpoczynek. Teraz jest czas koniczności poszerzania kręgu przeżywanej miłości. Krąg miłości Świętych to wieczność. My jesteśmy w drodze...

Każdy obraz świętości, który wyłania się z dochodzenia przeprowadzonego przez Trybunał Kościelny, jest jedynie fotografią długiego procesu osobistego zmagania się z tym co w człowieku słabe i niedoskonałe. Ten proces odbywa się z pomocą tajemniczego, cudownego i potężnego działania łaski Bożej. Owa fotografia świętości jest owocem pokornego i skrupulatnego odczytywania śladów, jakie woda wypływająca z Wiecznego Źródła człowieczeństwa pozostawiła, przemierzając teren życia człowieka, znajdując przyjęcie w jego sercu, w jego woli, w jego zaangażowaniu i w wielkodusznej odpowiedzi. 

Zawierzmy Maryi, Tej, której Jan Paweł II powiedział swe pokorne „Totus Tuus”, nasze codzienne pielgrzymowanie ku Wiecznemu Źródłu, z którego czerpią wodę życia przyjaciele Boga. Czas trwania procesu beatyfikacyjnego był darem ofiarowanym nam przez Pana dla pogłębienia znajomości osoby Jana Pawła II i naszej do Niego miłości. Był okazją do spotkania z Jego myślą i duchowością, był czasem rekolekcji, na które Bóg nas zaprosił, abyśmy dobrze przygotowali się, - jak to było w stylu tego wielkiego Papieża -, na radosny dzień, w którym, proces dobiegł do swego szczęśliwego zakończenia.

Beatyfikacja Jana Pawła II

Kiedy ziemska pielgrzymka Papieża Polaka dobiegała końca, miliony ludzi, wierzący i niewierzący, katolików i wyznawców innych religii przybyli do Wiecznego Miasta i łącząc się duchowo z umierającym Papieżem okazali mu swoją miłość, przywiązanie, wdzięczność i solidarność. Wszyscy jednomyślnie wyrazili głębokie przekonanie o wielkości, wspaniałości i – według kategorii wiary — świętości Jana Pawła II. Ów głos ludzi, „vox populi” zainicjował wspaniałe wydarzenie w Kościele — proces beatyfikacji i kanonizacji.

Z wielką nadzieją czekaliśmy na dzień, w którym Kościół poprzez uroczyste słowa swojego Pasterza, Następcy św. Piotra, formalnie potwierdziłby słuszność i zasadność tego przekonania.

Dziś ten dzień nadszedł.

Kościół, przez posługę Biskupa Rzymu, uznaje, że ta miłość, która przyoblekła się w koleje życia Karola Wojtyły i, która była przezeń przeżywana z wielkoduszną prostotą wiary, ukierunkowując jego egzystencję ku swemu Wiecznemu Źródłu – Bogu, może zostać ofiarowana Ludowi Bożemu, jako świetlisty przykład heroizmu chrześcijańskiego. Cud uzdrowienia z choroby Parkinsona francuskiej zakonnicy jest Bożą pieczęcią uwierzytelniającą tę miłość… 

Tak jak każda beatyfikacja, także i ta Jana Pawła II, jest ponownym wezwaniem by każdy z nas odnowił w sobie świadomość, że zwyczajna codzienność życia chrześcijańskiego, w swojej prostocie, w swej powtarzalnej cykliczności stanowi wezwanie, aby przeżywać ją w pełni i z hojnością. Świętość, bowiem, jest wysoką miarą codziennego zwykłego życia chrześcijańskiego… 

Ks. Sławomir Oder, Postulator

 

 

Biografia Jana Pawła II

Karol Józef Wojtyła urodził się w Wadowicach (Polska), 18 maja 1920 roku. Gdy miał 9 lat zmarła mu mama. Jego starszy brat Edmund, lekarz, umarł w 1931 r., a ojciec, podoficer w wojsku, w 1941 r.

Od roku uczęszczał na Uniwersytet Jagielloński w Krakowie, kiedy w 1939 został on zamknięty przez nazistowskiego okupanta. Młody Karol, aby zarobić na utrzymanie i uchronić się przed deportacją do Niemiec pracował w kamieniołomie i później w fabryce chemicznej.

Uczęszczał potajemnie na zajęcia formacyjne i wykłady krakowskiego Seminarium Duchownego i po wojnie został wyświęcony na kapłana 1 listopada 1946 r. Wysłany na studia doktoranckie do Rzymu obronił pracę doktorską z teologii na temat wiary w dziełach św. Jana od Krzyża.

W 1948 powrócił do Polski, gdzie pracował w kilku parafiach jako wikariusz oraz duszpasterz akademicki aż do 1951, kiedy wznowił swoje swoja studia teologiczne i filozoficzne. Papież Pius XII mianował go biskupem pomocniczym w Krakowie 4 lipca 1958. Święcenia biskupie otrzymał 28 września 1958. 13stycznia 1964 Paweł VI mianował go arcybiskupem krakowskim, a trzy lata później, 26 czerwca 1967 kreował kardynałem.

Uczestniczył w pracach Soboru Watykańskiego II (1962-1965) przyczyniając się owocnie do opracowania Konstytucji duszpasterskiej Gaudium et spes. Brał udział w pięciu konferencjach plenarnych Synodu Biskupów poprzedzających jego pontyfikat.

Wybrany został Papieżem 16 października 1978 r. i 22 października rozpoczęła się jego posługa Pasterza Kościoła powszechnego. Odbył 146 wizyt duszpasterskich w Italii i jako Biskup Rzymu odwiedził 317 z 332 aktualnie istniejących rzymskich parafii. Odbył 104 podróże apostolskie do różnych krajów świata. Z jego najważniejszych dokumentów należy wymienić 14 Encyklik, 15 Adhortacji apostolskich, 11 Konstytucji apostolskich i 45 Listów apostolskich. Jako papież napisał 5 książek. W czasie 147 ceremonii beatyfikacyjnych proklamował 1338 błogosławionych i w 51 kanonizacjach wyniósł do chwały ołtarzy 482 świętych.

13 maja 1981 roku, na Placu św. Piotra przeżył ciężki zamach. Po długiej rekonwalescencji przebaczył swojemu zamachowcy i świadomy, że otrzymał nowe życie, zintensyfikował swoje obowiązki duszpasterskie z heroicznym poświęceniem.

Jego duszpasterska troska znajdowała swój wyraz, między innymi, w tworzeniu nowych diecezji kościelnych wspólnot, promulgowaniu Kodeksu Prawa Kanonicznego Kościołów Wschodnich, publikacji Katechizmu Kościoła Katolickiego. Ogłosił Rok Odkupienia, Rok Maryjny i Rok Eucharystii jak róznież Wielki Jubileusz Roku 2000. Przybliżał nowe pokolenia wprowadzając celebrację Światowych Dni Młodzieży.

Zmarł w Rzymie, w Pałacu Apostolskim, w sobotę 2 kwietnia 2005 roku o godz. 21:37, w wigilię Niedzieli Miłosierdzia Bożego, przez niego ustanowionej. Został pochowany w Grotach Watykańskich 8 kwietnia po uroczystościach pogrzebowych sprawowanych na Placu św. Piotra.

 

 

Dlaczego święty?

  • Błogosławiony Jan Paweł II był „człowiekiem modlitwy”. Pragnienie doskonałości objawiało się w nim tak mocno, że zawsze zachowywał ożywionego ducha poprzez stałą modlitwę i słuchanie rozważanego Słowa Bożego. Centrum jego życia było ukonstytuowane przez Eucharystię.
  • Niełatwe dzieciństwo, naznaczone potrójną żałobą, i wstąpienie do seminarium w okresie, w którym wojna wymusiła jego zamknięcie, umocniły z pewnością jego odwagę.
  • Jako arcybiskup krakowski nigdy nie zawahał się, mimo licznych przeszkód stawianych przez reżim komunistyczny w Polsce, przed prawem do wyznawania własnej wiary. Z męstwem interweniował na rzecz obrony praw ludzi, jednak bez naruszania porządku publicznego, prowadząc walkę jako dobry chrześcijanin, nawet jeśli wydawało się, że takie przeszkody są nie do pokonania.
  • Pierwsze motto „Nie lękajcie się! Otwórzcie, więcej, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi!” wypowiedziane podczas inauguracji posługi piotrowej wyznaczyło program jego długiego pontyfikatu, pozostając żywe w sercach wiernych, nawet po jego śmierci.
  • Jako papież, 13 maja 1981 r., w dniu, który naznaczył początek drugiej fazy pontyfikatu, otrzymał od Pana łaskę, aby przelać swoją krew w imię wiary, jak sam powiedział w odniesieniu do tego co się wydarzyło.
  • W licznych cierpieniach moralnych i w czasie choroby fizycznej głosił zbawczy walor cierpienia ludzkiego zjednoczony z tajemnicą Krzyża Chrystusa.
  • Poparł gorące pragnienie wolności narodów uciskanych przez różne ustroje i totalitarne reżimy, podkreślając nienaruszalną godność każdej istoty ludzkiej.
  • Promował i ożywiał dialog ekumeniczny, poszukując jedności i pokoju w żarliwej nadziei na przyszłą pełną komunię z braćmi odłączonymi.
  • Nadzwyczajnym znakiem jego nadziei było zaufanie jakim darzył młodych, nadzieję Kościoła jutra.
  • Dawał jedzenie i ubrania dla potrzebujących, dbał o bezdomnych, martwił się losem krewnej w podeszłym wieku, dzielił ból z cierpiącymi, przeznaczał dla nich własne pieniądze, odwiedzał chorych i więźniów. Oprócz tego instruował, doradzał, pocieszał zagubionych w sercu, ofiarował przebaczenie zamachowcowi i tym, którzy go obrazili, znosił z cierpliwością wrogich mu ludzi.
  • W późnych latach 90-tych pojawiły się pierwsze objawy choroby Parkinsona, które stopniowo ograniczały go do wykonywanie jego posługi z „krzesła na kółkach”. Wszyscy podziwialiśmy siłę, z którą, zwłaszcza w ostatnich latach, wiedział jak stawić czoła, , duszpasterskim zadaniom w tych trudnych warunkach.

 

 

POSTPĘOWANIE KANONIZACYJNE

Przebieg postępowania kanonizacyjnego

1.  Śmierć Jana Pawła II: 2 kwietnia 2005

2. Dnia 3 maja 2005 rok, kard. Camillo Ruini (Kardynał Wikariusz diecezji, na terenie której zmarł Jan Paweł II) przedstawił w Kongregacji do Spraw Kanonizacyjnych, w której wyrażał wolę diecezji rzymskiej by założyć sprawę kanonizacyjną zmarłego Papieża i prosił o udzielenie dyspenzy od wymaganego terminu upływu 5 lat od śmierci, aby móc rozpocząć postępowanie diecezjalne.

3.  Prośba Kardynała Wikariusza, przedstawiona Ojcu Świętemu Benedyktowi XVI została przez niego zaaprobowana i 9 maja 2005 roku Kongregacja do Spraw Kanonizacyjnych wydała dekret informujący o udzielonej przez Papieża dyspensie. Opinia świętości, która towarzyszyła Karolowi Wojtyle także przed śmiercią przejawiała się w wyjątkowości religijnej, historycznej i kulturalnej jego pontyfikatu, powszechnie uznanego przez Kościół i wspólnoty cywilne. (3 czerwca 2005 roku, siostra Marie Simon-Pierre Normand, ze Zgromadzenia Małych Sióstr Macierzyństwa Katolickiego, zostaje niewytłumaczalnie uzdrowiona z choroby Parkinsona zdiagnozowanej u niej 4 lata wcześniej. W dniu 8 czerwca 2005 roku Przełożona Generalna Zgromadzenia przekazuje informację o tym wydarzeniu do Rzymu, przypisując je wstawiennictwu Jana Pawła II.

4. Początek sprawy beatyfikacyjnej, tzw. fazy diecezjalnej, ma miejsce 28 czerwca 2005 roku. Postępowanie rozpoczęło się gromadzeniem przez Trybunał dokumentów dotyczących kandydata, świadectw odnośnie konkretnych faktów z jego posługi, heroiczności cnót chrześcijańskich (cnót teologalnych: wiary, nadziei i miłości; cnót kardynalnych: roztropności, sprawiedliwości, męstwa i umiarkowania; innych charakterystyk odnośnie jego stanu życia). Od tego momentu Jan Paweł II jest Sługą Bożym. Dnia 2 kwietnia 2007 roku, w bazylice św. Jana na Lateranie w Rzymie, kard. Camillo Ruini dokonuje zamknięcia diecezjalnej fazy procesu beatyfikacyjnego Jana Paweł II i przekazuje wszystkie rezultaty do Kongregacji do Spraw Kanonizacyjnych.

5. Początek fazy watykańskiej: 4 maja 2007 rok. Po przekazaniu wszystkich akt do Kongregacji do Spraw Kanonizacyjnych, i po otrzymaniu dekretu potwierdzającego ich ważność, Postulator przygotowuje, pod kierunkiem Relatora, tzw. Positio (syntezę całej dokumentacji, która prezentuje i udowadnia praktykowanie cnót chrześcijańskich w stopniu heroicznym), która następnie jest egzaminowane przez dziewięciu teologów. Następnie pracę kontynuuje Promotor wiary (ma takie samo zadanie jak Promotor sprawiedliwości, czyli dogłębne przestudiowanie całej sprawy i ocenienie ewentualnych kontrowersji, i na koniec przygotowanie podsumowania).

6. Promulgowanie Dekretu o heroiczności cnót Sługi Bożego Jana Pawła II: dnia 19 grudnia 2009 roku Benedykt XVI zatwierdza całe postępowanie w sprawie beatyfikacji Jana Pawła II i autoryzuje Kongregację do Spraw Kanonizacyjnych do zredagowania odpowiedniego dekretu. Od tego momentu Janowi Pawłowi II przysługuje tytuł Czcigodny Sługa Boży.

7. Dnia 21 października 2010 roku, siedmiu specjalistów Komisji Medycznej opiniuje pozytywnie niewytłumaczalność uzdrowienia z naukowego punktu widzenia siostry Marie Simon-Pierre Normand. 14 grudnia 2010 roku Kongres Teologów jednogłośnie uznaje wstawiennictwo Jana Pawła II w uzdrowieniu s. Marie Simon-Pierre Normand. Dnia 11 stycznia 2011 roku kardynałowie i biskupi z Kongregacji wydają orzeczenie uznając jednogłośnie za cudowne uzdrowienie francuskiej zakonnicy. 14 stycznia 2011 roku Benedykt XVI autoryzuje promulgowanie dekretu uznającego cud za wstawiennictwem Jana Pawła II. Chodzi o uzdrowienie z choroby Parkinsona (tej samej, na którą cierpiał Jan Paweł II) francuskiej zakonnicy s. Marie Simon-Pierre Normand (ze Zgromadzenia Małych Sióstr Macierzyństwa Katolickiego). Choroba została u niej zdiagnozowana w 2001 roku. Zgodnie ze świadectwem siostry uzdrowienie dokonało się w nocy z 2 na 3 czerwca 2005 roku.

8. BEATYFIKACJA: 1 maja 2011 rok. Podczas uroczystości beatyfikacyjnych została uzdrowiona z “tętniaka tętnicy mózgowej” kobieta z Kostaryki Floribeth Mora Diaz. O tym przypadku został powiadomiony Postulator, który po wykonaniu wstępnych procedur, zwrócił się do biskupa San José di Costa Rica, aby ten powołał Trybunał Diecezjalny celem rozpoczęcia postępowania diecezjalnego. Czynności procesowe trwały od 20 listopada do 2 grudnia 2012 roku. Kongregacja do Spraw Kanonizacyjnych zaaprobowała ważność procesu na szczeblu diecezjalnym dekretem z dnia 12 lutego 2013 roku. Komisja Medyczna w czasie posiedzenia dnia 28 lutego 2013 roku jednogłośnie orzekła niewytłumaczalność naukową uzdrowienia. Przypadek był rozpatrywany, z wynikiem pozytywnym – jednogłośnie – przez Konsultorów Teologów 10 kwietnia 2013 roku, i przez Komisję Kardynałów i Biskupów 2 lipca 2013 roku.

9.  Dnia 5 lipca 2013 roku papież Franciszek zatwierdza cud przypisywany wstawiennictwu błogosławionego Jana Pawła II i autoryzuje Kongregację do Spraw Kanonizacyjnych, aby promulgowała odpowiedni dekret. Podpisanie “dekretu o cudzie” otwiera drogę do kanonizacji. Cud dotyczy uzdrowienia kobiety z Kostaryki, Floribhet Mora, które dokonało się wieczorem 1 maja 2011 roku, w dniu kiedy Jan Paweł II został ogłoszony błogosławionym. Dokładnie w tym dniu, kobieta która cierpiała na ciężkie schorzenie mózgowe modliła się za jego wstawiennictwem i została uzdrowiona. Dzięki wstawiennictwu błogosławionego Jana Pawła II także cała rodzina na nowo odnalazła wiarę: jakby podwójny cud.

10.  W czasie Konsystorza zwyczajnego publicznego, dnia 30 września 2013 roku, została ustalona data kanonizacji na 27 kwietnia 2014 rok.